|
Klasycznym przykładem sekty
pseudokatolickiej o inicjacji gnostyckiej są tzw. mariawici.
Stworzyła ją grupa księży pod kierownictwem Jana Marii Kowalskiego -
jego przestępstwa obyczajowe w okresie przedwojennym były
powszechnie znane w Polsce. Ofiary tej sekty, a tym samym miliony
Polaków nie wiedzą jednak, że grupa ta podlegała lożom Martynistów
francuskich poprzez tzw. "Powszechny Kościół Gnostycki", którego
współtwórcami byli omawiani w rozdziale Prieure de Sion Julius
Doinel oraz Papus (Gerard Encause). Kowalski był satanistą, uczniem
znanego francuskiego satanisty, księdza apostaty abp. z Lyonu. Był
czas, że tej sekcie okultystów i satanistów poddało się prawie pół
miliona Polaków, a obecnie liczy ona około 100 tys. polskich
wyznawców.
Inna sekta przesiąknięta gnostycyzmem jest tzw. "Kościół
Starokatolicki". Powstał w 1870 roku po I Soborze Watykańskim i
ogłoszeniu dogmatu o nieomylności papieży. Niemiecki ksiądz
Deolinger sprzeciwił się dogmatowi, a rząd pruski chętnie poparł
odszczepieńców licząc na głębsze rozbicie Kościoła katolickiego.
Sekta rozpleniła się na Niemcy i Holandię, w której już od XVIII
wieku działają samozwańczo konsekrowani biskupi. Starokatolicy
wyświęcili pierwszego swojego "biskupa" - prof. J. Reinkensa, a
następnie wspomnianego przywódcę polskich mariawitów Jana Marię
Kowalskiego. Na kongresie starokatolików w Wiedniu w 1909 roku,
udzielono Kowalskiemu sakry biskupiej!
Martynista i neognostyk Yincenzo Soro w książce: La Chiesa del
Paracieto. Stuidsu lo gnosticismo (1922) stwierdzał, że Jan Maria
Michal Kowalski Arcybiskup Prymas Wolnego Kościoła Polskiego (rytu
mariawickiego) związał swoją sektę z "Powszechnym Kościołem
Gnostyckim" za rządów "Patriarchy gnostyckiego" Jana II
.
Stwierdza też, że "Zakon Martynistów" i "Powszechny Kościół
Gnostycki" stanowią jedno, a Papus zreorganizował Zakon Martynistów
tak, że biskupi gnostyccy konsekrowani przez J.S. Jana II wchodzą w
skład Rady Najwyższej "Zakonu Martynistów" jako członkowie honorowi.
W. Sawicki w cytowanej pracy: Organizacje tajne w walce z Kościołem
stwierdza, że "Kościół Gnostycki" jest "religijnym" odłamem (sekta)
masońskich lóż martynistów nadających mu charakter satanistyczny. To
wszystko tworzy jeden wielki splot Antykościoła.
Jedna ze spekulacji panteizmu jest przekonanie, że świat jest
emanacją Bóstwa. W parze z panteizmem kroczą nieuchronnie dwa
kolejne heretyckie zawirowania. Są nimi: preegzystencja -
reinkarnacja, czyli wędrówka dusz.
* * *
Zgubnej dla Polski roli Jana Amosa Komensky'ego poświęcił książkę
Jedrzej Giertych: U źródeł katastrofy dziejowej Polski: Jan Amos
Komensky. Londyn 1964. Zdominowany przez masonów Polski Uniwersytet
na Obczyźnie (PUNO), odmówił autorowi przyjęcia tej pracy jako
doktorskiej!
Zob.: Witold Sawicki: Organizacje tajne w walce z Kościołem. Wyd.
Wers 2000. Książka przeleżała w maszynopisie od lat 60-tych.
BP JÓZEF SEBASTIAN PELCZAR
Zboczenia pseudomistycyzmu:
towianizm i kozłowityzm
(...)
Drugi obłęd, zwany mariawityzmem, mankietnictwem albo kozłowityzmem, a
szerzący się w Królestwie Polskim i na Litwie, zawdzięcza swój początek
Feliksie Magdalenie (a w tercjarstwie Marii Franciszce) Kozłowskiej,
właścicielce zakładu wyrobu szat liturgicznych w Płocku (ur. w r. 1864).
Sprytna i obłudna ta kobieta, która w młodości różne przeszła koleje, a
której przed sądem warszawskim w maju r. 1906 udowodniono sprawki
niemoralne (20), kierowała najprzód w (r. 1887) tajnym stowarzyszeniem
tercjarek św. Franciszka (Klarysek), pod nazwą "mariawitek", i to z wiedzą
O. Honorata Koźmińskiego, kapucyna z Nowego Miasta († 1916), który dla
podniesienia ducha religijnego w społeczeństwie polskim, zgromadzenia
zakonne tajne, tak męskie jak żeńskie, był utworzył. Chcąc także pośród
duchowieństwa obudzić większy ruch ascetyczny, miał on wtajemniczyć w swe
zamiary Kozłowską (21); ona też powołując się na bezpośrednie objawienia
Boże poczęła w r. 1893 głosić, że Bóg ją wezwał do założenia zakonu księży
mariawitów, i panien mariawitek, iżby odrodzić "zepsute duchowieństwo
polskie" i rozszerzyć w społeczeństwie polskim cześć Przenajświętszego
Sakramentu i Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
Rzeczywiście pod jej przewodnictwem powstało w r. 1893 "zgromadzenie
kapłanów mariawitów", mające w Płocku główną swą siedzibę, a rządzące się
pierwszą regułą św. Franciszka, z trzema ślubami zakonnymi. Kapłani ci,
zwani także mankietnikami (22), iż zazwyczaj czarne nosili mankiety,
zewnętrznymi objawami ascetyzmu, jako też zachwalaniem wszystkim częstej
Komunii św., adoracji Przenajświętszego Sakramentu i czci Matki Boskiej
Nieustającej Pomocy, zyskali sobie niemałą wziętość, tak że nawet rządcy
diecezyj, zwłaszcza X. Petrykowski, administrator płocki, życzliwie na
nich patrzyli. Byli między nimi ludzie dobrej woli, pragnący szczerze
poprawy rozluźnionej tu i ówdzie, a głównie z winy rządu, karności
kapłańskiej; ale jednym brakowało głębszej nauki teologicznej, a innym
pokory. Obok dwóch zgromadzeń zakonnych powstało stowarzyszenie
tercjarskie dla osób obojej płci i bractwo adoratorów i adoratorek
Przenajświętszego Sakramentu; a wszystkim kierowała Maria Franciszka
Kozłowska.
Duchowna
ta "mateczka", zerwawszy z O. Honoratem, poczęła występować śmiało jako
reformatorka duchowieństwa polskiego i ogłaszać swe wizje, otrzymane
rzekomo od Chrystusa Pana. Niektórzy z pośród księży mariawitów uwierzyli
w te szalbierstwa, inni udawali, że wierzą; a na ich czoło wysunął się X.
Jan Michał Kowalski, proboszcz w Sobótce, w archidiecezji warszawskiej,
człowiek ambitny i zuchwały, którego "bracia" w r. 1904 wybrali
"generałem". On to, jak twierdzą, miał się porozumieć z apostatą i
renegatem Skrochowskim, autorem ohydnych pamfletów przeciw religii
katolickiej, a po apostazji kontrolerem rządowym dróg żelaznych w
Królestwie Polskim, aby pod opieką rządu utworzyć jakby kościół narodowy
polski; toż nic dziwnego, że rząd od początku popierał ruch mariawicki.
Istnieje dokument, w którym XX. Kowalski i Skolimowski, imieniem
mariawitów, przyrzekają bezwzględną lojalność i posłuszeństwo dla monarchy
i rządu, jako też działanie przeciw wszelkiej agitacji patriotyzmu
narodowego (23).
Kiedy
biskup Jerzy Szembek wstąpił na stolicę płocką i ostrzeżony, jak twierdzą,
przez O. Honorata, przeniknął machinacje mariawitów (24), odniósł się z
tym do Stolicy Apostolskiej, która dekretem Świętej Kongregacji Inkwizycji
z 4 września 1904 rozwiązała zgromadzenie mariawitów, uznała wizje
Kozłowskiej za urojone, i kazała ją usunąć od przełożeństwa tak nad
kobietami jak nad kapłanami.
Mariawici u stóp Piusa X przyrzekli poprawę i dekretowi Świętej Inkwizycji
pozornie się poddali, a tymczasem udaną pobożnością, niepobieraniem opłat
stuły (25), piorunowaniem nawet z ambon na "złych księży", urządzaniem
częstych nabożeństw i tworzeniem różnych zakładów pomnażali liczbę swoich
zwolenników, których zwodzili kłamliwą wieścią, jakoby Ojciec Święty Pius
X dał im aprobatę i błogosławieństwo.
Dnia 30
stycznia r. 1906 zebrawszy się w Płocku, postanowili wznowić zgromadzenie
swoje i dla prowadzenia "dzieła miłosierdzia", rozpoczętego przez
Kozłowską, wybrali ponownie X. Kowalskiego swoim "mistrzem generalnym"
(26). Posuwając się coraz dalej w swym uporze, już 8 lutego 1906
wypowiedzieli posłuszeństwo biskupowi płockiemu, a następnie innym także
biskupom polskim, za co ich spotkała kara suspensy.
Kowalski
podjął po raz wtóry podróż do Rzymu, aby się przed Ojcem Świętym
usprawiedliwić; ale wróciwszy do kraju, za poradą Kozłowskiej, obietnic
danych nie dotrzymał.
Nowe
wichrzenia i bezprawia, których widownią były nawet niektóre kościoły,
wywołały pismo Piusa X Tribus circiter (z 5 kwietnia 1906), potępiające
związki mariawitów i grożące im karami kościelnymi (27). Oni jednak
podnieśli jawny bunt już nie tylko przeciw biskupom, ale także przeciw
Stolicy Świętej i utworzyli osobną polską sektę, która przypomina dawnych
Katarów i niemałe ma podobieństwo do rosyjskiej sekty O. Jana
Kronsztadzkiego.
Mianowicie Kowalski w okólniku z 13 kwietnia 1906 kazał duchownym
mariawickim głosić z ambon, że mariawici wierzą: 1) w to wszystko czego
Kościół katolicki naucza, 2) że Pan Bóg Marię Franciszkę (Kozłowską)
uczynił najświętszą i dał jej te łaski, jakie dał Najświętszej Maryi
Pannie, Matce Bożej, 3) że w ręku św. Marii Franciszki jest miłosierdzie
dla całego świata i nikt bez jej pomocy i pośrednictwa nie dostąpi
miłosierdzia, 4) że modlitwa do św. Marii Franciszki nie tylko jest
pożyteczna, ale konieczna do odparcia szatańskich zasadzek i do
utwierdzenia duszy w łasce Bożej (28). Nic dziwnego, że cześć Kozłowskiej
przybrała potworne iście rozmiary, tak dalece, że jak donosiły dzienniki,
księża mariawiccy padali przed nią na kolana, a jeden z nich dawał
relikwiarz z jej włosami do pocałowania sekciarzom!
Ponieważ
mariawici nie poddali się wyrokowi Piusa X z 5 kwietnia 1906, przeto
Kongregacja Świętej Inkwizycji, na wyraźny rozkaz Papieża, dekretem z 5
grudnia 1906 wyklęła imiennie Kowalskiego i Kozłowską; a taka sama kara
spotkała później innych także księży mariawickich.
Nie
ulega wątpliwości, że mariawici są heretykami (29); odrzucają bowiem
władzę hierarchiczną i prymat Ojca Świętego, twierdząc, wraz z
schizmatykami, że Kościół ma tylko niewidzialną głowę – Jezusa Chrystusa,
podczas gdy widzialna głowa jest niepotrzebną.
Jest
również heretyckim ich zdanie, że Pismo św. jest jedynym źródłem
objawienia i że podmiotem nieomylności w rzeczach wiary jest każdy
człowiek.
Krom
tego zarzucić im trzeba, że błędnie przedstawiają praktykę częstej Komunii
i adoracji Przenajświętszego Sakramentu, jakoby obok modlitwy do Matki
Bożej Nieustającej Pomocy była koniecznie potrzebną do zbawienia, – że
wprowadzają język polski do liturgii, – że Kościołowi odmawiają
przynależnych mu praw, – że z wielką przewrotnością zohydzają biskupów i
kapłanów polskich, jako niby winnych wszelakich występków, i dlatego
pozbawionych władzy duchownej, a Stolicę Świętą nazywają "wszetecznicą
apokaliptyczną".
Taktyka
mariawitów następujące przeszła koleje. Najprzód głosili, że wierzą w to
wszystko, co Kościół do wierzenia podaje, i że mimo zerwania stosunków z
Rzymem i z biskupami nikt z mariawitów nie przestaje być katolikiem, ale
tylko staje się doskonalszym, przeto że uczestniczy w "dziele
miłosierdzia", którego sprawczynią jest święta mateczka Kozłowska.
Postanowili nawet na zjeździe, w r. 1906 w Płocku odbytym, nie wprowadzać
żadnych nowości pod względem kultu publicznego. Wnet jednak, snadź według
wskazówek idących z Petersburga, utworzyli osobną organizację i zmienili w
liturgii język łaciński na polski (r. 1908).
Niedorzeczny ten obłęd, zarówno antykatolicki jak antynarodowy (30), nie
byłby się tak prędko rozszerzył, gdyby nie pomoc socjalizmu z jednej, a
rządu rosyjskiego z drugiej strony (31). Także duchowieństwo prawosławne
powitało z radością powstanie tej sekty, a znany archirej Eulogiusz w
mowie mianej 28 czerwca r. 1906 w Chełmie, wyraził nadzieję, że cała
Polska "zrywając z łacińskim zabobonem", stanie się mariawicką, poczym
mariawityzm zleje się z prawosławiem. Mając poparcie z Petersburga (gdzie
niektóre pisma, jak Nowoje Wremia, Swiet i inne wzięły mariawitów pod
swoją opiekę), potrafili oni do r. 1911 zbudować 90 domów modlitwy, a przy
tym zorganizować 70 okręgów parafialnych, podzielonych na dwie prowincje,
polską i litewską, i zgromadzić kilkadziesiąt tysięcy, a według niektórych
wersyj, przeszło sto tysięcy "owieczek".
Księża-apostaci, których w r. 1911 było 29 (oprócz 5 diakonów), werbują
sobie wiernych nie tylko ciągłymi nabożeństwami i pozorami ubóstwa – bo
chodzą w szarych sukniach i żyją tylko z ofiar, – ale także zaprowadzeniem
ustroju demokratycznego w zarządzie sekty (32), jako też tworzeniem
zakładów i dzieł ekonomicznych, jak ochronek, szkół, domów ludowych,
warsztatów, kas pożyczkowych, sklepów spółdzielczych itp.
Chcąc
utrwalić byt swojej sekty, weszli oni w porozumienie ze starokatolikami w
Wiedniu, z "polsko-narodowym kościołem" pseudobiskupa Hodura w Ameryce
północnej i z sektą Jansenistów w Holandii; poczym X. Jan Maria Michał
Kowalski otrzymał 5 października 1909 w Utrechcie sakrę biskupią z rąk
jansenistowskiego arcybiskupa Gerarda Gul, a uzyskawszy od rządu uznanie,
dwóch najzagorzalszych swoich satelitów, X. Leona Gołębiowskiego i X.
Romana Próchniewskiego, na "biskupów-koadiutorów" wyświęcił (r. 1910)
(33).
Odtąd
propaganda sekty stała się zuchwalszą, tak że jej "misjonarze" zapuszczali
się nawet do Galicji (34). Wprawdzie XX. Redemptoryści i inni zakonnicy,
dostawszy się do Królestwa na mocy edyktu tolerancyjnego z r. 1905, pewną
liczbę mariawitów świeckich, trzymanych zresztą w wielkim odosobnieniu i w
szale fanatycznym, przywiedli do upamiętania się, ale rząd wzbronił
dalszego odbywania misyj, spodziewając się, że mariawityzm posłuży za
pomost do prawosławia (35).
Tymczasem prędzej, niż przypuszczano, nastąpił rozłam w łonie
mariawityzmu. Oto proboszcz warszawskiej gminy mariawickiej, nazwiskiem
Wacław Żebrowski, nie tylko z ambony ogłosił potrzebę publicznej spowiedzi
i sam swoje wykroczenia wyjawił, ale napiętnował także niemoralne życie
wielu innych duchownych mariawickich i zarzucił tak Kowalskiemu jak
Kozłowskiej zaprzepaszczenie istoty mariawityzmu dla osobistych widoków
(36). Nadto wynalazł świętszą jeszcze "mateczkę" w osobie mariawitki Marii
Cygler (inaczej Marii Cychlarz lub Marii z Pragi), później zaś w spółce z
apostatą Stefanem Bortkiewiczem utworzył w Warszawie nową sektę
"pierwszych chrześcijan", która przez rząd została uprawniona.
Wprawdzie udało się Kowalskiemu, przy pomocy delegata rządowego
Tiażelnikowa, złożyć z urzędu Żebrowskiego i na jego miejsce przeprowadzić
wybór Próchniewskiego (37), a Marię Cygler, jako obcą poddaną, wydalić
zagranicę; ale mimo to wrzenie pośród mariawitów nie ustało.
Natomiast rząd rosyjski, dla podniesienia powagi mariawityzmu, uznał go za
osobny związek wyznaniowy i pozwolił duchownym mariawitom organizować
gminy kościelne i osobne cmentarze, odprawiać nabożeństwa, prowadzić
księgi stanu cywilnego itd.; a zastrzegł sobie tylko prawo zatwierdzania
ich biskupów. Za to "biskupi" mariawiccy jeździli do Petersburga z
hołdami, i wobec "świętego Synodu" piorunowali na katolicyzm, aby poprawić
smutne bardzo finanse sekty (38).
W r.
1915 rząd austriacki przez komendę wojskową w Lubelskim rozkazał zamknąć
wszystkie mariawickie kościoły, szkoły i zakłady, a to na tej podstawie,
że w okupowanych ziemiach tylko te wyznania mogą mieć swe nabożeństwa,
które są tolerowane w monarchii austriackiej, co do mariawityzmu
zastosować się nie da (39). Ale w r. 1918 zniesiono w okupacji
austriackiej to rozporządzenie i wolność mariawitom przyznano; podczas gdy
w okupacji niemieckiej Królestwa wzięto ich jawnie w opiekę.
Mimo to
można śmiało powiedzieć, że sekta mariawitów, rekrutująca się głównie z
fanatycznych kobiet i z proletariatu socjalistycznego, podzieli los sekty
starokatolików, których w r. 1906 naliczono w całej Europie zaledwie
60000.
Na
początku XX wieku wystąpili także w Królestwie Polskim jako twórcy nowych
sekt: młynarz Stolarski w Błoniu pod Warszawą, robotnik Kot w Sosnowcu
(twórca sekty "bezkościelnych"), Prejs w Siedlcach; ale nie zdołali oni
zebrać większej liczby zwolenników.
Do
Galicji w nowszych czasach starali się wedrzeć ze Śląska baptyści, którzy
dorosłych, przechodzących do sekty, chrzczą ponownie (40), – jako też
spirytyści, którzy odrzucają naukę katolicką o Trójcy Świętej, o
odkupieniu, Sakramentach i wieczności, nazywając Kościół katolicki stekiem
obłudy, fałszu i zabobonu, a natomiast ucząc, że Chrystus jest tylko
prorokiem, że dusze wchodzą po śmierci w inne ciała, że źródłem "prawdy"
jest Pismo św., ale nie katolickie, że do zrozumienia Pisma św. pomagają
duchy zagrobowe, z którymi można rozmawiać przez osobne "media", albo
przez stoliki wirujące.
Zaprawdę, nie masz szaleństwa, w które by człowiek nie uwierzył, jeżeli
odrzuca wiarę prawdziwą.
Bp Józef
Sebastian Pelczar
OBRONA RELIGII KATOLICKIEJ, TOM I. JAK WIELKIM SKARBEM JEST RELIGIA
KATOLICKA I DLACZEGO TA RELIGIA MA DZISIAJ TYLU PRZECIWNIKÓW. Napisał DR.
JÓZEF SEBASTIAN PELCZAR (BISKUP PRZEMYSKI O. Ł.). Drugie przejrzane i
pomnożone wydanie, PRZEMYŚL 1920, ss. 323-342. (Pisownię i słownictwo
nieznacznie uwspółcześniono; tytuł artykułu od red. Ultra montes).
Przypisy:
-------------------
(20) X. Piotr Dzieniakowski zeznał pod przysięgą, że go
Kozłowska namawiała do rozpusty. Wyszły też na jaw inne niemoralne jej
sprawy.
(21) Czyt. Gazeta Kościelna, Rok 1911, Nr 13, List z
Warszawy.
(22) Z początku nazywano ich mistykami z powodu objawów
ascetyzmu. (Por. X. Wł. Krynickiego Dzieje Kościoła powszechnego, str.
717).
(23) Gazeta Kościelna, l. c.
(24) Kozłowska przedłożyła biskupowi Szembekowi przez
jednego z księży swój memoriał, poczym z gronem księży mariawitów udała
się do Rzymu, gdzie wniosła pisma, pełne skarg na biskupów i księży w
Królestwie Polskim. (Por. Podręczna Encyklopedya Kościelna, art.
Maryawici; tam też podaną jest literatura o tej sekcie. Czyt. także tam
dzieło biskupa płockiego A. I. Nowowiejskiego pt. Płock r. 1917).
(25) Za to umieją w różny sposób, np. sprzedając
dewocjonalia, wyłudzać od prostodusznego ludu pieniądze.
(26) Kiedy księża mariawiccy, jadąc do Rzymu, wstąpili do
Loretu, ogłosili tamże, jako niby przepowiednię Kozłowskiej, że Domek
loretański będzie przeniesiony do Płocka, wskutek czego biskup loretański
zapytał się listownie arcybiskupa Popiela, co należy sądzić o tej
przepowiedni.
(27) Wystosowane do arcybiskupa warszawskiego i do biskupów
lubelskiego i płockiego.
(28) Przytacza X. Kantak w dziełku Mankietnicy i
mankietnictwo, Poznań 1910. Miano ułożyć litanię, w której taka przychodzi
inwokacja: Święta Mario Franciszko, Oblubienico (czy Małżonko) Chrystusa,
módl się za nami!
(29) Nauki mariawitów mieszczą się głównie w okólniku
Kowalskiego z 13 kwietnia 1906 r. w ich piśmie pt. Maryawita, wydawanym w
Łodzi, mianowicie w nr. 11, 18, 19, 21, 23, 30, 41 z r. 1907, i w "Liście
pasterskim" "biskupa" Kowalskiego z 31 grudnia 1909.
(30) Z tego powodu nawet tacy wrogowie Kościoła, jak
Świętochowski nie bronią sprawy kozłowitów, a tylko Niemojewski widział w
nich pionierów "narodowego Kościoła polskiego".
(31) Biskup Nowowiejski l. c. pisze, że z pracowni
Kozłowskiej szły prześliczne hafty i inne przedmioty nie tylko do
gubernatora, ale także do cara.
(32) Każdą parafią rządzi zarząd i ogólne zebranie, na
którym mają głos wszyscy pełnoletni parafianie obojej płci, rozstrzygając
absolutną większością. Parafianie łączą się w okręgi, zarządzane przez
dziekanów. Odbywają się też kapituły jeneralne, z udziałem świeckich
przedstawicieli parafij.
(33) Przy tym akcie, dokonanym w Łowiczu według ceremoniału
katolickiego ale w języku polskim, obecnym był przedstawiciel rządu.
(34) Kowalski w swoim "liście pasterskim", jako też w
Kalendarzu maryawickim, Maryawicie i Wiadomościach maryawickich, obrzucił
błotem obelgi i potwarzy Kościół katolicki. Natomiast okazuje on
bałwochwalczą prawie cześć dla "mateczki"; za co wywdzięczając się
"mateczka", głosi, że słyszała w "objawieniu" takie świadectwo Chrystusa
Pana o Kowalskim: "Ten jest syn mój miły, w którymem sobie upodobał. On
powywraca stoły handlujących w mojej świątyni".
(35) Sądy rosyjskie karały surowo każde słowo, ubliżające
sekcie, a ośmieszanie "objawień mateczki" Kozłowskiej uznały jako
"bluźnierstwo"!
(36) Gazeta Kościelna, Rok. XIX, Nr 14.
(37) Stało się to w ten sposób, że do głosowania
dopuszczono tylko zwolenników Kowalskiego, 940 i to za jego legitymacją. 1
stycznia 1911 było w Warszawie zaledwie 2300 mariawitów.
(38) Zaczęli oni budować w Płocku katedrę i seminarium;
natomiast "świętą mateczkę" Kozłowską traktują teraz z pewnym
lekceważeniem, jako niepotrzebne już narzędzie. W r. 1913 X. Edward Marks
porzucił sektę i otrzymał absolucję od klątwy.
(39) Dzienniki doniosły, że w r. 1916 przeszło 8000
mariawitów wyrzekło się swoich błędów. W r. 1917 było w Płocku 188
sekciarzy (42 mężczyzn a 146 kobiet), a w całej diecezji płockiej około
3000.
(40) W r. 1912 Teodor Brzozoń ze Śląska szerzył tę sektę w
Nowym Sączu, rozdając biblie i broszury ("Worek Judaszów") i twierdząc, że
należy do Towarzystwa pod nazwą: "Stań się światło".
Żródło:
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cały artykuł:
http://www.ultramontes.pl/zboczenia_pseudomistycyzmu.htm
|