Jean-Baptiste Bouchaud: MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ - Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego    Cz.1

 

 

 

 

 

Spis treści

 

Wstęp

Wykaz skrótów

Rozdział 0

Rozdział  I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Dodatki

 

 

 

 

 

 

 

 

Jean-Baptiste Bouchaud OCD

 

 

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

 

 

Z francuskiego przełożyła Teresa Lubińska

Tłumaczenie poprawił i opracował Czesław Gil OCD

 

Tytuł oryginału: Le R.P. Raphaël de S. Joseph. Deuxième partie. Vie religieuse

 

 

 

 

 

WSTĘP

 Autor

 

O. Jean-Baptiste Bouchaud urodził się 11 października 1851 roku w La Haye Fonassièrre w Bretanii, z czego był dumny[1]. Szkołę średnią ukończył z dyplomem nauczyciela w Instytucie św. Józefa w Ancenis. Jako ochotnik wziął udział w wojnie francusko-pruskiej (1870/71). W jesieni 1872 roku wstąpił do nowicjatu odrodzonej prowincji akwitańskiej w Broussey koło Bordeaux, gdzie spotkał się z o. Augustynem od Najśw. Sakramentu (Hermann Cohen, 1820-1871), konwertytą z judaizmu, znanym kaznodzieja, a przed wstąpieniem do zakonu słynnym pianistą. 15 października 1873 roku złożył pierwsze śluby zakonne, następnie udał się do klasztoru w Agen, gdzie studiował filozofię i teologię. 10 czerwca 1877 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

W tym czasie do władzy we Francji doszli liberałowie, którzy stopniowo dokonali laicyzacji państwa. W roku 1880 zostało skasowanych 161 klasztorów, głównie jezuickich. Niektórzy karmelici emigrowali do Włoch, Belgii i Hiszpanii. W jesieni 1879 roku karmelitanki krakowskie skłoniły generała zakonu o. Łukasza Ranise do przeprowadzenia reformy klasztoru w Czernej przy pomocy zakonników z innych prowincji. W grudniu definitorium generalne zwróciło się do prowincji francuskich i belgijskiej z prośbą o przysłanie kilku ojców do Czernej[2]. Z prowincji akwitańskiej zgłosili się o. Jan Baptysta i o. Fulgencjusz od NMP (Zalduegui), jeden z wielu Hiszpanów, którzy przyczynili się do odnowy zakonu we Francji. Obydwaj, pod naciskiem przełożonych, zrezygnowali z wyjazdu do Mezopotamii, gdzie od XVII wieku karmelici francuscy mieli klasztor misyjny w Bagdadzie. Do Krakowa przyjechali 21 maja 1880 roku. Z prowincji akwitańskiej pochodzili również dwaj inni zakonnicy, którzy odpowiedzieli na wezwanie przełożonych generalnych: o. Adrian Maria od św. Józefa (Dubourdieu) i o. Bartłomiej od św. Teresy (Díaz de Cerio), Hiszpan. Ojcowie Fulgencjusz i Adrian po kilku latach opuścili Czerną, natomiast pozostali dwaj związali się z ziemią polską na długie lata. Matka Ksawera Czartoryska tak opisała sympatycznego Francuza: „(...) młodziutki blondyn, delikatny, na św. Gonzagę wygląda, zawsze miła odpowiedź, delikatność, ugrzecznienie francuskie, gotowość do pracy, miłość bliźniego, która z miłości Boskiej tylko prawdziwie wypływać może” [3].

O. Jan Baptysta potraktował swój pobyt w Galicji jako zobowiązanie do pracy na rzecz rozwoju zakonu na ziemiach polskich oraz do posługi kapłańskiej wobec tych, którzy uczęszczali do kościołów karmelitańskich w Czernej i Wadowicach. Aby móc być użytecznym na obu polach, podjął intensywną naukę języka polskiego. W tym celu opracował dla siebie podręcznik gramatyki polskiej[4]. Owocem wytężonej pracy było doskonałe opanowanie języka, dzięki czemu nie tylko swobodnie rozmawiał, ale również poprawnie pisał po polsku.

 O. Bouchaud był wychowawcą pierwszych pokoleń zakonników odrodzonej prowincji polskiej, pośrednio wpływał również na wychowanie w okresie międzywojennym. Przede wszystkim był wychowawcą nowicjuszów. Po raz pierwszy był nim w latach 1886-1892. Pod koniec sierpnia 1892 roku został pierwszym prefektem Alumnatu w Wadowicach; w nowicjacie zastąpił go o. Bartłomiej, który słabo znał język polski, a z nowicjuszami mógł się porozumieć po łacinie lub po niemiecku. O. Janowi przypadła rola organizatora życia w Alumnacie. Z pewnością pomagało mu w tym jego wykształcenie pedagogiczne. Chociaż statuty Alumnatu nawiązywały do statutów austriackich, on korzystał w swojej praktyce z doświadczeń „małego nowicjatu” prowincji akwitańskiej w Montèlimar, o czym wspomina w swojej książce. Związał się z hospicjum wadowickim, cieszyła go praca apostolska, przede wszystkim spowiednika i kierownika duchowego, był przekonany, że wadowicki Alumnat jest warunkiem rozwoju zakonu na ziemiach polskich. Dlatego w roku 1895, wbrew opinii św. Rafała Kalinowskiego i zgromadzenia w Czernej, stanął w obronie hospicjum i Alumnatu[5]. W tym samym roku wrócił do Czernej, gdzie ponownie objął urząd magistra nowicjuszów (1895-1900). Lata 1901-1903 spędził w nowym klasztorze w Wadowicach, oddając się przede wszystkim pracy w konfesjonale. Opiekował się także III Zakonem Karmelitańskim i był organizatorem kongregacji wadowickiej, chociaż w swojej pracy całą zasługę przypisuje św. Rafałowi[6]. W latach 1903-1909 ponownie był magistrem nowicjatu, a w latach 1909-1912 wychowawcą kleryków w Wadowicach.

Jego wychowankami byli Polacy. Dla pełnego porozumienia się z nimi, w celu poznania ich mentalności, a także w celu zakorzenienia ich religijności, także ich duchowości karmelitańskiej w polskiej tradycji, studiował historię Polski, historię Kościoła i zakonu w Polsce, czytał polskie dzieła literackie. Ze zrozumiałych względów, najwięcej czasu poświęcał poznaniu historii zakonu na ziemiach polskich. Nie były to badania naukowe, chociaż z braku opracowań drukowanych musiał korzystać ze źródeł archiwalnych, ale wykorzystanie faktów historycznych dla celów dydaktycznych. Traktował historię jako „nauczycielkę życia”. W przeszłości szukał przykładów heroicznej wierności powołaniu karmelitańskiemu, korzeni kultu Dzieciątka Jezus, Matki Bożej Szkaplerznej, św. Józefa... Było to zgodne z ówczesną koncepcją reformy życia zakonnego, traktowanej jako powrót do dawnej, sprawdzonej formy życia jako gwaranta i stróża wartości duchowych.

W jesieni 1913 roku o. Jan Bouchaud i o. Bartłomiej Díaz de Cerio otrzymali od o. Grzegorza od św. Józefa, prowincjała francuskiego, polecenie powrotu do prowincji[7]. Zakony we Francji przeżywały wówczas ponownie okres ciężkich prześladowań. W roku 1901, w wyniku prawa nakazującego rejestrację wszystkich zgromadzeń zakonnych, liczne klasztory zostały skasowane, a zakonnicy i zakonnice emigrowali do innych krajów, m.in. do sąsiedniej Belgii. 15 listopada obaj ojcowie udali się przez Wiedeń i Luksemburg do klasztoru w Marche w Belgii, gdzie znajdowały się małe seminarium i nowicjat francuski. Dopiero w roku 1920 mogli wrócić do Francji. Zamieszkali w klasztorze nowicjackim w Avon, gdzie o. Jan zmarł 6 stycznia 1932 roku[8].

O. Bouchaud podtrzymywał bliskie kontakty z polskimi karmelitami i karmelitankami bosymi także po opuszczeniu Polski. Już 28 listopada 1913 roku pisał z Marche do karmelitanek łobzowskich: „Zawsze, zawsze i zawsze zostaniemy myślą i sercem z naszym najdroższym Karmelem polskim”[9]. Kilka miesięcy później pisał do Benedykta Dybowskiego: „(...) żyłem 33 lata w Polsce, którą kochałem i kocham jak drugą ojczyznę i gdzie zostawiłem więcej jak połowę swego serca. Jak nie kochać tak zacnych ludzi jak M. Dubiecki, Benedykt i Emil Dybowscy, J. Gieysztor, J. Kalinowski, W. Nowakowski, Feliks Zienkowicz?”[10]. Wolny od pracy duszpasterskiej, która w Wadowicach pochłaniała mu prawie cały wolny czas, kontynuował zbieranie materiałów do biografii o. Rafała Kalinowskiego. W roku 1923 ucieszyły go odwiedziny młodych ojców Józefa Prusa i Jacka Komendery, którzy udawali się do Belgii, aby udoskonalić znajomość francuskiego i pogłębić swoją wiedzę teologiczną[11]. W roku 1930 odwiedził go o. Anzelm Gądek z o. Wilhelmem Lechnerem, generałem zakonu. Wówczas to przekazał o. Anzelmowi zebrane przez siebie materiały tyczące o. Rafała Kalinowskiego[12].

 

Pisma o. Bouchauda

O. Jan Baptysta Bouchaud był przede wszystkim wychowawcą i duszpasterzem. Dla swoich wychowanków napisał podręcznik pt. Nowa wojna czyli podręcznik dla nowicyuszów i braci Zakonu Najśw. P. Maryi z Góry Karmelu i św. Teresy (Kraków 1906, ss. 298). Zasadniczy trzon książki stanowi Nauka świętej Teresy o modlitwie ustnej, myślnej i kontemplacji. Uzupełnieniem tego wykładu jest streszczenie dziełka hiszpańskiego franciszkanina Francisco de Osuny Trzecie abecadło, które odegrało ważną rolę w początkowym okresie życia wewnętrznego św. Teresy od Jezusa. Drugim dodatkiem do tej części podręcznika jest Krótka nauka o duszy, gdzie autor wyjaśnia podstawowe pojęcia z zakresu psychologii i teologii życia wewnętrznego. Znacznie mniejszą część podręcznika stanowią Chwalebne zwyczaje nowicyuszów nowicyatu pastrańskiego, gdzie znajdują się praktyczne wskazówki, jak nowicjusze, zgodnie z odwieczną tradycją, powinni zwalczać wady, praktykować cnoty i uczynki pokutne. Ta część ma również swoje dodatki: Główne powinności nowicyuszów, wskazówki, jak praktykować nabożeństwo do Dzieciątka Jezusa, św. Józefa i Najśw. Serca Jezusa, wreszcie pouczenie, jak przygotować się do obłóczyn, profesji, a nawet jak zachowywać się w towarzystwie osób świeckich.

Już w Belgii o. Jan napisał zarys historii zakonu A Durvelo ad Wadowice[13]. Pracę tę dedykował ojcom – wychowankom Alumnatu. Skoncentrował się w niej na historii kolegiów karmelitańskich: od nowicjatu w Duruelo, poprzez kolegia hiszpańskie w Pastranie, Alcalá de Henares, Baezie, Granadzie, Salamance, Segovii, pierwsze kolegium włoskie w Genui, polskie kolegia w Lublinie i Krakowie, austriackie w Linzu i Györ – do polskich kolegiów w Wadowicach i Krakowie na Rakowickiej.

Rozwój bractwa szkaplerznego skłonił o. Jana do opracowania dla jego członków modlitewnika, który byłby równocześnie przewodnikiem na drogach życia wewnętrznego. Zawiera on nie tylko zwyczajowe modlitwy na każdą okazję, ale uczy owocnego korzystania z sakramentów świętych, uczestniczenia we mszy świętej, przeżywania roku kościelnego, wreszcie modlitwy myślnej, podając bogaty wybór tekstów do medytacji o życiu Jezusa Chrystusa. Podręcznik ten otrzymał tytuł: Dzieci Matki Boskiej Szkaplerznej czyli ćwiczenia duchowne dla członków Bractwa szkaplerza świętego (Kraków 1910, ss. 874).

Niewątpliwie najważniejszym dziełem o. Jana Baptysty była biografia o. Rafała Kalinowskiego. Materiały do niej zaczął zbierać bezpośrednio po śmierci o. Rafała. Na jego prośbę spisali swoje wspomnienia karmelici i karmelitanki bose, tercjarki, kapłani i siostry zakonne, a także świeccy, zwłaszcza koledzy Józefa Kalinowskiego z Syberii[14]. Informacje o rodzinie dostarczył mu ks. Jerzy Kalinowski, on też zachęcił niektórych krewnych do spisania własnych wspomnień. Ponadto ks. Jerzy pomógł o. Janowi w nawiązać kontakty z zesłańcami syberyjskimi. Źródłem wiedzy o życiu w Hotelu Lambert, fundacji karmelitanek w Poznaniu i Krakowie na Łobzowskiej, wreszcie o reformie klasztoru w Czernej była m. Ksawera Czartoryska. O. Bouchaud wprost napisał, że bez jej pomocy napisanie tej książki byłoby niemożliwe[15]. O. Jan zebrał również bogatą korespondencję Józefa, potem Rafała Kalinowskiego. Nie jest ona pełna. Wiele listów, zwłaszcza do osób zakonnych, dotyczyło tajników życia wewnętrznego, niektóre listy do rodziny z kolei dotykały spraw bardzo osobistych, stąd adresaci niszczyli je lub dokonywali z nich fragmentarycznych odpisów. Mimo wszystko zbiór ten, uzupełniony później przez wicepostulatora okazał się imponujący: prawie 1750 listów i kartek pocztowych na przestrzeni 50 lat życia (1856-1907)[16]. Ponadto autor miał do dyspozycji Wspomnienia[17], napisane przez o. Rafała, jego zapiski syberyjskie i teksty konferencji głoszonych karmelitom i karmelitankom bosym[18].

Zebrany materiał autor uporządkował chronologicznie (rzadziej tematycznie) i umieścił w kilkudziesięciu „teczkach”, wykonanych z szarego papieru, do których odwołuje się w rękopisie. W ramach teczki poszczególne pozycje zostały również ponumerowane. Niestety pierwotny układ materiału w trakcie korzystania z niego dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego został zniszczony, a obecny układ jest zupełnie przypadkowy. Niektóre relacje i listy, zwłaszcza listy do o. Rafała Kalinowskiego, zaginęły.       

Materiał zbierany przez o. Jana Bouchauda w trakcie zbierania rozrastał się, w związku z tym zmieniała się również jego koncepcja pracy. Biografia o. Rafała stała się cząstką historii zakonu na ziemiach polskich, a nawet – nieco sztucznie – została włączona w historię całego zakonu. Dzieło rozpoczyna się samodzielnym opracowaniem, przedstawiającym początki życia zakonnego i Zakonu Karmelitańskiego[19]. Rękopis ten zaginął. Autor przed rokiem 1930 wysłał go do o. Józefa Prusa, który był wówczas dyrektorem wydawnictwa w Krakowie, z myślą, że zostanie wydany drukiem. Tak się jednak nie stało. Autor traktował swój tekst jako apologię życia zakonnego. Znając ówczesną historiografię karmelitańską i poglądy autora, możemy być pewni, że początki Zakonu Karmelitańskiego przedstawił zgodnie z legendarną opinią na ten temat. Właściwe dzieło nosiło tytuł: Le Carmel de Pologne et le R.P. Raphaël de S. Joseph. Zostało ono napisane w ośmiu zeszytach. Pierwsze cztery zeszyty przedstawiają historię zakonu na ziemiach polskich od założenia pierwszego klasztoru w Krakowie do panowania króla Jana III Sobieskiego (1674-1696). Autor oparł się na informacjach zaczerpniętych z drugiego tomu urzędowej kroniki Kongregacji włoskiej[20], wykorzystał niektóre kroniki dostępne w Czernej i kroniki karmelitanek, wydane przez o. Rafała Kalinowskiego[21]. W zeszycie piątym – który nie zachował się – zapewne w ogromnym skrócie przedstawiał historię obu prowincji polskich w XVIII i pierwszej połowie XIX wieku (autor nie miał źródeł do tego okresu), natomiast w zeszytach 6 – 8 życie zakonne o. Rafała[22]. Zeszyt szósty zachował się tylko w odpisie sporządzonym przed drugą wojną światową. Wówczas wykonano również odpis zeszytów 7 i 8[23], a Teresa Lubińska przełożyła na polski zeszyty 6 – 8[24]. W kopii francuskiej rozdział pierwszy poprzedza opis nowicjatu brata Rafała od św. Józefa. Rozdział ten nawiązuje do  pierwszej części książki o. Bouchauda, poświęconej życiu świeckiemu jej bohatera[25]. Nie wiadomo dlaczego nie został on przełożony przez Teresę Lubińską. Z tego powodu nie znalazł się potem również w maszynopisie sporządzonym w latach 70. XX wieku.

Autograf pierwszej części biografii o. Rafała Kalinowskiego nie zachował się; prawdopodobnie nie został przekazany przez autora o. Anzelmowi Gądkowi razem z innymi materiałami. Do Polski, a raczej do Galicji wysłano 100 egzemplarzy książki[26], która na pół wieku stała się dla wszystkich autorów praktycznie jedynym źródłem wiedzy o o. Rafale Kalinowskim. W zamierzeniu autora dzieło miało liczyć dwa tomy: pierwszy o życiu świeckim, drugi o życiu zakonnym. Ponieważ nie posiadał funduszów na odrębne wydanie tomu drugiego, jego obszerne streszczenie dołączył do tomu pierwszego (strony 475-531). Autor miał nadzieję, że drugi tom zostanie wydany w przekładzie polskim[27].

Życie zakonne W.O. Rafała od św. Józefa zostało ukończone w roku 1919 w klasztorze w Marche. Podobnie jak w pierwszym tomie, autor pozwala mówić źródłom. Cytuje je w całości, we fragmentach, niekiedy streszcza lub przestawia kolejność zdań z cytowanego źródła, czasem łączy ze sobą zdania z różnych źródeł. W zeszycie Nauki i przestrogi W.O. Rafała[28] o. Bouchaud zebrał w grupy tematyczne wybór myśli z jego listów i konferencji. W pracy autor odsyła czytelnika do tego opracowania jako do tekstu św. Rafała, my jednak na ogół nie jesteśmy w stanie ustalić, skąd pochodzą poszczególne zdania. Można więc powiedzieć, że książka jest udaną kompilacją tekstów źródłowych powiązanych słowami autora. Ponieważ autor wiele lat spędził w bliskości swego bohatera, jego opinie osobiste mają również wartość tekstu źródłowego. Stosunek autora do tekstów źródłowych jest ambiwalentny: z jednej strony ceni ich wartość i dlatego pozwala im mówić, równocześnie jednak posługuje się nimi jako tworzywem literackim, które swobodnie podporządkowuje swoim celom. Nigdy jednak nie zniekształca ich treści. Bez szkody dla dzieła, niektóre cytaty źródłowe autor mógł skrócić, inne natomiast niepotrzebnie streszcza. Zdarzają się również w książce niedostrzeżone przez autora powtórzenia.

Pierwotnie dzieło o Bauchauda nie było podzielone na rozdziały, podział ten został wprowadzony później i w zasadzie ma charakter mechaniczny, niekiedy sztuczny[29]. Dla zachowania kolejności rozdziałów wprowadzonej przez autora, rozdział zatytułowany przez wydawcę Nowicjat oznaczono cyfrą 0.

Dlaczego dziełu o. Bouchauda nadałem taki tytuł? Kiedyś siostry Matki Miłosierdzia prosiły św. Rafała o słówko do zapamiętania na całe życie. I takie „słówko” otrzymały: „Życie za życie, serce za serce, miłość za miłość”[30]. Słowa te przypominają inne, z listu do bratowej, która zarzucała mu przesadę w życiu religijnym. Z całą bezradnością tłumaczył się: „Bóg się cały nam oddał za nas, jakże nam nie poświęcić się Bogu?”(list 77).

 

Zasady opracowania dzieła

Podejmując się przygotowania pracy o. Bouchauda do druku, wydawca stanął przed trudnym zadaniem: z jednej strony należało dochować wierności myśli autora, z drugiej przywrócić pierwotne brzmienie cytowanych przez niego polskich źródeł, które przez podwójny przekład – najpierw autora na francuski, potem tłumaczki z powrotem na polski – uległy zniekształceniu, niekiedy znacznemu. W wyniku takiego zabiegu teksty źródłowe niekiedy tracą pod względem literackim, odzyskują jednak swoją autentyczność. W kilku przypadkach pozostawiono tekst św. Rafała w streszczeniu dokonanym przez autora, zaznaczając o tym w przypisie. Przywrócenie pierwotnej formy wszystkim cytowanym tekstom nie było jednak możliwe, ponieważ niektóre z nich zaginęły, innych nie udało się zidentyfikować. Nie są to przypadki liczne, zwłaszcza gdy chodzi o teksty św. Rafała. Informuje o tym brak odsyłacza do źródła cytowanego tekstu. W kilku wypadkach opuszczono nieistotne przypisy autora, przeznaczone dla czytelnika francuskiego. Przekład polski, wykonany przed siedemdziesięciu laty, wymagał korekt stylistycznych i niekiedy również rzeczowych. Rozdział wstępny (0) został przełożony w całości.

Czytając tę książkę należy pamiętać, że autor „pisał ją sercem”. Ma to swoje wady, ale również nadaje książce rangę świadectwa, zwłaszcza odnośnie do osoby św. Rafała Kalinowskiego. O. Bouchaud był nim zafascynowany, był oczarowany również kulturą polską i przekonany o wyjątkowym posłannictwie Polski wobec innych narodów, zwłaszcza wobec prawosławia. W jego przekonaniu „(...) Karmel i Polska miały jedną i tę samą misję do spełnienia. To, co uczyniła Teresa od Jezusa w Hiszpanii w wieku XVI, Karmel w Polsce i Polska powinny dokonać w wieku XX dzięki cierpieniom i modlitwie. Powinny zadać gwałt niebu i wybłagać łaskę dla ludów Wschodu i triumf świętego Kościoła” (rozdz. XXII).

Opinie o. Jana Baptysty o Rosji i prawosławiu są bardziej polskie niż francuskie. Niektóre z nich czyta się z przykrością, stąd opuszczono zakończenie rozdziału XVIII i początek rozdziału XIX, gdzie autor dzieli się swoimi uwagami na temat historii Rusi Kijowskiej, Rosji, prawosławia i podejmowanych prób zjednoczenia z Kościołem rzymskim przed Piotrem I. O. Rafał i o. Bouchaud żywo interesowali się przywróceniem jedności chrześcijaństwa. W ich przekonaniu, jedyną drogą do jedności – zgodnie z obowiązującymi wówczas pojęciami, powszechnie przyjętymi w Kościele rzymskim – był powrót prawosławnych (także protestantów) do Kościoła katolickiego. Ich opinie na ten temat należy traktować jako fakt historyczny, a nie jako aktualny program działania. Warto jednocześnie pamiętać, że o. Rafał przez całe życie miał serdecznych przyjaciół wśród niewierzących, protestantów, prawosławnych i Żydów.

 Chociaż od napisania niniejszej książki minęło ponad osiemdziesiąt lat, zachowała ona swoją wartość jako cenne źródło historyczne, jako zbiorowy pamiętnik tych, którzy znali św. Rafała i kochali go. Tego mocnego słowa używam świadomie: autorzy tej książki, z o. Janem Bouchaudem na czele, naprawdę kochali o. Rafała. Przyjęta przez autora forma literacka może drażnić i ma swoje wady, równocześnie ma również zalety: pozwala nam na chwilę wrócić do czasów między powstaniem styczniowym a pierwszą wojną światową, pozwala spotkać się z żywym człowiekiem i zadumać się nad jego drogą do Boga poprzez służbę człowiekowi. Poznajemy kapłana, który pragnął doskonale naśladować Chrystusa-kapłana, nie tylko składać Najświętszą Ofiarę, ale również być darem ofiarnym przez swoje cierpienia duchowe i fizyczne, przez dar wyniszczającej pracy w konfesjonale i przy biurku.

Niezależnie od wartości książki, należy docenić starania o. Jana o zebranie źródeł dotyczących osoby św. Rafała Kalinowskiego. Chodzi tu przede wszystkim o wspomnienia tych, którzy nie dożyli otwarcia procesu beatyfikacyjnego o. Rafała, np. ks. Jerzego Kalinowskiego, m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Benedykta Dybowskiego i szeregu innych. Wypada tylko żałować, że trud autora nie został w pełni uszanowany, skutkiem czego część tego materiału zaginęła[31].

I na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Wydanie pracy o. Jana Baptysty Bouchauda jest spłaceniem długu przez Karmel w Polsce wobec człowieka, który prawie całe dorosłe życie dla niego pracował. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności książka ukazuje się w przeddzień jubileuszu czterechsetlecia przybycia karmelitów bosych do Polski (1605-2005).

 

***

Jak już wspomniano, dla o. Jana Baptysty Bouchauda książka, którą oddajemy do rąk Czytelnika była kontynuacją pierwszego tomu biografii Józefa Kalinowskiego, wydanej po francusku. Czytelnik polski został przez autora postawiony w kłopotliwej sytuacji: spotyka się z bohaterem jego opowiadania przy furcie klasztoru w Grazu w połowie lipca 1877 roku. Zainteresowanych bogatym życiem Józefa Kalinowskiego przed wstąpieniem do zakonu z konieczności odsyłamy do obszernych biografii[32], tutaj podajemy tylko garść najbardziej podstawowych informacji.

Józef Kalinowski – Rafał od św. Józefa urodził się 1 września 1835 roku w Wilnie jako drugie dziecko Andrzeja i Józefy z Połońskich, która zmarła kilka dni po urodzeniu syna. W ósmym roku życia został umieszczony w Instytucie Szlacheckim w rodzinnym mieście, gdzie jego ojciec był nauczycielem matematyki i wychowawcą, a od 1852 roku również dyrektorem. Po maturze studiował najpierw przez dwa lata agronomię w Hory-Horkach na Litwie, następnie inżynierię w Mikołajewskiej Szkole Inżynierii Wojskowej w Petersburgu, wstępując równocześnie do wojska rosyjskiego. W 1857 roku ukończył studia i przyjął posadę adiunkta matematyki w tej samej szkole. Równocześnie z dyplomem inżyniera otrzymał stopień porucznika, a po kilku latach awansował na kapitana.

W czasie studiów Kalinowski przeżył głęboki kryzys religijny. Nie utracił wprawdzie wiary, ale przestał korzystać z sakramentów, rzadko uczestniczył we mszy św. Mimo to problematyka religijna wyraźnie go intrygowała, o czym m.in. świadczą jego lektury. W 1859 roku podjął pracę przy budowie linii kolejowej na trasie Kursk – Konotop. Podczas sześciomiesięcznej wędrówki szlakiem przyszłej linii kolejowej miał sporo czasu na medytacje o życiu i o treści przeczytanych książek.

W 1861 roku Kalinowski został skierowany do twierdzy wojskowej w Brześciu nad Bugiem. Kiedy dwa lata później wybuchło powstanie styczniowe, oddał się do dyspozycji władz powstańczych. Był ostatnim kierownikiem Wydziału Wojny w Wydziale Wykonawczym na Litwie. Aresztowany w marcu 1864 roku, został skazany na dziesięć lat katorgi w Usolu koło Irkucka.

Jeszcze przed aresztowaniem, 15 sierpnia 1863 roku, po dziesięciu latach, Kalinowski przystąpił do spowiedzi i Komunii św. „Co się Bogu podobało wykonać w mej duszy w czasie chwil spędzonych u stóp spowiednika (...) może wypowiedzieć tylko ten, kto podobnych chwil doświadczył” – napisał po latach we Wspomnieniach (s. 89). Mimo aresztowania (marzec 1864) i wyroku skazującego nie zrezygnował z kapłaństwa. Dużo czasu poświęcał na modlitwę, systematycznie studiował teologię, Pismo św., historię Kościoła, prawo kanoniczne, a przede wszystkim dyskretnie i z dużym poświęceniem pomagał towarzyszom niedoli. Niepewność jutra, walka o przetrwanie – nie zamknęły go w sobie i w kręgu własnych spraw. Już w roku 1861 pisał do bratowej: „(...) staram się natchnąć i rozdmuchać w sobie [miłość bliźniego], żeby ona była dla mnie ogniwem łączącym z życiem (...)” (list 16). Nie potrafił być nieczuły na biedę materialną i moralną, która otaczała go zewsząd. W drodze na Syberię więcej pieniędzy wydał na potrzeby kolegów podróży, a niekiedy nawet na pomoc dla biednych tubylców, niż na własne.

Kalinowski szczególnie troszczył się o los młodzieży i dzieci zesłańców. Udzielał im lekcji języków obcych, matematyki, mechaniki, dbał także o ich wiedzę religijną, podejmując się obowiązków katechety. W Usolu przygotowywał dzieci do I Komunii św., w Irkucku, po znacznym złagodzeniu rygorów zesłania, był wychowawcą w domach prywatnych oraz w szkółce parafialnej, zorganizowanej przez miejscowego proboszcza, ks. Krzysztofa Szwernickiego, byłego zesłańca. W roku 1874, uwolniony z zesłania, przez trzy lata był wychowawcą księcia Augusta Czartoryskiego, syna Władysława, przywódcy emigracji polskiej we Francji, wpływając w sposób istotny na rozwój jego życia religijnego.

Decyzję o wstąpieniu do zakonu podjął Kalinowski jeszcze przed aresztowaniem. Przyjmując kapłaństwo pragnął „służyć bliźniemu dla Boga”, za furtę klasztorną natomiast prowadziła go „myśl pokuty” za to, że „tak późno” odpowiedział Bogu na Jego bezgraniczną miłość. Początkowo myślał o zakonie kapucynów, w Paryżu próbowali go pozyskać zmartwychwstańcy. O wyborze karmelitów bosych po raz pierwszy pomyślał w jesieni 1875 roku. Największy wpływ na tę decyzję wywarły karmelitanki łobzowskie, a zwłaszcza m. Maria Ksawera Czartoryska, ciotka jego wychowanka. Z kolei m. Ksawerze na Kalinowskiego uwagę zwróciła Iza Działyńska, która znała go z Hotelu Lambert. W połowie października 1876 roku uznał sugestie napływające do niego zza kraty karmelitanek za głos Boży. Jednak troska o dobro wychowanka zmusiła go do przedłużenia swego pobytu przy nim do połowy lipca następnego roku. W Paryżu, najpewniej 12 lipca, Kalinowski pożegnał się z Czartoryskimi i wyjechał do Linzu, gdzie wówczas znajdowała się siedziba przełożonego zakonu w Austrii. 14 lipca z celi gościnnej klasztoru w Linzu pisał listy do rodziny i do Czartoryskich. Następnego dnia, w wigilię uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej, był już w Grazu, gdzie znajdował się nowicjat semiprowincji austro-węgierskiej[33].

 

 

Wykaz skrótów

 

APA     – Archiwum  Prowincji Austriackiej (Wiedeń)

APKB  – Archiwum Prowincji Krakowskiej Karmelitów Bosych (Czerna)

AKW   – Archiwum Klasztoru w Wadowicach

MHCT – Monumenta Historica Carmeli Teresiani (Rzym)

 

Listy św. Rafała Kalinowskiego cytuję według wydania: J. Kalinowski, Listy, wydał C. Gil, t. 1 Lublin 1978, t. 2 Kraków 1985/86

 

 

[Rozdział 0]

[Nowicjusz]

 

16 lipca 1877 roku, w uroczystość Najśw. Maryi Panny z Góry Karmel, Józef Kalinowski, wychowawca księcia Augusta, przybył do Grazu, gdzie znajdował się nowicjat prowincji austro-węgierskiej karmelitów bosych i pokornie  prosił o habit Reformy Terezjańskiej. Nie czynił tego, jak czytamy w jego listach, aby dokonać odnowy Karmelu w Polsce, ale wyłącznie, aby pokutować za własne grzechy[34]. Miał wówczas 42 lata.

Od roku przeorem klasztoru był w.o. Gabriel od Zwiastowania[35], podprzeorem zaś i magistrem nowicjuszów był w.o. Terezjusz od Narodzenia Pańskiego[36]. To właśnie jemu, wykształconemu i doświadczonemu, Bóg powierzył kierownictwo duchowe i formację zakonną naszego postulanta. Karmelici ostrożnie przyjmują do nowicjatu; odmawiają przyjęcia zarówno tym, którzy mogliby zaszkodzić zakonowi, jak i tym, po których nie można się spodziewać niczego dobrego[37]. Rozwój bowiem zakonu nie zależy od liczby zakonników, lecz od ich zdolności i cnót. Z tego powodu kandydaci przed przyjęciem są surowo egzaminowani; od takiego egzaminu nie był również zwolniony Józef Kalinowski. Badaniu podlega przede wszystkim osoba samego kandydata, ponadto jego rodzina i cały okres życia spędzony w świecie. Wprawdzie Kalinowski nie cieszył się żelaznym zdrowiem, za to jego dusza – dzięki wytrwałej pracy – była mocna i bogato wyposażona w skarby prawdziwej wiedzy i cnoty. Jego jedynym pragnieniem było poświęcić te skarby całkowicie i na zawsze ku chwale Najśw. Dziewicy z Góry Karmel. „Błogosławiąc rękę Boga – pisał w tym czasie – która mię zaprowadziła pod gościnny dach synów Najśw. Maryi Panny, nic mi nie pozostaje, jak poświęcenie się Bogu bez zastrzeżeń i trwanie przy Jezusie Chrystusie przez resztę moich dni, by móc Go wysławiać po śmierci”[38]. W takiej sytuacji egzamin nie trwał długo i o. Terezjusz dziękował Bogu za tak cenne powołanie. Ponieważ rodzina kandydata należała do najbardziej szanowanych na Litwie, również z tej strony nie było żadnych trudności. Problem nastręczały długie lata spędzone poza Wilnem, w Horkach[39], Petersburgu, Kursku, Brześciu Litewskim, czas udziału w kierowaniu powstaniem 1863 roku, na Syberii, w Permie, w Smoleńsku... Postanowienia papieskie i Konstytucje zakonu wymagały dokładnych informacji na temat kandydata, czy nie popełnił on jakiegoś ciężkiego przewinienia, czy nie zaciągnął zobowiązań, które jeszcze na nim ciążą... Papież Pius IX, bardzo zatroskany o dobro i godność zgromadzeń zakonnych, zobowiązał biskupów do dostarczenia tego rodzaju informacji[40]. Należało więc zwrócić się do arcybiskupów w Wilnie i Mohylowie z prośbą o przeprowadzenie badania i przysłanie tzw. litterae testimoniales[41]. Niekiedy biskupi odpowiadali, że kandydat jest im nieznany i dlatego nie mogą udzielić żadnej informacji na jego temat. Taka była prawdopodobnie odpowiedź arcybiskupa mohylowskiego. W takim przypadku kandydat mógł otrzymać habit dopiero po trzymiesięcznej próbie. Dlatego też Kalinowski został przyjęty do nowicjatu dopiero pod koniec listopada 1877 roku.

W czasie tych czterech miesięcy oczekiwania żył jak nowicjusz. Poświęcał czas studium, modlitwie, nawiedzeniom Najświętszego Sakramentu... Czytał Regułę i Konstytucje Zakonu Karmelitańskiego, aby sprawdzić, czy podoła ich wymaganiom. Mógł się obawiać o swoje zdrowie, ale liczył na pomoc miłosierdzia Bożego. „To opieka Bożej Opatrzności sprawia – pisał do ojca – że w każdej sytuacji człowiek może korzystać ze środków dobroci i miłosierdzia Bożego, jakie On udziela każdemu z nas. Módlcie się w mojej intencji, moi kochani Rodzice i moi bardzo drodzy Bracia i Siostry”[42]. W tym samym liście przesyła pogrążonej w żałobie rodzinie słowa pociechy i współczucia z powodu śmierci jednej z córek brata: „Wyobrażam sobie boleść Karola[43] i wszystkich osób z Hrozowa, Hrozówka i Musicz[44]. Oby Bóg sprawił, żeby ta śmierć nie była dla nikogo z nas stratą Anielci[45], ale tylko chwilową rozłąką, po której będziemy mogli spotkać się z nią w niebie, gdzie pewnie cieszy się już obecnością Jezusa Chrystusa. Należy modlić się do niej za nas i pocieszać jej ojca, którego ściskam serdecznie podzielając jego ból”. Z doświadczenia wiedział, że prawdziwe szczęście polega na posiadaniu Boga i pragnął, aby ono stało się udziałem tych, których kochał. Aleksander[46] mieszkał w Petersburgu, gdzie Baltazar z radością udzielił mu gościny[47]. Nasz postulant myślą był z najbliższymi, kochał ich i pragnął dzielić się z nimi dobrami, które stały się jego udziałem w modlitwie i Komunii św. W cytowanym liście pisał do ojca: „Aleksander opuszcza więc Hrozów, by osiedlić się w Petersburgu, korzystając z gościnności Baltazara, którego szlachetne i wdzięczne serce nie przestaje Wam okazywać prawdziwej, synowskiej miłości. – Nie pozostaje nam nic więcej, jak prosić Boga, by mu wynagrodził jego dobrodziejstwa, ubogacając jego cnoty darem pobożności i udzielając mu łaski korzystania ze skarbów złożonych w łonie świętej matki naszej Kościoła, jedynej drogi dojścia do Boga przez praktyki religijne, czerpiąc w świętych sakramentach Boże łaski spływające z Męki naszego Odkupiciela”.

Opuszczając na zawsze tych, których kochał, Józef pragnął ich zapewnić o swoim stałym przywiązaniu; pamiętał o wszystkich: o rodzicach, braciach, siostrach, przyjaciołach z sąsiedztwa, Warszawy, Smoleńska, Petersburga i Syberii. Szczególnie bliską mu była pamięć swego dobrodzieja, czcigodnego proboszcza z Irkucka ks. Krzysztofa Szwermyckiego[48] i Feliksa Zienkowicza[49], który ciągle mieszkał na plebanii. „Zechciej napisać do czcigodnego ojca Szwermickiego – prosił ojca – że otrzymałem od niego ostatni list z 26 sierpnia, że proszę Boga, aby go obdarzył wszelkimi potrzebnymi łaskami w zamian za wszystkie dobrodziejstwa, jakie czcigodny ojciec mi świadczył. Proszę usilnie o. Krzysztofa, żeby zechciał odebrać od Feliksa Historię Anglii, napisaną przez Macaulay’a[50] (Historia ta, którą dałem Feliksowi, zawiera zdania nieprzychylne naszemu świętemu Kościołowi.) i spalił wszystkie tomy. Niech nie mówi o tym nic Feliksowi. Postaram się dla niego o lepszy podarunek. To polecenie jest dla mnie sprawą sumienia. Niech czcigodny ojciec zechce je spełnić, a Feliks, po dokonanym fakcie, nie będzie miał najmniejszego żalu, owszem, z pomocą łaski Bożej, będzie miał powód do dojrzałej refleksji na temat obowiązków pobożności. Tak się to dzieje, mój kochany Ojcze, że po tylu staraniach podejmowanych dla mnie w przeszłości, jeszcze teraz musisz trudzić się z mego powodu. – Śpieszę teraz na nawiedzenie Najśw. Sakramentu i prosić będę, mimo swojej niegodności, Jezusa Chrystusa za Ciebie, Ojcze i za wszystkich Waszych i moich.

Z miłością całuję Twoje ojcowskie ręce i polecam się Twojej dobroci nigdy niewyczerpanej. – Zechciejcie, moich kochani Rodzice, udzielić mi Waszego błogosławieństwa i serdecznie uściskajcie Karola i jego dzieci, a także Aleksandra, Emilię i Marię[51]. Wasz niegodny i pełen szacunku syn Józef. Serdeczne pozdrowienia dla pani Sabiny (żony Karola – przypis autora)...”.

Był to list pożegnalny Józefa do rodziców w chwili opuszczenia świata. Rozstanie to było bolesnym doświadczeniem dla całej rodziny, zwłaszcza dla jego czcigodnego ojca, który go szczególnie kochał. Aby mu nieco osłodzić jego smutek, nasz postulant posłał mu następujący fragment z listu s. Marii Ksawery [Czartoryskiej][52]: „Nie ma na świecie szczęścia równego temu, jakie daje życie zakonne. Proszę czytać autobiografię św. Matki Teresy[53]. Codziennie przed Najśw. Sakramentem prosimy Boga, aby się spełniła wola Boża na ziemi, jak w niebie. Codziennie w czasie oktawy (św. Teresy) nasza m. przeorysza[54] ofiaruje w intencji Pana Komunię św. własną i całego zgromadzenia”. „Kiedy przepisuję te słowa, aby moi kochani Rodzice mogli poznać wielkie dobrodziejstwa, jakie otrzymałem od Boga i pomocy, aby mnie wyrwać z mojej nędzy, nie mogę powstrzymać się od wołania: «Zmiłowania Pańskie na wieki wyśpiewywać będę – Misericordias Domini in aeternum cantabo»”[55].

Miesiąc później o. magister powiadomił postulanta, że ma przygotować się do obłóczyn. Nadszedł wreszcie dzień, o którym Józef marzył od trzynastu lat[56]. O. magister dał mu książkę, która miała mu pomóc w tym przygotowaniu. „Najpierw przez określony czas, czytamy w tej książce, będzie rozważał o zbliżającej się śmierci, która dopełni się w akcie obłóczyn; dobrze będzie, jeżeli uznając się za baranka, który ma być wkrótce zabity na ofiarę Bogu, z wielką żarliwością będzie się modlił:

„Najłaskawszy Boże, pragnę tej szczęśliwej śmierci, bym umarł sobie przez wyniszczenie swoich zmysłów i żył szczęśliwie dla Ciebie, ponieważ tylko w ten sposób stanę się ofiarą całopalną.

Pragnę kierować się jedynie Twoją wolą i będąc posłusznym nawet w najdrobniejszych sprawach, składam Ci w ofierze mój rozum i moją wolę przez praktykę ślubu posłuszeństwa, najdoskonalszego ze ślubów.

Pragnę odrzucić wszelką przyjemność cielesną i zmysłową i prowadzić życie surowe, aby Ci ofiarować moje ciało przez praktykę ślubu czystości.

Pragnę odrzucić daleko od siebie wszelkie dobra i zaszczyty tego świata, a poślubiając chrześcijańskie ubóstwo, do którego należy panowanie nad światem, ofiarować Tobie wszystkie dostatki doczesne.

Ponieważ ta ofiara mistyczna wymaga serca żarliwego i szerokiego, pragnę, najłaskawszy Boże, zamknąć w sobie najmilsze Ci serca Twojego Jedynego Syna, Najświętszej Dziewicy Maryi, aniołów i ludzi i ofiarować je razem z moim sercem na ofiarę, którą wkrótce mam złożyć dla Twojej wiecznej chwały; co, według mojej mocy, z jak największą czcią wykonać obiecuję.

Najłaskawszy Boże, któremu wszystko zawdzięczam, z miłości ku Tobie wyrzekam się wszystkich grzechów mojego dotychczasowego życia i mocno postanawiam służyć Ci zawsze i we wszystkim.

Przyjmij, najłaskawszy Boże, tę ofiarę moich najlepszych pragnień: a więc ofiaruję mój umysł i wolę, abyś nimi rządził, ciało moje poddaję ostrości życia dla jego poskromienia, ze wzgardą odrzucam dostatki tego świata, abym przez tę troistą ofiarę otrzymał prawdziwą wolność serca, której pragnę.

Nie chcę niczego znać, niczego chcieć, jak tylko Ciebie, abym był posłuszny; pragnę kochać tylko Ciebie, abym był czysty; chcę posiadać i pragnąć tylko Ciebie, abym był bogaty będąc ubogim.

Proszę Cię, najłaskawszy Boże serca mojego, abyś mnie uważał za swojego niewolnika; nie dopuść, proszę przez Krew Twojego Syna, abym odstąpił od doskonałości tego Zakonu.

A Ty, Panno Przeczysta, najwierniejsza obrono tego Zakonu, który się cieszy Twoją opieką, zalicz mnie, proszę, do grona Twoich synów, do których pragnę należeć, składając śluby Tobie, jak też najmilszemu Bogu i Synowi Twojemu”[57].

W przytoczonych modlitwach nasz postulant znalazł wierne echo tych uczuć, które napełniały jego serce i które wyraził w liście do ojca z 2 października: „Błogosławiąc rękę Boga, który mię zaprowadził pod gościnny dach synów Najśw. Maryi Panny, nic mi nie pozostaje, jak poświęcenie się Bogu bez zastrzeżeń i trwanie w łączności z Chrystusem przez resztę moich dni...”[58].

26 listopada, po nieszporach, wspólnota klasztorna z Grazu, ubrana w białe płaszcze, zgromadziła się w chórze zakonnym. O. przeor, również w białym płaszczu, z nałożoną na nim białą stułą, usiadł na fotelu przed ołtarzem, po stronie lekcji. Po chwili milczenia wszedł o. magister w towarzystwie pana Kalinowskiego, jeszcze w ubraniu świeckim, chociaż już z wystrzyżoną tonsurą i w sandałach nałożonych na bose stopy, niosącego habit karmelitański, w który miał być obleczony. Postulant przyklęknął przed Najśw. Sakramentem, następnie pokornie ukląkł przed przeorem, który zwrócił się do niego z pytaniem: „O co prosisz?”. Kalinowski odpowiedział: „O miłosierdzie Boże, ubóstwo zakonne i towarzystwo braci”[59]. Następnie przeor w krótkiej nauce przedstawił kandydatowi zadania zakonu, jego surowy styl życia, konieczność prowadzenia życia świętego aż do śmierci, po czym ponownie zwrócił się do niego z pytaniem: „Czy chcesz wytrwać w Zakonie aż do śmierci?”, na które on odpowiedział: „Ufając miłosierdziu Bożemu i modlitwom braci, chcę”.

Zakonnicy powstali, a przeor rozpoczął modlitwy: „Bóg, który cię przyprowadził do nas, on sam niech cię umocni. Prosimy Go o to przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Gdy Józef zdejmował ubranie świeckie, przeor prosił Boga, by go uwolnił od niedoskonałości i obdarzył łaską prowadzenia nowego życia na wzór Jezusa Chrystusa; przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy prosił Boga Trójjedynego, aby spojrzał na niego łaskawym okiem, obdarzył go łaską wytrwania w praktyce cnót zakonnych, pokory, ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i miłości braterskiej. Nakładając habit zakonny, przeor prosił Boga, aby ozdobił duszę Józefa wszystkimi cnotami i doprowadził go do świętości. Przepasując go pasem, powtarzał słowa Chrystusa, skierowane do Piotra: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, kto Inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”[60]. Podając mu szkaplerz, mówił: „Przyjmij słodkie i lekkie jarzmo naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Kiedy nakładał Józefowi biały płaszcz, wezwał go, aby na wzór Baranka bez skazy, prowadził życie czyste. Wreszcie pokropił nowicjusza wodą święconą, prosząc Boga, aby mu błogosławił, obdarzył łaską wytrwania w gorliwym praktykowaniu cnót zakonnych, aby zasłużyć sobie na życie wieczne. Potem nowicjusz wstał i na znak duchowej śmierci starego człowieka, położył się krzyżem przed ołtarzem, podczas gdy zgromadzenie śpiewało hymn Veni Ceator. Po skończonym śpiewie przeor modlił się do Boga o potrzebne łaski dla nowicjusza, o siłę i pociechę w odważnej walce na ziemi z nieprzyjaciółmi zbawienia, aby po śmierci mógł otrzymać koronę obiecaną zwycięzcom; na koniec jeszcze raz pokropił go święconą wodą.

Nowicjusz, podniesiony przez magistra, podszedł do ołtarza, ucałował go pobożnie, wyrażając w ten sposób swoją miłość i gorliwość z jaką podejmuje życie w Karmelu. Następnie ponownie ukląkł przed przeorem, pocałował go w rękę na znak, że odtąd pragnie, aby jego ręka kierowała odtąd wszystkimi jego krokami i wymienił z nim braterski uścisk. Potem w towarzystwie magistra podchodził do poszczególnych zakonników, wymieniając z każdym braterski pocałunek. W tym czasie zakonnicy śpiewali psalm „Ecce quam bonum... – Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem”[61]. Po zakończeniu tej wzruszającej ceremonii zakonnicy wyszli z chóru, a o. przeor poinformował, że pan Józef Kalinowski odtąd będzie się nazywał brat Rafał od św. Józefa. W ten sposób rozpoczął on swój roczny nowicjat.

Czas nowicjatu był przeznaczony wyłącznie na zapoznanie się i wcielanie w życie Reguły i Konstytucji zakonu. Cała Reguła i Konstytucje dają się sprowadzić do dwóch zasadniczych punktów: kontemplacji, która zajmuje główne miejsce, i działania, którego celem jest przede wszystkim zbawienie bliźniego. Nowicjusze karmelitańscy poświęcają swój czas przede wszystkim ćwiczeniom życia kontemplacyjnego, tak mało znanego i tak mało cenionego przez ludzi tego świata, a przecież tak bardzo wartościowego, ponieważ jest ono udziałem w życiu samego Boga, ponieważ takie życie prowadzą aniołowie i święci i ono będzie naszym udziałem przez całą wieczność, jeżeli nie chcemy pójść do piekła. Polega ono na kontemplowaniu Boga, oglądaniu Go, kochaniu i posiadaniu przez poznanie i miłość. „Zobaczymy Go, mówi św. Augustyn, będziemy Go kochali, będziemy Go posiadali”[62], i na tym posiadaniu najwyższego Dobra polega prawdziwe szczęście. Bóg siebie widzi i kocha przez wieczność całą i to jest Jego szczęściem wiecznym i nieskończonym. Aniołowie i święci oglądają Go twarzą w twarz i na tym polega ich szczęście. Stąd również na ziemi nie ma szczęścia porównywalnego do szczęścia, które jest udziałem dusz uprzywilejowanych, których życie upływa przede wszystkim na kontemplacji Boga, na miłowaniu Go i wysławianiu; wielkość ich szczęścia zależy od doskonałości ich kontemplacji.

Jak jednak osiągnąć tę doskonałą kontemplację? Chrystus powiedział nam w Ewangelii: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”[63]. Dusza splamiona grzechem jest podobna do pięknego kryształu, pokrytego grubą warstwą sadzy, której nie może przeniknąć światło boże, konieczne do poznania Boga. Najpierw trzeba się obmyć we łzach szczerej pokuty; dokonuje się to w czasie modlitwy, gdy rozważamy wielkość i złość grzechu, pożałowania godne skutki, jakie przyniósł ludzkości, to jest śmierć, potępienie wieczne i wreszcie niewymowne cierpienia naszego Zbawiciela dla zadośćuczynienia za nie. Nie wystarczy odpokutować za grzechy; trzeba się zabezpieczyć przed nowymi upadkami, unikając okazji i zdecydowanie je wykorzeniając; unikać świata, żyjąc, na ile to możliwe, na samotności i w milczeniu; pilnie badać zakamarki swojej duszy, aby dobrze poznać ukryte tam wady i złe skłonności, które nas pociągają ku zwodniczym powabom tego świata i są przyczyną naszych upadków; bezlitosne rozprawienie się z tym wszystkim, co te wady utrzymuje przy życiu przez wspaniałomyślne i ciągłe umartwienie złych skłonności i przez praktykę przeciwstawnych im cnót. Gdy nowicjusz wytrwale pracuje nad tym, by odzyskać i utrwalić czystość swego serca, światło ogarnia jego duszę, odkrywa w niej Boga w Jego nieskończonej doskonałości, miłość Boża rozpala go i rodzi się w nim pragnienie, by wszyscy ludzie Boga poznali i kochali. Zwraca się do Boskiego Zbawiciela z błaganiem o łaskę nawrócenia dla nich, aby mogli być uczestnikami jego szczęścia; pragnie cierpieć i być upokarzany; z wielką żarliwością modli się o chwałę Bożą i zbawienie dusz. Bóg, widząc jego dobrą wolę, poddaje go próbom, które jeszcze bardziej oczyszczają jego duszę, pomnażają zasługi i są zapowiedzią nowych, doskonalszych darów. Takie było życie naszego br. Rafała od św. Józefa w ciągu roku nowicjatu. Ostatecznie i na zawsze opuścił świat. Był zupełnie sam w maleńkiej celi klasztornej, o której marzył od trzynastu lat, to znaczy od roku swego nawrócenia; jego dusza drżała z radości i dziękowała Boskiemu Majestatowi, że przez tyle burz przyprowadził ją do tego portu zbawienia. „Któż potrafi opowiedzieć, pisze o. Bartłomiej[64], jak bardzo gorliwym był nowicjuszem? Wysokie mniemanie, jakie posiadał o życiu zakonnym, nie pozwoliło mu dostrzec tego wszystkiego, co na pierwszy rzut oka było surowe i nieprzyjemne. Oczywiście, początki zawsze są trudne, ale żarliwa miłość Boga sprawiała, że w tym nowym życiu znajdował tyle uroku, z którym nie mogło się równać szczęście na świecie”[65]. Ćwiczenia i praktyki nowicjackie nie przedstawiały dla niego żadnych trudności; do większości z nich był już przyzwyczajony od dawna. Samotność, milczenie, pokuta, modlitwa były potrzebą jego kontemplacyjnej duszy. Jak to już napisaliśmy gdzie indziej, w czasie podróży przez Syberię, aby mieć czas na modlitwę, wymykał się potajemnie do zimnego pokoju, by tam pozostawać sam na sam z Bogiem. Była to bowiem zima, kiedy temperatura na zewnątrz spadała do czterdziestu stopni poniżej zera. Później, w Usolu, modlił się w czasie ciszy nocnej, kiedy koledzy już spali[66]. Nawet w największych cierpieniach fizycznych i moralnych (o których często wspomina w swoich listach) nie tracił nigdy pokoju wewnętrznego, niezbędnego w życiu modlitwy. Była to nagroda za jego wielką miłość Boga i zjednoczenie z Nim. W nowicjacie znalazł dobro nieocenione, którego na próżno szukał w świecie, a mianowicie pewność, że będąc posłusznym, pełni świętą wolę Bożą, zawartą w postanowieniach Reguły, Konstytucji i poleceniach przełożonych, zgodnie ze słowami Chrystusa, który mówił o przełożonych, kiedy zwracał się do Apostołów: „Kto was słucha, Mnie słucha”[67]. Prawda ta, tak miła dla zakonnej duszy br. Rafała, była podkreślona w Regule karmelitańskiej i szeroko objaśniona w Instrukcjach dla nowicjuszów[68]. Z tego powodu jego szacunek dla życia zakonnego jeszcze bardziej się spotęgował, ponieważ dzięki niemu jego wola była stale zjednoczona z wolą Bożą, a każda z najdrobniejszych nawet czynności była aktem miłości Boga, zasługującym na życie wieczne. Każdy dzień stawał się ofiarą całopalną, spalaną na ołtarzu jego serca przez ogień Bożej miłości.

Kwadrans przed północą brat konwers, który czuwał na adoracji Najśw. Sakramentu, budził zgromadzenie i dzwonił na dzwonku nowicjackim. Nowicjusze zrywali się z łóżek, najgorliwszy z nich wybiegał na korytarz, klęcząc trzykrotnie uderzał kołatką, mówiąc głośno: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Jego Matka Dziewica. Na modlitwę, bracia, wstawajcie, na chwalenie Pana!”. Wiemy, że br. Rafał rywalizował w tym z szesnastoletnim br. Pawłem od Najśw. Serca[69]. W kaplicy nowicjackiej bracia w milczeniu i skupieniu przygotowywali się do oficjum: „Panie, mój Boże, pragnę Cię wysławiać ze wszystkich moich sił i wzywam całe stworzenie, aby razem ze mną chwaliło Ciebie, łącząc się z uwielbieniami aniołów i świętych w niebie i na ziemi. Moją modlitwą chcę również oddać chwałę Tobie, najłaskawsza Królowo nieba”[70]. O północy, na głos dzwonu, wszyscy udawali się do chóru odmawiając na przemian psalm Miserere. Oficjum o północy trwało pięć kwadranse, po jego zakończeniu nowicjusze wracali do swojej kaplicy, gdzie po krótkiej modlitwie w milczeniu magister odmawiał z nimi Litanię loretańską, po czym udawali się na spoczynek, który trwał do porannej medytacji. Przed położeniem się do łóżka przygotowywali temat porannego rozmyślania. Żadne inne myśli nie powinny w tym czasie zaprzątać ich umysłu. Poranna modlitwa rozpoczynała się o godzinie piątej, potem recytowali prymę i tercję, a o godzinie 6.30 wracali do swoich cel. Robili krótki rachunek sumienia ze swojej modlitwy, notowali dobre myśli, zesłane im przez Boga, ponawiali dobre postanowienia. Następnie udawali się na mszę św. do kaplicy nowicjackiej. Po śniadaniu magister wyznaczał im prace fizyczne, a resztę wolnego czasu przed oficjum spędzali w celi na przeżywaniu obecności Bożej, studium, modlitwie, czytaniu duchowym. Obiad poprzedzały seksta, nona i rachunek sumienia w chórze, gdzie wracali również po rekreacji dla nawiedzenia Najśw. Sakramentu, po czym udawali się do cel na sjestę. Nieszpory recytowali razem ze zgromadzeniem, natomiast różaniec i modlitwę za papieża odmawiali w swojej kaplicy. Tam też słuchali nauki magistra o życiu zakonnym, po której miała miejsce nowicjacka kapituła win, w czasie której klęcząc kolejno oskarżali się z zewnętrznych przewinień przeciw Regule i Konstytucjom. Magister, ćwicząc ich w cierpliwości i pokorze, każdego karcił, nie oszczędzając miłości własnej swoich wychowanków. Dotyczyło to również br. Rafała od św. Józefa, o czym napisał jeden z naocznych świadków: „W nowicjacie zawsze podziwiałem jego pokorę. W czasie karcenia win magister za drobiazgi upokarzał go w obecności młodych nowicjuszów, on natomiast przyjmował te upokorzenia spokojnie, będąc dla mnie wspaniałym wzorem cnoty”[71]. Pokorny nowicjusz przyjmował uwagę uderzając się w piersi i całując ziemię.

Kiedy nie było karcenia win, magister pouczał nowicjuszów, jak zachowywać Regułę, Konstytucje i zwyczaje zakonu, jak umartwiać uczucia, wykorzeniać wady i nabywać cnoty, jak rozmawiać z Bogiem w czasie modlitwy, jak trwać zawsze i wszędzie w Jego obecności, co poleca Reguła, jak wszystko czynić tylko dla chwały Boga i Maryi, Matki Zakonu Karmelitańskiego. Piętnaście minut przed wieczorną modlitwą, na znak kołatki, wszyscy udawali się do cel, aby w milczeniu przygotować temat medytacji wieczornej, która, podobnie jak poranna, trwała godzinę. Po niej miały miejsce kompleta, kolacja i rachunek sumienia. Aby zadośćuczynić za popełnione winy, rozpoznane w czasie rachunku sumienia, i wybłagać u Boga błogosławieństwo dla świata, trzy razy w tygodniu wszyscy brali dyscyplinę śpiewając psalm Miserere. Wspólne modlitwy wieczorne kończyły dzień w klasztorze. Zakonnicy wracali do swoich cel, aby skorzystać z niezbędnego odpoczynku na drewnianych łóżkach.

Po obłóczynach br. Rafał w liście do ojca dzielił się z nim swoją radością. Cenił wielkość dobrodziejstwa otrzymanego od Boga, był jednak również świadom zobowiązań z tego wynikających, dlatego pisał: „Moi najdrożsi Rodzice, uprzedzam Was jeszcze raz, że moja korespondencja będzie bardzo umiarkowana i bardzo rzadka. Nie poddawajcie się niepokojom i powierzcie mnie miłosierdziu Bożemu, umacniając mnie, najdroższy Ojcze, Twym ojcowskim błogosławieństwem”. Prosił ojca, aby napisał w jego imieniu do ks. Fiszera[72] i bpa Borowskiego[73] w Permie i do księcia Augusta[74] w Davos[75], aby ich powiadomić o jego wstąpieniu do Karmelu i polecić go ich modlitwom. „Nasze życie jest życiem modlitwy, rozmyślań i studium. Nasze akty miłości Boga i miłości bliźniego to modlitwa, która – począwszy od wstania aż do położenia się na spoczynek – towarzyszy wszystkim naszym czynnościom: modlitwy w intencjach Kościoła, za naszych dobrodziejów itd., a także za nas biednych grzeszników! Wielokrotnie w ciągu dnia, ja, tak bardzo niegodny, polecam Was i całą naszą rodzinę miłosierdziu i dobroci Bożej”. Prosił, aby często korzystano z sakramentów świętych, które „przynoszą duszy prawdziwy pokój, podtrzymując ją na drodze zbawienia”[76]. Prosił o to również swego starszego brata Wiktora[77] i przyrodnią siostrę Marię. Wiktor ciągle chorował, dlatego magister pozwolił br. Rafałowi, aby napisał do niego kilka słów pociechy i zachęty. „Dołączam także szczere życzenia zdrowia duszy i aby Bóg udzielił Wam potrzebnych sił do znoszenia trudów naszego doczesnego życia”[78]. Codziennie modlił się w ich intencji i usilnie prosił o modlitwę za siebie, ufając, że mu jej nie odmówią.

W modlitewnym milczeniu br. Rafał zgłębiał przede wszystkim tak radosny dogmat o obcowaniu świętych, którego fundamentem są słowa Chrystusa do Apostołów po udzieleniu im pierwszej Komunii świętej: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic uczynić nie możecie”[79].

Dusze zjednoczone z Jezusem Chrystusem przez wiarę i miłość są członkami Jego mistycznego ciała i uczestniczą w Jego boskim życiu i we wszystkich łaskach, które nam wysłużył przez swoją mękę i śmierć, jak również w zasługach i modlitwach innych członków Kościoła. Kościół tryumfujący może wspomagać swoimi modlitwami Kościół walczący, a ten ostatni – Kościół cierpiący i wszystkich wierzących na ziemi. To uczestniczenie w życiu Jezusa Chrystusa jest tym większe, a jego skutki tym potężniejsze, im doskonalsze jest zjednoczenie z Chrystusem i im głębsza jest wzajemna jedność wierzących. Takiej właśnie jedności życzył br. Rafał swojemu bratu Wiktorowi i jego żonie Marii. Dlatego usilnie prosił ich, aby możliwie często przyjmowali Komunię św. i modlili w jego intencjach po Komunii św. „Potrzebuję bardzo pomocy modlitewnej, pisał do nich, a kiedyż modlitwa może być gorliwsza i bardziej zasługująca na wysłuchanie przez Boga, jeśli nie po spowiedzi i przyjęciu Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa? Wiktorze i Mario, nie odmawiajcie mi tej łaski! (...) «Chwała Bogu na wysokościach i pokój ludziom dobrej woli!»”[80].

Dwa miesiące później, 18 marca, przed medytacją wieczorną lektor przeczytał następujący fragment rozważania o. Jerzego od św. Józefa[81]: „Bóg objawia swoją miłość nie tylko obsypując łaskami tych, których miłuje, ale również zsyłając na nich wielkie próby, aby doświadczyć ich wierności. Przyjmij więc Jego świętą wolę i w każdej przeciwności wyobraź sobie, że to do ciebie Pan Bóg mówi te pocieszające słowa, które kiedyś powiedział do św. Matki Teresy od Jezusa: «Wierz mi, córko, że im bardziej mój Ojciec kogoś kocha, tym większe mu zsyła cierpienia, a miarą tych cierpień jest miara miłości. Czyż mogę lepiej okazać ci moją miłość, niż czyniąc cię uczestniczką tego, co wybrałem dla samego siebie?»”[82]. Gdy wybiła godzina wielkich cierpień dla naszego gorliwego nowicjusza, mógł odnieść do siebie te pocieszające i dodające siły słowa. Nazajutrz prosił o. magistra o pozwolenie napisania listu do rodziny, która również została dotknięta cierpieniem, ponieważ była bardzo drogą Bogu. „Najdroższy Ojcze! Biorę za pióro, by pod wrażeniem Twego listu z 7 lutego i wiadomości skreślonych ręką Mamy i Emilii napisać do Ciebie. Proszę Boga, aby raczył ulżyć Twym cierpieniom, a jeżeli w zamiarach swej ojcowskiej Opatrzności nie wysłucha tej modlitwy, nie przestanę Go błagać, aby zechciał uczynić te cierpienia w zjednoczeniu z zasługami Najdroższej Krwi, którą Jezus Chrystus przelał za nas w męce na krzyżu, źródłem zasług dla Ciebie, mój Ojcze ukochany. Dalekie jest od mego serca pragnienie przedłużenia Twych cierpień, lecz czyż nie mogą przynajmniej z pomocą łaski przynieść Ci pociechy?”. Cytuje następnie przytoczone wyżej słowa Chrystusa do św. Teresy i dodaje: „Ta sama święta, widząc swego własnego ojca podlegającego ciężkim boleściom ciała, a nie mogąc w inny sposób przyjść mu z pomocą, nalegała usilnie na niego, by przedstawił sobie, że pomaga Chrystusowi nieść krzyż na Kalwarię. – Oby wstawiennictwo tej świętej u Jezusa, u Maryi Niepokalanie Poczętej, u św. Józefa, którego święto dziś jest obchodzone, pomogło mi w mych prośbach zanoszonych do Boga o łaskę i miłosierdzie”[83].

Kiedy br. Rafał pisał te słowa, Maria, jego ukochana siostra nie żyła już od dwóch tygodni, a pięć dni później w jej ślady poszedł ojciec. Znamy te szczegóły od ks. Jerzego: „Moja siostra, Maria, urodzona w 1847, zmarła 3 marca 1878 roku, trzy tygodnie przed ojcem, w Hrozowie, gdzie spoczęła na cmentarzu obok niego. Ta święta dusza miała odwagę mężczyzny i wrażliwość kobiety. Maria otrzymała bardzo staranne wychowanie domowe, miała bardzo ładny głos, interesowała się grą na pianinie. W 1874 roku rodzina Rymszów, spokrewniona z Kalinowskimi,  zleciła jej wychowanie swoich dzieci; to tam nabawiła się gruźlicy, z którą dzielnie walczyła przez cztery lata. Umarła śmiercią sprawiedliwych, oddając swoją duszę Bogu, którego kochała ponad wszystko. W trumnie jej twarz była czarująco piękna”.

„Mój ojciec bardzo cierpiał przed śmiercią. Jeden z jego przyjaciół uniwersyteckich, Cypryński[84], w czasie odwiedzin płakał przy jego łóżku. Chory powiedział do niego: «Żal mi kilku drogich mi osób, żal mi ciebie; dzisiaj kolej na mnie, jutro na was». Mój ojciec wyspowiadał się, przyjął Komunię św. i Ostatnie Namaszczenie z rąk o. Rubszy[85], karmelity trzewiczkowego z Wilna. W 1876 roku ten ojciec był proboszczem w Kopylu, małej wiosce, odległej o 14 km od Hrozowa. Hrozów należał do parafii w Słucku, ale tamtejszy proboszcz w tym czasie był ekskomunikowany, podobnie jak wielu innych w guberni mińskiej za nieposłuszeństwo Stolicy Apostolskiej. Mój ojciec został pochowany obok Marii na cmentarzu, który wznosi się nad Hrozowem. Kiedyś była tam parafia, ale prawosławni zajęli kościół”. Śmierć Andrzeja Kalinowskiego została przyjęta z głębokim żalem na Litwie, Białorusi i Żmudzi, gdzie dawni uczniowie gimnazjum wileńskiego i Instytutu Szlacheckiego znali go i kochali jak ojca. Poeta Antoni Edward Odyniec[86] ułożył epitafium nagrobne dla swego przyjaciela: „Cnotą, nauką, pracą umiał zjednać sobie cześć i miłość za życia, a żal ziomków po śmierci”[87].

Brat Rafał bardzo przeżył śmierć ojca i siostry Marii; wiara i nadzieja pomogły mu znieść to bolesne doświadczenie, dzięki temu mógł mówić, jak kiedyś po śmierci młodziutkiej siostry Moniki[88]: „(...) czuję się (...) bliżej naszej dzieweczki teraz, aniżeli za jej życia ziemskiego...”[89]. Wierni, którzy umarli w Panu, po śmierci są z Nim głęboko zjednoczeni i w Nim spotykają się z żyjącymi, którzy przez wiarę i miłość również są złączeni z Bogiem.

Przed wstąpieniem do nowicjatu br. Rafał prosił jednego ze swoich przyjaciół o wysłanie do Hrozowa różańców poświęconych przez Ojca świętego. Pisał o tym w cytowanym wyżej liście. Z własnego doświadczenia wiedział, że modlitwa różańcowa jest obfitym źródłem łask i pociechy, dlatego pragnął, aby ją praktykowano również w jego rodzinie. „Odmawianie różańca, pisze w tym liście, jest jednym z najobfitszych źródeł pobożności; jeśli ten podarunek nie dotarł do Ciebie, może ktoś w domu posiada koronkę lub lepiej cały różaniec, byście mogli odmawiać go wspólnie. Rozważanie tajemnic życia Chrystusa, które jest połączone zazwyczaj z odmawianiem Ojcze nasz i Zdrowaś na koronce, pomaga nam jednoczyć się z Jezusem i Maryją, a w tym zjednoczeniu łatwiej znaleźć pociechę i łaski obfitsze. W każdym razie uciekam się do Twego ojcowskiego błogosławieństwa i Twych modlitw. Módl się także, ukochany Ojcze i Wy wszyscy, którzy Go otaczacie, w intencjach Zakonu z Góry Karmel. – Ścisłe zachowanie reguły, miłość i oddanie, jakie ten zakon ma dla Stolicy Świętej, miłość bliźniego, jaka panuje w tym domu zakonnym, gdzie Bóg pozwolił mi znaleźć schronienie, są dla mnie niezwykłymi dobrodziejstwami. Wasze modlitwy będą jałmużnami, które Wy nam czynicie, a my kilka razy dziennie odmawiamy modlitwę Retribuere dignare, Domine, omnibus nobis bona facientibus propter nomen tuum, vitam aeternam. Amen[90]. – W tym miejscu list został przerwany: „Słyszę dzwonek wzywający na błogosławieństwo Najśw. Sakramentem i modlitwę różańcową. Przygotuję się do tego aktu i do modlitwy w Twojej intencji”. Kontynuując list nazajutrz, pisał o atmosferze pobożności, którą oddychał w Karmelu; atmosfera ta pozwalała mu zapomnieć o świecie, czuł się w niej szczęśliwy, mimo oschłości, które zsyłał mu Pan dla oczyszczenia jego duszy. Pisał również o swoich lekturach duchowych i wyrażał żal, że nie mógł podzielić się z ojcem wszystkimi dobrami, jakie z nich czerpał. „Godzinę przeznaczoną na czytanie w celi poświęcam, za pozwoleniem W.O. Magistra nowicjuszów, na lekturę Żywota naszego Pana, napisanego przez św. Bonawenturę[91]. Byłbyś zachwycony, Ojcze ukochany, bogactwami duchowymi i praktycznymi tej książki, napisanej przez autora pod natchnieniem Bożym, z miłości ku Bogu i ku bliźniemu”.

Roczny nowicjat br. Rafała upłynął spokojnie w samotności, milczeniu i świętym skupieniu. Poświęcił go w całości studiowaniu Reguły i Konstytucji Zakonu Karmelitańskiego, lekturze i rozważaniu Żywotu Jezusa Chrystusa, pism św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża[92], dogłębnemu studiowaniu niebieskiej nauki, zawartej w tych dziełach i praktykowaniu cnót właściwych życiu zakonnemu. W każdym tygodniu nowicjusze wybierają jedną z cnót, w której szczególnie pragną się ćwiczyć. Zwracają uwagę na wadę, uczucie lub pokusę, która jest szczególnie natarczywa i starają się praktykować cnotę przeciwną, jeżeli potrzeba, to i dłużej niż tylko jeden tydzień. Czytają w Instrukcjach dla nowicjuszów rozdział jej poświęcony, możliwie często powtarzają akty wewnętrzne i zewnętrzne tej cnoty, proszą świętych o pomoc w tej pracy. Codziennie rano uzbrajają się w kilka dobrych myśli, pomocnych w nabywaniu wybranej cnoty, ona jest również przedmiotem szczegółowego rachunku sumienia. Ponadto na początku każdego miesiąca nowicjusze podejmują się wspólnie pracować nad nabyciem cnoty, którą o. magister uważa za najbardziej potrzebną w nowicjacie: „Temu, kto w czasie miesiąca, na przykład, najbardziej gorliwie będzie praktykował cnotę cierpliwości, przypadnie piąta część zasług pozostałych nowicjuszów”. Po odczytaniu wyzwania, każdy nowicjusz bierze do celi jego kopię, aby ją stale mieć przed oczyma, o niej pamiętać i w ten sposób pobudzać się do działania. Br. Rafał, który był wzorem posłuszeństwa i systematyczności, korzystał z tej praktyki dla postępu duchowego. W nowicjacie istniał zwyczaj spędzania wolnego czasu od obowiązkowych zajęć w kaplicy przed Najśw. Sakramentem i obrazem Najświętszej Dziewicy. Każdego miesiąca jeden z nowicjuszów miał obowiązek praktykowania szczególnego nabożeństwa do Najśw. Sakramentu i spędzania na adoracji przed tabernakulum czasu, określonego przez o. magistra[93]. Praktyka ta była szczególnie droga br. Rafałowi. Była dla niego obfitym źródłem siły i pociechy i nigdy nie był szczęśliwszy, niż przed Najśw. Sakramentem. Od św. Teresy nauczył się, że w tabernakulum są nasze wszystkie dobra, a aniołowie i święci w niebie niczego więcej nie mają.

W październiku został rozstrzygnięty los naszego nowicjusza. Przez dziesięć miesięcy wiernie wypełniał swoje obowiązki i zwycięsko przeszedł wszystkie próby nowicjackie; ojcowie kapitularni zadecydowali, że może być dopuszczony definitywnie do rodziny Najśw. Maryi Panny z Góry Karmel i złożyć trzy śluby: posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, przez które nowicjusz na zawsze zrzeka się własnej woli, własnego sądu i wszystkich dóbr stworzonych, by żyć tylko dla Boga. Br. Rafał przyjął tę szczęśliwą wiadomość z radością i wdzięcznością i myślał już tylko o tym, jak dobrze przygotować się do złożenia uroczystej profesji zakonnej. Aby oczyścić swoją duszę, częściej i z większą gorliwością niż zwykle czynił akty pokuty i miłości. W listopadzie, jeżeli tylko mógł, spędzał czas na samotności i w milczeniu. Jego modlitwy były dłuższe i kilkakrotnie klęcząc przed drzwiami refektarza, prosił wchodzących zakonników o modlitwę.

26 listopada o godzinie 5 po południu zgromadzenie z Grazu ponownie spotkało się w chórze, podobnie jak w dniu obłóczyn, br. Rafał, prowadzony przez o. magistra, podszedł do ołtarza, ukląkł przed w.o. przeorem, włożył swoje ręce w jego ręce i odczytał głośno i wyraźnie formułę profesji: „Ja, brat Rafał od św. Józefa, składam moje śluby i przyrzekam posłuszeństwo, czystość i ubóstwo Bogu, Najświętszej Maryi Pannie z Góry Karmel i Przewielebnemu Naszemu Ojcu Łukaszowi od św. Jana od Krzyża, przełożonemu generalnemu Kongregacji św. Eliasza braci Karmelitów Bosych i jego następcom, według Reguły pierwotnej i Konstytucji tegoż Zakonu do śmierci”[94]. – Potem o. przeor wezwał nowicjusza: „Złóż Bogu ofiarę dziękczynną i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu[95]”, a nowy karmelita odpowiedział: „Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem na dziedzińcach domu Pańskiego”[96]. Następnie położył się krzyżem przed ołtarzem, a wspólnota modliła się jak w dniu obłóczyn. Nazajutrz wyjechał do klasztoru w Raab na Węgrzech, aby tam przez studia filozoficzno-teologiczne przygotować się do kapłaństwa.

 

 

Rozdział  I

Zgromadzenie karmelitanek w Poznaniu, wygnane w czasie walki kulturnej, chroni się do Krakowa. Założenie klasztoru przy ul. Łobzowskiej. Postanowienie przeprowadzenia reformy klasztoru karmelitów w Czernej. O. Rafał, o. Kazimierz i o. Franciszek Ksawery w nowicjacie w Grazu. Na prośbę karmelitanek, p.o. generał Łukasz od św. Jana od Krzyża, w.o. Serapion od św. Andrzeja Corsini, dawny wikariusz prowincjalny Austrii, definitor generalny, i w.o. Bertold od św. Jakuba, wikariusz prowincjalny prowincji św. Leopolda w Austro-Węgrzech, przeprowadzają reformę w Czernej, a o. Bertold zostaje mianowany pierwszym przeorem. Nowicjat o. Rafała, jego studia teologiczne w Raab na Węgrzech, uroczysta profesja i powrót do Polski w 1881.

 

Zgromadzenie poznańskie, wygnane w czasie walki kulturnej, schroniło się do Krakowa i znalazło gościnę w klasztorze przy ulicy Wesołej. Wówczas jednak znajdowało się tam już dwadzieścia zakonnic. Zgromadzenie poznańskie liczyło ich osiemnaście, a Konstytucje św. Teresy (rozdz. 2) nie dopuszczają, by w którymkolwiek z klasztorów było ponad dwadzieścia sióstr, niezwłocznie więc trzeba było przystąpić do założenia nowego klasztoru dla zgromadzenia poznańskiego. Poszukując odpowiedniego miejsca w okolicy miasta, znaleziono na przedmieściu Łobzów, przy końcu ulicy Łobzowskiej dość rozległy ogród i nabyto go. Pośpiesznie zbudowano tam klasztor z maleńką kapliczką, do którego w roku 1875 przeniosło się zgromadzenie. W roku 1867 na fundację do Poznania przybyło z Belgii pięć sióstr chórowych i jedna konwerska[97]. Siostry: Maria Ksawera od Jezusa[98], Mieczysława Maria od św. Jana od Krzyża[99], Zofia od Jezusa[100] i Bronisława od św. Łukasza[101] były pierwszymi profeskami w Krakowie.

Zgromadzenie to pozostawało dotychczas zawsze pod kierunkiem ojców swego zakonu, więc i nadal pragnęło im podlegać, ale jedyny w Polsce klasztor karmelitów bosych w Czernej stracił pierwotną gorliwość i nie mógł dostarczyć potrzebnego im kierownika. Z tego powodu, jak już wspomniano w pierwszym tomie[102], siostry postanowiły prosić Boga i przełożonych o reformę klasztoru, toteż nieustanne były w tej intencji modlitwy i pokuty tak w klasztorze na Łobzowie, jak i przy Wesołej. W tym też celu napisały list do p.o. generała[103], który odpowiedział, że przede wszystkim trzeba wybłagać u Boga święte powołania. Pan Bóg wysłuchał tych próśb dając im świętego w osobie br. Rafała od św. Józefa; w roku 1879 przysłał im apostoła i pedagoga, tak bardzo potrzebnych zreformowanemu Karmelowi w Polsce. Pierwszy z nich – o. Ferdynand Drescher[104] był karmelitą reformowanym i przebywał w Warszawie w klasztorze na Lesznie, drugi, o. Bruno Rybka[105], był karmelitą trzewiczkowym w Galicji, zamieszkałym w klasztorze Panny Maryi na Piasku w Krakowie.

W kwietniu 1879 roku o. Bruno znajdował się w Czernej, gdzie oczekiwał na odpowiedź swego o. generała[106] oraz generała Karmelitów Bosych. Dnia 4 tm. pisał do m. przeoryszy[107] z ulicy Łobzowskiej: „Błogosławił Pan przesłanej prośbie do Rzymu. P. O. Prowincjał[108] napisał do W.O. Przeora[109] na Czernę, że sprawa skończona, a indult mogę otrzymać jeszcze ante Pascha. Dlatego spodziewa się zobaczyć mię w Grazu przed Białą Niedzielą. Dzisiaj sobota, może mnie poczta uraczy indultem na wesołe Alleluja. Sprawa wygrana, wypada dziękować Bogu, Jezusowi i Maryi, i Wam, Wielebne Siostry w Chrystusie”[110].

Nadeszła Wielka Sobota, ale papiery nie przybyły tak prędko, jak się spodziewał o. Bruno i dlatego 2 maja pisał znowu:

„«Gdym się smucił, wołałem do Pana i wysłuchał mię» (Ps 119, 1). Nareszcie otrzymałem indult! Pierwszy dzień miesiąca Maryi zwiastował mi spełnienie upragnionych życzeń. Jakież winienem dzięki Jezusowi, Maryi, świętym Patronom, a W. Przełożonej za troskę i modły. Niech Bóg nagrodzi sowicie swą łaską za troskę i modły Przew. Matce, jako też zacnym WW. Siostrom w Chrystusie, a Najświętsza Panna niech otula płaszczem swej opieki Wybranki swoje. Najmilej przyjąłem pozdrowienia Przew. Matki. Bóg zapłać! Odjeżdżam do Wiednia rano w poniedziałek. Jadę z rozkoszą. Proszę jednak nadal o pamięć i modły, a za co nie podziękuję Przew. Matce i WW. Siostrom tu na ziemi, to dokonam w niebie. Najświętsza Panna niech ma w opiece Przew. Matkę i WW. Siostry, której potężną opieką cieszy się”[111].

Dnia 12 maja przywdział w nowicjacie w Grazu święty habit reformy św. Teresy i otrzymał imię – Kazimierz od Niepokalanego Poczęcia. Święty patron Polski miał się stać odtąd jego szczególnym protektorem i opiekunem małych nowicjuszów[112], których wychowanie mu polecono.

Odrodzony Karmel potrzebował również apostoła, który by rozpalił w Czernej stygnącą pobożność wiernych, a wola Boża sprawiła, iż stał się nim o. Ferdynand Drescher. Wracając w roku 1879 z pielgrzymki do Jerozolimy, wielebny ten ojciec wstąpił do Krakowa do przyjaciela swego o. Wincentego[113], dominikanina, i zwierzył się w rozmowie, iż nie czuje się szczęśliwy w Warszawie, ponieważ w jego klasztorze na Lesznie obserwancja reguły nie jest dość ścisła. O. Wincenty, znając pragnienia i zamiary karmelitanek w sprawie reformy Karmelu w Polsce, udał się do nich niezwłocznie i opowiedział o zamysłach o. Ferdynanda. W zgromadzeniu zapanowała ogromna radość. „Niech ojciec zechce powiedzieć temu dobremu ojcu, że pragniemy z nim pomówić i zapraszamy go do nas”. Temu życzeniu stało się zadość; po długiej rozmowie z karmelitankami o. Ferdynand powrócił do swego przyjaciela[114]. Wkrótce potem wysłał na ul. Łobzowską kartkę z kilkoma słowami: „Niech Pan Jezus Kochanym Matkom zapłaci za dobroć i życzliwość ich serca. Jutro natychmiast pojadę prosto do Linz, a z powrotem wstąpię do Kochanych Matek[115]”.

W Linzu mieszkał p.o. Bertold od św. Jakuba, wikariusz prowincjalny Karmelitów Bosych na Austro–Węgry i Polskę, który także życzył sobie gorąco reformy klasztoru w Czernej i prosił Boga, aby mu przysłał do pomocy kilku zdolnych zakonników – Polaków. Na razie miał ich dwóch: br. Rafała i o. Kazimierza, gdy zaś również o. Ferdynand wyraził pragnienie przyjęcia reformy św. Teresy, o. Bertold bardzo się ucieszył, przyjął go serdecznie i poradził mu, by o swoich zamiarach przede wszystkim powiadomił swego o. generała i uzyskał jego zezwolenie. Niezwłocznie więc wysłał prośbę do Rzymu i powrócił do swego klasztoru w Warszawie, gdzie czekał na odpowiedź.

Odpowiedź z Rzymu była odmowna; karmelici warszawscy dokładali wszelkich starań celem zatrzymania o. Ferdynanda, który bardzo owocnie pracował w kościele na Lesznie. Była taka chwila, iż pod wpływem nacisków zwątpił w swe powołanie; napisał do karmelitanek w Krakowie, zawiadamiając je o odmownej odpowiedzi z Rzymu i o stanie duszy, w jakim się znajdował. Siostry niezwłocznie odpisały[116], a słowa ich listu rzuciły światło w jego duszę, rozproszyły wahania i dodały odwagi: „Powtórzę mą prośbę raz jeszcze, skoro trzeba, a jeśli i to nie wystarczy, udam się sam do Rzymu, aby otrzymać łaskę, której pragniemy” – odpisał. 19 lipca był już w Grazu i pisał do karmelitanek: „Nie umiem wam, drogie Siostry, opisać tę radość i ten pokój, jaki napełnia duszę moją na wspomnienie, że za dni kilka zostaję przyobleczonym na nowo w sukienkę Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmelu, aby się tym sposobem zupełnie na świętą Jej służbę poświęcić. (...) Ojciec Kazimierz bardzo mi się spodobał, zdaje się, że usposobienia nasze są dosyć zgodne i że będziemy szczęśliwi z sobą”[117]. Ceremonia obłóczyn odbyła się 2 sierpnia tegoż 1879 roku; otrzymał imię Franciszek Ksawery, tak bardzo odpowiednie jego gorliwości o zbawienie dusz. Razem z nim otrzymał habit młody kandydat z małego nowicjatu w Linzu, br. Dominik od Jezusa i Maryi[118].

Karmelitanki sądziły, że nadeszła chwila, by zacząć reformę klasztoru w Czernej, nie mogąc jednak nic uczynić bez udziału p.o. generała, starały się nakłonić go, by przybył do Krakowa. Był to o. Łukasz od św. Jana od Krzyża z prowincji rzymskiej, reformator prowincji austro–węgierskiej i generał od roku 1872. Jednym z definitorów generalnych był p.o. Serapion od św. Andrzeja Corsini[119], dawny prowincjał prowincji austriackiej, który dzięki swej cnocie i głębokiej wiedzy zdołał tchnąć w nią prawdziwego ducha reformy św. Teresy, ducha modlitwy i gorliwości o zbawienie dusz. Ojciec ten poparł prośbę karmelitanek i podróż do Polski została postanowiona.

P.o. generał w towarzystwie w.o. Serapiona i br. Joachima[120] w październiku [1879] przyjechał do Krakowa; karmelitanki przy ul. Łobzowskiej powitały go z radością. Po odbytej wizytacji kanonicznej spotkał się z siostrami w rozmównicy, a one użyły całej potęgi swej wymowy, by dopiąć celu i otrzymać łaskę upragnionej reformy klasztoru w Czernej. „Jakże chcecie, abym przeprowadził reformę klasztoru, tłumaczył się, skoro nie mam zakonników, którym bym mógł to zlecić?”[121]. Na to siostry odpowiedziały ojcu, że Pan Bóg przysłał już trzech odpowiednich zakonników, a inne prowincje zapewne dostarczą ich więcej. Adres podpisany przez  mieszkańców Krakowa rozstrzygnął ostatecznie sprawę. Oto jego tekst:

„My, niżej podpisani mieszkańcy Krakowa, pragniemy, aby dawny Zakon Najświętszej Dziewicy z Karmelu, ongiś taki kwitnący w Polsce, na nowo odżył w naszym kraju, któremu tak bardzo potrzeba podniety duchowej i dusz żarliwych w służbie Bożej, zwracamy się z pokorną prośbą do Przewielebnego Ojca Generała tegoż Zakonu. Wiedząc, że prowincja austriacka, do której należą wszystkie trzy istniejące w Polsce klasztory, nie jest dość liczna, by mogła wystarczyć sama i podołać założeniu nowego domu, pragniemy przedłożyć Przewielebnemu Ojcu Generałowi plan kilku osób interesujących się tą sprawą i które zdołają wynaleźć środki pomocy w celu osiągnięcia zamierzonego celu. Otóż czy nie można by choć na czas jakiś uzyskać z innych prowincji kilku ojców, którzy by przebywając w Polsce zapoznali ją z nieposzlakowaną obserwą Zakonu? Dlatego najpokorniej prosimy Przewielebnego Ojca Generała, aby zechciał łaskawie rozpatrzyć naszą prośbę i o ile możliwe urzeczywistnił ten plan ku czci Boga i Najświętszej Matki Chwalebnej Dziewicy Maryi z Karmelu, Królowej Polski”[122].

Następują podpisy książąt: Lubomirskiego, Czartoryskiego; hrabiów: Zamoyskiego, Potockiego, Grocholskiego, Brzozowskiego, Tarnowskiego, Chodkiewicza i Mostowskiego. P.o. generał prośbę tę wziął pod uwagę i przed wyjazdem obiecał uczynić wszystko co możliwe, aby zadośćuczynić pobożnym życzeniom tak wysoko postawionych osób i drogich dzieci Karmelu w Polsce. Biskupi Dunajewski[123] z Krakowa i Janiszewski[124], wygnany z Poznania, poparli również reformę klasztoru w Czernej.

Żegnając się ze zgromadzeniem na Łobzowie, czcigodny ojciec powiedział: „Zdaje mi się, że mogę wam powiedzieć za św. Pawłem apostołem, że nie zobaczymy się już na tej ziemi[125]. Mówię wam również jak on: «A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski»[126]. Jestem szczęśliwy, że mogę wam powiedzieć, że jestem zbudowany waszą gorliwością, umiłowaniem modlitwy i wiernością prawu zakonnemu. Św. Brokard[127] umierając mówił do otaczających go zakonników: «Błagam was, abyście nie zapominali nigdy o wielkiej łasce, udzielonej wam przez Boga, który powołał was do Zakonu Najświętszej Dziewicy i żebyście jak najstaranniej wypełniali jego prawa». Tymi samymi słowa ja również do was się zwracam, zachęcając was jeszcze raz do praktykowania miłości, jedności, pokoju i zgody, bo dzięki tym cnotom wzmocnicie wasz Zakon i Kościół święty”[128]. Na obrazku, pozostawionym siostrom na pamiątkę, napisał: „O Dobry Jezu, ukryj mnie w Twym Najświętszym Sercu, rozpal moje serce ogniem Twojej miłości i nie dopuść mi nigdy oddalić się od Ciebie. Niech błogosławieństwo Boga Wszechmogącego, Ojca, Syna i Ducha Świętego zstąpi na was i pozostanie na zawsze”.

Te słowa ukazują głębokie uznanie karmelitanek dla osoby ojca generała. W kronice klasztornej piszą o nim z miłością: „Nasz ojciec Generał odznacza się nadzwyczajną dobrocią i pobożnością bezgraniczną. Na pierwszy rzut oka byłyśmy przejęte uwielbieniem widząc świątobliwość, dobroć, słodycz i ubóstwo naszych ojców (ojciec Generał i ojciec Serapion). Podczas wizyty kanonicznej nasz ojciec Generał zachęcał nas do zachowywania i umacniania jeszcze wśród nas łączności serc, gorącej miłości Boga tak miłosiernego, który nas obsypał tylu łaskami. Przewielebny Ojciec od lat pięćdziesięciu nosi habit Karmelu i nie przestaje pracować dla dobra i rozwoju swego Zakonu, słusznie więc mógł się wyrazić do swych dzieci, że pewnie nas już nie zobaczy na tej ziemi.” I dalej kronika wspomina jeszcze: „Tu, w Krakowie, wszyscy są pełni uwielbienia dla naszych Ojców, ich ubóstwo daje wiele do myślenia, chodzą boso, w Raab tak samo i brat Rafał również. Gdy zwrócono uwagę naszemu ojcu Generałowi, że Karmelitom w Czernej trudno będzie chodzić boso po śniegu, odpowiedział: „Zapewne, ale, o ile jest śnieg, a zakonnik  musi wyjść z klasztoru, może się obuć, a powróciwszy znów zdjąć obuwie”[129].

Wspomnieliśmy już wyżej, że br. Rafał po ukończeniu nowicjatu i złożeniu ślubów został wysłany do klasztoru w Raab[130] na Węgrzech, by tam odbyć studia teologiczne, a raczej, by je tam uzupełnić. W czasie pobytu na Syberii przestudiował i streścił[131] cztery tomy historii Kościoła, napisanej przez ks. Darrasa[132]. Potem studiował filozofię bpa Bouvier’a[133] i teologię Scavini’ego[134], opartą na zdrowej nauce św. Alfonsa Liguoriego i polecaną przez papieża Piusa IX. W Raab pozostał br. Rafał trzy lata i miał za mistrza p.o. Hieronima od św. Eliasza[135], zakonnika wzorowego, za profesora zaś o. Sebastiana od św. Antoniego[136], Włocha (z prowincji weneckiej), który urzekał wszystkich swoją wiedzą, pobożnością i dobrocią. Współuczniami jego byli: o. Emeryk od Dzieciątka Jezus[137] i o. Paweł od Najświętszego Serca. Pierwszy[138] napisał nam, że brat Rafał był wzorowym zakonnikiem, bardzo przywiązanym do świętej Reguły i kochanym przez współuczniów, o. Paweł dodał, że wszyscy podziwiali jego miłość do współbraci zakonnych[139].

W dniu swojej profesji br. Rafał ślubował Bogu i Najśw. Dziewicy z Góry Karmel, że będzie wiernie wypełniał śluby zakonne zgodnie z przepisami Reguły i Konstytucji swego zakonu. W Regule czytał, że duch Karmelu jest duchem samotności, skupienia, modlitwy, a w pierwszym rozdziale Konstytucji, że karmelici bosi nie powinni z nikim spoza klasztoru podtrzymywać kontaktów bez koniecznej potrzeby; toteż nie pisywał listów, o ile nie był do tego zmuszony przez posłuszeństwo, konieczność lub miłosierdzie. Czas wypełniały mu akty życia wspólnotowego, nauka i modlitwa. W pierwszym roku pobytu w Raab nie pisywał do nikogo i, zdaje się, nie czytał wszystkich otrzymywanych listów. W październiku 1879 roku, około dnia poświęconego czci św. Teresy, ktoś przywiózł z Krakowa list z dopiskiem na kopercie: „Ojciec Generał rozkazuje przeczytać i odpowiedzieć”. Odpowiedź nadeszła 24 tm. i dowodzi, że zalety umysłu i serca nie tylko nie zanikają w duszy dobrego zakonnika, lecz przeciwnie, rozwijają się i doskonalą. List ten daje nam nowe dowody ochotnego posłuszeństwa, wielkiej miłości i głębokiej pokory br. Rafała: „List odebrany, pisał, przeczytałem po wręczeniu mi go, nie zwłócząc, ale na odpis zaledwie dzisiaj mogę się zdobyć...”[140].

Pisał ten list w rzadkich i krótkich chwilach wolnego czasu; adresatką była s. Maria Ksawera, księżna Czartoryska, ciotka księcia Augusta, dawnego ucznia. Studiował Pismo Święte i dziękował przede wszystkim księżnie Marcelinie[141] za Biblię łacińsko-polską, którą mu przysłała. Z ojcowskim oddaniem opiekował się młodym chłopcem[142], który przybył do Raab z Polski, by wstąpić do Karmelitów Bosych. Dowiedziawszy się, że jeden z jego młodych przyjaciół z Syberii Kazimierz Laudyn[143] stracił majątek, pisał, że sama myśl o nieszczęściu tego młodzieńca zmartwiła go bardzo i rozważa, w jaki sposób można by mu przyjść z pomocą. Cieszył się również dobrymi owocami pracy nowego biskupa w Krakowie, Dunajewskiego, brata ministra[144] cesarza Franciszka Józefa; diecezja dotąd bardzo zaniedbana, została znacznie powiększona i zreorganizowana. Napisawszy w ten sposób parę stron, sądził widocznie, że siostrze przyda się chwila odpoczynku i nadmienia: „Teraz Wielebna Siostra łatwo da się przekonać, jak to niebezpiecznie zaczepić milczącego, a tu jeszcze nie koniec listu”. W dalszym ciągu listu wspomina o innym wygnańcu z Syberii, Hofmeistrze[145], protestancie bardzo dobroczynnym, któremu wskazał drogę zbawienia i który przyjął wiarę katolicką. Koniec listu poświęcił księciu Augustowi, drogiemu Guciowi, i tu ponownie ukazała się pokora br. Rafała i jego doskonałe posłuszeństwo: na głos dzwonu, wzywającego na akt wspólny, przerwał pisanie, nie skończywszy nawet rozpoczętego słowa.

W czasie długich miesięcy spędzonych z księciem Augustem w ciszy i samotności w Davos[146], Kalinowski starał się rozwinąć w duszy swego ucznia ziarno powołania zakonnego, które w nim odkrył. Starania te zostały uwieńczone zupełnym powodzeniem i zdaje się, że s. Maria Ksawera wspomniała o tym w swym liście. Pokora br. Rafała podyktowała mu taką odpowiedź: „Gucio więc zdrów i Bóg go obdarza łaską wytrwałości. Wielkie dla mnie stąd wesele. Widziałem go przed rokiem; nie, nie ma jeszcze roku, gdyż była właśnie wigilia św. Rafała; zaledwie mogłem mówić przez kwadrans, może trochę dłużej, od tego czasu od niego żadnej wieści[147]. (...) Co do stanu duszy Gucia, o tyle, o ile mogłem przypatrzeć się zwrotom wewnętrznego życia jego, zwrot wyraźny i stanowczy został wywołany przez pośrednictwo dwóch świętych: św. Stanisława Kostki i św. Alojzego Gonzagi; oby też w poczcie ich w Towarzystwie Jezusowym Gucio mógł się znaleźć. Mój udział był przypadkowy i służyłem jakby martwym tylko narzędziem w ręku Opatrzności przez osoby do tego wybrane, które same nawet obecnie nie wiedzą, jak daleko sięga jeden pocisk uczuciem miłości Boga przez nich ciśnięty. – Czy pan Bobo[148] żyje? Jeżeli książę Władysław[149] z rodziną swoją odwiedzi Karmel, proszę wspomnieć o niezgasłym moim uczuciu poważania i wdzięczności, jakie dla niego i całego domu chowam. N

Dzień św. Jana Kantego. 19 tm. Przedwczora musiałem list przerwać i teraz, nie wiedząc do czego napisana litera N miała służyć, zostawiam ją próżnującą. Co do Gucia, niech mu Wielebna Siostra ustępu z listu mego nie czyta, ale tylko poleci mię modlitwom jego. Boję się dawać mu radę, Bóg znajdzie bliższe do tego osoby, jeżeli taką będzie święta wola Jego”.

Pan Bóg przysłał do Paryża księdza Bosco[150], który zachwycił czyste i szlachetne serce księcia Augusta i pozyskał go dla Towarzystwa Salezjańskiego, gdzie umarł po kilku latach przeżywszy długi żywot doskonałości.

We wspomnianym liście br. Rafał polecił się za pośrednictwem s. Marii Ksawery modlitwom brata, albo może już ojca Wacława[151], kapucyna. Br. Rafała, karmelitę bosego, i br. Wacława, kapucyna, łączyła od dziesięciu lat serdeczna przyjaźń, o której należy tu powiedzieć kilka słów. W roku 1864 obydwaj byli na wygnaniu w Usolu na Syberii. Br. Rafał (Józef Kalinowski) był duchowym przewodnikiem, podporą i pocieszycielem współtowarzyszów wygnania, br. Wacław (Edward Nowakowski) uczył dzieci katechizmu. Pobożność i miłosierdzie tak jednego, jak i drugiego stały się fundamentem wzajemnej sympatii i przyjaźni łączącej ich aż do śmierci. W Irkucku Kalinowski poznał siostrzeńca swego przyjaciela, młodego Józefa Wasilewskiego[152], który pod wpływem strasznej melancholii zmysły prawie postradał. Przywiązał się do nieszczęśliwego młodzieńca; miłością i poświęceniem pozyskał jego zaufanie, kierując nim delikatnie, ale zarazem stanowczo, wspierany mocą spowiedzi i Komunii św., doprowadził go do zupełnego odzyskania zdrowia. Nie zapomniał także o wujku; gdy ten znalazł się w potrzebie, nie wahał się zrezygnować z rzeczy niezbędnych[153]. Odtąd szacunek, miłość i wdzięczność Nowakowskiego dla Kalinowskiego nie miały granic i aż do śmierci czcił go jak świętego. Przeniesiony wraz ze swym siostrzeńcem do Rosji południowej, wkrótce potem wyjechał do Galicji. W roku 1876, kiedy Kalinowski był z księciem Augustem w Davos, Nowakowski przebywał w Pizie z dzieckiem swych krewnych, wysłanym do Włoch dla wzmocnienia zdrowia.

Dwaj wychowawcy często pisywali do siebie, a głównym celem korespondencji był ich postęp duchowy. Odtąd już nie tylko byli przyjaciółmi, lecz prawdziwymi braćmi. „...Drogi Bracie, pisał Kalinowski, módl się za mnie grzesznego do Matki Boskiej, tej ucieczki grzeszników”[154]. Korzystali też z każdej sposobności, by sobie zrobić wzajemnie przyjemność lub oddać przysługę. Raz były to numery „Przeglądu Katolickiego” i „Czasu”, wysłane z Davos do Pizy, kiedy indziej znowu z Pizy do Davos wędrowały numery „Civiltà Cattòlica”[155]. Gdy Kalinowski usłyszał głos łaski wzywający go do Karmelu, dał znać swemu przyjacielowi, że wkrótce pożegna świat, a pisząc o tym, zaledwie zdołał ukryć swe gorące pragnienie, by i swego przyjaciela mógł ujrzeć kroczącego drogą ku owczarni, którą opuścić musiał w roku 1863: „Najdroższy w Chrystusie Panu bracie! Żaden z listów twoich nie zaginął; odczytałem właśnie dwa ostatnie i nie Ty mnie, ale ja Tobie winienem dziękować. – Zawdzięczam Ci za wiele rzeczy, których Ty na nawet się domyśleć nie możesz i wypłacać się będę modlitwą do Matki Najświętszej, ażeby wołanie Twoje do Boga «Daj, co rozkazujesz, a rozkazuj, co chcesz»[156], za wstawieniem się Pośredniczki naszej wysłuchanym zostało. (...) Przytułku szukać będę w Gratz, jeżeli Bóg mi pozwoli życie pokutnicze w Karmelu prowadzić. Udałem się do przewielebnego o. prowincjała (...) i otrzymałem odpowiedź przychylną”.

Przepisał potem przyjacielowi wszystkie pytania zadane mu, zgodnie z wymaganiami Stolicy Apostolskiej w stosunku do kandydatów do wszystkich zakonów przed dopuszczeniem ich do obłóczyn, i w końcu dodał: "Tymczasem choć listownie będziemy się porozumiewać, mając na widoku li-tylko istotne potrzeby dusz naszych”. Lekturą duchową Kalinowskiego były wówczas dzieła św. Teresy w przekładzie łacińskim. Czytając je, myślał także o swoim przyjacielu i gdy znalazł ustęp stosowny dla niego, przepisywał go i posyłał, lecz wrodzona delikatność nasuwała mu w tym względzie pewne skrupuły: „Wypis kilku zdań, którem Ci w liście przeszłym posłał, wywołany był dziwną trafnością i miłością zawartych w nich [myśli]i bardzo do mego i twego położenia mogących się stosować. Podobneż jeszcze jedno zdanie świętej Matki Teresy uderzyło mię, dotykając mię w moich znacznych w tej mierze uchybieniach: «Jest druga pokusa u początkujących bardzo zwyczajna, mianowicie chęć pociągnięcia wszystkich na drogę życia wysoko duchowego, skoro tylko sami zakosztują uspokojenia wewnętrznego i pożytku, jakie z niego się rodzą. Chęć ta nie jest zła, ale sposób wykonania jej może być niedobry, jeśli się tego nie czyni z wielką roztropnością i oględnością, by się snać nie zdawało, że chcemy uczyć drugich»[157]. Wskazałem Ci zaś życie św. Alojzego Gonzagi, gdyż własnym doświadczeniem sprawdziłem, jak czytanie tego żywotu, wykonywane wspólnie, jako codzienna, trwająca kwadrans rozrywka, znakomity wpływ i na mego młodego słuchacza i na mnie grzesznego wywarło”[158].

W lutym 1877 roku Kalinowski był jeszcze w Davos i prosił przyjaciela, by błagał Boga o błogosławieństwo dla niego i o wytrwanie w dobrych postanowieniach. Posiadał już Instrukcje dla nowicjuszów, napisane przez o. Jana od Jezusa i Maryi[159], generała karmelitów bosych. „Z Krakowa, bodaj czy nie z twej przyczyny (bo jeszcze dzisiaj nawet nie wiem, od kogo i z czyjej), odebrałem dwie książki, traktujące o zachowaniu się w zakonie. – Wypisuję z jednej z nich ustęp, który mię uderzył swą trafnością: «W życiu czcigodnego o. Jana od Jezusa i Maryi cierpliwość łączyła się z autorytetem. Jest to bardzo roztropnie, gdy się umie czekać i działanie pozostawi czasowi. Jakaż to strata czasu i trudu, gdy się chce wszystko samemu poprawić i niczego nie ominąć. Są ułomności silniejsze niż dłoń przełożonego i choroby groźniejsze niż wiedza lekarza, a ten, który chce działać przemocą i przywrócić zdrowie gwałtownie działającym lekarstwem, raczej o śmierć przyprawi chorego, niż go uleczy. Delikatność czcigodnego ojca w zastosowaniu tych zasad była godna podziwu. Przede wszystkim starał się rozpoznać sytuację danego człowieka i jego usposobienie, później wybierał czas właściwy, by zastosować lekarstwo, a dzięki temu rezultaty były zadziwiające.

Zdarzyło się raz, iż naznaczył pokutę nowicjuszowi, a gdy ten odmówił i poddać się nie chciał, przełożony odezwał się łagodnie: brat ten dokonał dość wielkiego poświęcenia wyrzekając się świata, nie możemy wymagać, by był doskonały od razu, ledwie tu wstąpił; nie przyobleka się tak łatwo stroju cnoty, jak habitu uszytego z sukna. Potem odwróciwszy się do obecnego tam o. Alberta rozkazał mu, by za nowicjusza winowajcę poddał się karze i jego winę odpokutował. Na ten widok wzruszony i skruszony winowajca, zalewając się łzami poddał się pokucie, mówiąc, że jest gotów na wszystko, co mu rozkażą i odtąd stał się wzorowym zakonnikiem, a Pan Bóg raczy wiedzieć, do czego byłby doszedł, gdyby jego przełożony inaczej go potraktował»[160]. Jaka stąd dla nas nauka?”[161].

W kwietniu Kalinowski był z powrotem w Paryżu i doniósł swemu przyjacielowi o chorobie o. Aleksandra Jełowickiego[162] ze zgromadzenia Zmartwychwstańców. 12 maja pisał: „Dzisiaj żałobne nabożeństwo u OO. Zmartwychwstańców za duszę śp. o. Aleksandra. Wypłacamy się modlitwą za jego tyloletnie prace. Bodaj też, że i na tamtym świecie on będzie za nami się przyczyniał modlitwami swymi!”[163]. O. Jełowicki i ojcowie: Kajsiewicz[164], Semeneńko[165], Kalinka[166], Bakanowski[167] i inni należeli do grona pierwszorzędnych mówców i historyków Polski. W drodze do Rzymu w 1876 roku o. Jełowicki zatrzymał się w Mentonie i Kalinowski miał zaszczyt służenia mu do mszy św. Taki był początek ścisłego związku  łączącego zawsze o. Rafała ze zmartwychwstańcami. (Sprawdzić i uzupełnić ten ustęp; napisać do Czernej. – dopisek autora).

Pod koniec 1877 roku Józef Kalinowski i Edward Nowakowski opuścili świat, by się wyłącznie poświęcić służbie Bożej. Pierwszy z nich, br. Rafał wstąpił do nowicjatu karmelitów bosych  w Grazu, drugi, br. Wacław udał się do kapucynów w Sędziszowie w Galicji. Bardzo uczuciowy, nie mógł przebaczyć Rosjanom krzywd wyrządzonych Polsce. Br. Rafał, który spędził wśród nich lata młodzieńcze, wszędzie zyskiwał ich szacunek i przywiązanie, nie odnosił się do narodu rosyjskiego z taką niechęcią, żałował tylko, że pozostaje w błędzie i szczerze pragnął jego nawrócenia. Obu przyjaciół łączyła gorąca miłość dla Polski i pragnienie, by zachowała na zawsze cenny skarb wiary. Dla tego pięknego celu nie zawahali się poświęcić swego życia i zapłacić za to dziesięcioletnim cierpieniem na Syberii. Teraz zrozumieli, że wszelkie wysiłki ludzkie nie mogły uratować ojczyzny i zastosowali do niej słowa Dawida: „Jeśli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”[168]. Chrystus świat zbawił przez krzyż, w krzyżu też jest zbawienie Polski. Cierpiała już wiele i cierpieć będzie, ale nie wystarczy samo cierpienie, trzeba, by ono było miłe Bogu i przez Niego przyjęte i by dusza cierpiąca była czysta i zjednoczona z Chrystusem w miłości i by mogła powiedzieć Ojcu Niebieskiemu: „Nie ja cierpię, ale Jezus cierpi we mnie”[169]. O. Rafał rozumiał to od dnia swego nawrócenia i często napomykał o tym w swych listach: „Gwałtownie nam świętych potrzeba, pisał z Syberii, bez nich niechybnie ludzkość runie”[170]. Postanowił stać się świętym i od przeszło dziesięciu lat z całym oddaniem pracował w tym kierunku; ażeby tym skuteczniej osiągnąć upragniony cel, wstąpił do nowicjatu w Grazu. Br. Wacław podzielał zdanie przyjaciela i poszedł w jego ślady. Bóg wspierał jego dobrą wolę, oczyszczał duszę w ogniu doświadczeń i wzmacniał go, dając od czasu do czasu kosztować słodyczy swej obecności. Kalinowski opuszczając świat oświadczył, że wstępuje do Karmelu jedynie dla odpokutowania za swoje grzechy[171] i myśl ta przewijała się we wszystkich jego listach z tego czasu. W świetle otrzymanym na modlitwie z obrzydzeniem patrzył na najmniejsze nawet swoje winy.

Br. Wacław pisywał do niego od czasu do czasu, lecz listy jego pozostawały długo bez odpowiedzi. „Twoje dwa listy już dawno zostały mi doręczone, lecz mogłem odpowiedzieć tylko w jeden sposób – wyryć odpowiedź w moim sercu. Dzisiaj kreślę te linie kładąc adres do Sędziszowa, gdzie spodobało się Bogu zaprowadzić Cię pod opiekę Najśw. Dziewicy i świętego założyciela Twojego zakonu. Mój drogi Bracie, piszesz mi, że być może to moje modlitwy przynoszą Ci niekiedy ulgę: moje modlitwy! Modlitwy tak wielkiego grzesznika! Mogę tylko uciekać się do zasług naszego Zbawcy, aby zechciał je użyć, by mnie obmyć z mych grzechów, a co do Ciebie, Ty potrzebujesz tylko łaski wytrwania! Codziennie, o ile oschłość mego serca mi pozwala, podczas Najśw. Ofiary polecam Cię Jezusowi”. Słowa te wskazują, że i on uginał się pod ciężarem krzyża. Pisze jeszcze: „Jest już blisko dziewięć miesięcy, odkąd przyjąłem habit zakonny. Jest to wielka łaska, że mogę go nosić, lecz trzeba mieć gorliwość o chwałę Bożą, ażeby ten habit nie był dla mnie jeszcze jednym powodem więcej do gniewu Boga za moją niewdzięczność. Wzywaj miłosierdzia Bożego w mojej intencji, mój najdroższy Bracie! Wiadomości o Józefie Wasilewskim są jeszcze jednym dowodem miłosierdzia Bożego. Exaltavit humiles[172]. Pozdrów go ode mnie i polecaj jego modlitwom oraz modlitwom jego godnej szacunku matki”.

Br. Rafałowi nie brakowało gorliwości o chwałę Bożą  i o zbawienie dusz, dowodzi tego cytowany przez nas list. Ktoś był mu winien 15 rubli, ktoś inny 20. Ponieważ wkrótce miał złożyć pierwsze śluby, po złożeniu których nie wolno już niczym rozporządzać, a obawiał się, by dług niezwrócony w przyszłym życiu nie ściągnął kary na dłużników, napisał do br. Wacława, by ich w jego imieniu poprosił o oddanie tych pieniędzy ubogiemu księdzu wygnańcowi, który żył w nędzy. „Powierzam się Twoim modlitwom; daj mi je jak jałmużnę żebrakowi. Oby święte Imię Jezusa i Panny Maryi było pochwalone”[173].

Po powrocie z Polski p.o. generał Łukasz od św. Jana od Krzyża zwołał definitorium generalne, które podjęło decyzję o reformie klasztoru w Czernej. Napisał też do prowincji belgijskiej i francuskiej prosząc o przysłanie wiosną 1880 roku zakonników. O. Józef od św. Gabriela, wikary z Czernej, w liście z 15 maja do p.m. Józefy Teresy od Niepokalanego Poczęcia[174] (Tyszkiewiczówny) podał imiona zakonników mających przybyć do Czernej. Byli to wielebni ojcowie: Bertold od św. Jakuba, wikary prowincji austriackiej, Brokard od św. Eliasza[175] z Moraw, Andrzej od św. Romualda[176] z Belgii, Fulgenty od Dziewicy Maryi[177] i Jan Baptysta od Najświętszego Serca Jezusowego z prowincji akwitańskiej oraz dwóch braci konwersów z prowincji austriackiej: Awertan od św. Józefa[178] i Tomasz od Dzieciątka Jezus[179]. Nazajutrz, 16 maja, ojcowie z Belgii i Francji przybyli do klasztoru w Linzu i tam świętowali uroczystość Zesłania Ducha Świętego. 21 maja późnym wieczorem przybyli do Czernej i pokornie pochyleni przed Najświętszym Sakramentem błagali Boskiego Mistrza o błogosławieństwo dla dzieła, które mieli podjąć dla Jego chwały. Nazajutrz przypadała sobota i pierwszym aktem zgromadzenia było odśpiewanie Mszy św. wotywnej ku czci Najświętszej Dziewicy, według pozwolenia Stolicy Apostolskiej, udzielonego całemu Zakonowi Karmelitańskiemu. Potem nowoprzybyli przywitali się z ojcami z klasztoru w Czernej, których – oprócz ojca wikarego – było czterech. Byli to wielebni ojcowie:  Onufry od św. Adriana[180], Romeusz od bł. Alojzego Rabatà[181], Cyryl od św. Wojciecha[182] i Marcin od św. Jana Ewangelisty[183]. Wszyscy oni byli bardzo dobrzy, ale z karmelitami bosymi mieli tylko wspólne imię.

O wydarzeniach następnych dni informuje nas s. Maria Ksawera z klasztoru na Łobzowie. Dnia 25 maja pisała ona do pokutnika w Raab, br. Rafała od św. o Józefa: „Błogosławmy Pana, gdyż jest dobry, miłosierny i wieczny. Radość, szczęście niewypowiedziane, nieskończona wdzięczność Bogu. Powtarzamy bez ustanku: Jakiż Bóg dobry. Jakaż bezmierna Jego łaska. Drogi Bracie, reforma w Czernej została nareszcie zaprowadzona. Co za szczęście, jaka łaska. Nasz Ojciec Generał obiecał nam w pięćdziesiątą rocznicę swej profesji zakonnej i dotrzymał słowa. O przybyciu naszych Ojców do Czernej zostałyśmy zawiadomione niezwłocznie, później zaś nasz Ojciec Prowincjał doniósł nam listownie o dniu i godzinie przybycia swego do Krakowa wraz z Ojcem Andrzejem. Mój brat Stanisław stracił właśnie teściową[184], mimo to pośpieszył na dworzec wraz ze swym szwagrem Brzozowskim oraz panami Wysockim i Aleksandrem Chodkiewiczem, by powitać naszych Ojców. Wysocki znał już naszego Ojca Prowincjała, któremu towarzyszył wraz z mym bratem Tadeuszem. Moi bracia znali również Ojca Andrzeja, widzieli go w Poznaniu w dniu, w którym wstąpiłam do Karmelu i na Wesołej, gdym składała profesję. Nazajutrz, o godzinie szóstej rano oczekiwałyśmy na Mszę świętą Ojca Andrzeja i na Mszy świętej zakonnej otrzymałyśmy wszystkie Komunię świętą z ręki naszego Ojca Prowincjała. Przy końcu obiadu Nasza Matka zawiadomiła nas, że Ojcowie z Czernej przybyli także i pośpieszyłyśmy wszystkie do rozmównicy. Mury pokryte były zielenią. Na honorowym miejscu umieszczony był obraz Najświętszego Serca, któremu Prowincja jest poświęcona, wokoło zaś wszystkie obietnice uczynione Błogosławionej Małgorzacie Marii. Na przeciwnej ścianie zawieszony obraz naszej Matki Świętej Teresy i otoczony gwiazdami, a każda z nich zawierała imię jednego z naszych Ojców, Ojciec Józef miał także swoją gwiazdę, bo zawdzięczamy mu wiele, pragnął bowiem bardzo przybycia naszych Ojców i z niezmordowanym zapałem przygotował wszystko, czego było potrzeba. Gdyśmy już wszystkie zgromadzone były w rozmównicy, nasz Ojciec Prowincjał odezwał się do niego z uśmiechem: «Ojcze Józefie, jeszcze jesteś wikarym w Czernej, zechciej przedstawić Ojców». Nasz dobry Ojciec siedział pośrodku wszystkich i cieszył się naszym szczęściem. Uklękłyśmy wszystkie dziękując naszym Ojcom, że zechcieli łaskawie przybyć do Polski, by przeprowadzić w Czernej reformę, której pragnęłyśmy już od dawna. Obecność Ojca Andrzeja szczególniej nas cieszyła. Moi bracia kochali go bardzo i ktokolwiek go kiedy widział, nie mógł już go zapomnieć. Świątobliwość i prostota świeciły z jego twarzy, a co za nauka, co za wiedza. Uważałyśmy sobie za największą łaskę możność pomówienia z nim o sprawach duchowych.

Potem wszyscy ojcowie udali się do biskupa, by z rąk jego otrzymać błogosławieństwo; przyjął ich łaskawie i długo z nimi rozmawiał. Ojcowie z Francji zwiedzili także katedrę i groby naszych królów; Kraków podobał im się bardzo. Nazajutrz nasz Ojciec Prowincjał odprawił Mszę św. w klasztorze przy Wesołej; o. Andrzej odprawił ją na Łobzowie i z rąk jego otrzymałyśmy świętą Komunię. O, Drogi Bracie, cóż to za szczęście być w Karmelu, a szczęście to potęguje się z dnia na dzień. Jakiż Bóg dobry. Niech Brat modli się za nas wszystkich, zwłaszcza za Czerną. Prawda, jaki Bóg dobry, że powołał nas do Karmelu? Siostra Maria Ksawera od Jezusa”[185].

Zbliżał się jubileusz o. generała. Zgromadzenie na Łobzowie skorzystało z tej sposobności, by raz jeszcze wyrazić dobremu ojcu uczucia wdzięczności za łaskę otrzymaną od niego. Przyjaciele Karmelu uczynili to samo wspólnym listem, który podpisali: hrabina Zofia Mostowska, hrabina Wacława Bnińska[186], księżna Cecylia Lubomirska, hrabia Zamoyski, hrabia Aleksander Chodkiewicz, księżna Marcelina [z książąt Radziwiłłów] Czartoryska, hrabina Stefania Bnińska[187], hrabia Stefan Zamoyski, hrabina Józefa [z Szaszkiewiczów] Chodkiewiczowa, księżna Maria [z hr. Zamoyskich] Lubomirska, hrabia Stanisław Grocholski[188], hrabina Wanda [z hr. Zamoyskich Stanisławowa] Grocholska, hrabina Zofia [z hr. Zamoyskich] Tarnowska, Helena Brzozowska, z domu hrabianka Grocholska[189].

Klasztory w Austro-Węgrzech, do których przyłączono w roku 1875 klasztor w Czernej, nie były jeszcze zorganizowane w prowincję i w.o. Bertold od św. Jakuba, który zarządzał nimi jako wikary prowincjalny, został mianowany 19 kwietnia 1880 roku przeorem w Czernej i zobowiązany przez o. generała do zaprowadzenia tam reformy. 1 czerwca, w pierwszy dzień miesiąca poświęconego Najświętszemu Sercu Jezusa, do którego miał szczególne nabożeństwo, zgromadził on w chórze wszystkich, tak ojców Polaków, jak i nowoprzybyłych i zwrócił się do nich w następujących słowach:

„Wielebni ojcowie i drodzy bracia! Nie mam bynajmniej zamiaru wygłaszać długiego kazania, chcę tylko powiedzieć parę słów o celu aktu, który nas tu zgromadził. Przybyliśmy tu z daleka, z obcych krajów, nie z własnej woli, nie z ciekawości, nie dla rozrywki, lecz wyznaczeni i przysłani przez naszego P.O. Generała, a więc wiedzeni świętym posłuszeństwem. A w jakim celu? Może, aby zająć ten klasztor i wyciągnąć z niego jakieś korzyści? Bynajmniej. Przybyliśmy, by pomóc wielebnym ojcom Polakom, ażeby jedyny klasztor, jaki pozostał z dawnej i znakomitej prowincji Królestwa Polskiego nie upadł, lecz zachował się i aby Zakon Najświętszej Dziewicy Maryi, szczególniejszej Patronki Polski, przy pomocy Bożej zakwitnął na nowo i rozwinął się.

Aby tak się stać mogło, trzeba otworzyć nowicjat dla Polaków. Wielebni ojcowie Polacy tego z pewnością pragną, o to wielokrotnie prosili i takie jest również dzisiaj ich życzenie. Tego życzy sobie również dostojny ksiądz biskup, taką jest intencja przełożonych wyższych i definitorium generalnego. Zgodnie jednak z postanowieniami Stolicy Apostolskiej, pozwolenia na otwarcie nowicjatu może udzielić tylko Święta Kongregacja do Spraw Zakonnych, ta zaś pozwala na otwarcie nowicjatu tylko w takim klasztorze, w którym karność zakonna, to jest Reguła i Konstytucje są ściśle zachowywane.

Z powodu śmierci wielu zakonników, klasztor w Czernej stał się zwykłym wikariatem, przede wszystkim należało więc zwiększyć ich liczbę, aby ponownie został przeoratem. Dlatego nasz p.o. generał przysłał tu z pomocą zakonników z innych prowincji, naznaczył przeora, a definitorium generalne wybierze podprzeora i magistra nowicjuszów. Z tego, wielebni ojcowie, możecie się przekonać, że nasi przełożeni uczynili wszystko, co w tej chwili można było zrobić, od nas zaś zależy, od naszej współpracy i pomocy, aby została przywrócona w klasztorze karność zakonna. Gdy to się stanie, nasz o. generał uzyska od Świętej Kongregacji dekret erygujący w klasztorze nowicjat.

Jeżeli więc, wielebni ojcowie i drodzy bracia, tego naprawdę pragniemy, przy pomocy łaski Bożej powinniśmy dołożyć wszelkich starań, by żyć zgodnie z prawem zakonnym. Taki jest cel naszego powołania zakonnego, to uroczyście ślubowaliśmy Bogu i Najświętszej Dziewicy w dniu naszej profesji, w ten sposób wypełnimy obowiązki naszego stanu i naszego powołania i osiągniemy doskonałość, do której jesteśmy powołani, zapewniając duszom naszym zbawienie, a w godzinie śmierci naszej Bóg zawsze wierny w swych obietnicach udzieli nam pokoju i koronę wiecznej chwały. Błagajmy więc miłosiernego Boga, by nas wspierał, a na pewno nie odmówi nam swojej pomocy. Bądźmy mężni, abyśmy mogli dokonać dzieła, dla którego zostaliśmy powołani i zgromadzeni tutaj. Nie obawiajmy się sideł i zasadzek złośliwego wroga, bo czujnością i wytrwałością w modlitwie zwyciężymy go. Nie lękajmy się również naszej niestałości. Bóg nam pomoże i to, co nasi poprzednicy, wspierani łaską Boską, wykonać zdołali i my także, z pomocą łaski Bożej dokonamy.

Niech nas nie napełniają trwogą pokusy nieuzasadnionych lęków. «Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują (Epist. S. Jac. 1, 12) ». Kochajmy więc Boga i kochajmy się wzajemnie, szczerze, bez obłudy, a wszystko pójdzie dobrze.

W tym tygodniu będziemy obchodzić święto Serca Jezusowego, któremu się uroczyście poświęciliśmy. Odnówmy to poświęcenie i ofiarujmy Boskiemu Sercu swoje serca przez wewnętrzne odnowienie swoich ślubów, prosząc je usilnie, aby nasze serca oczyściło, rozpaliło, umocniło i utwierdziło w swojej miłości.

Niech się tak stanie przez zasługi i za wstawiennictwem Najświętszej Dziewicy Maryi, św. naszego Ojca Józefa, opiekuna naszego Zakonu, za wstawiennictwem św. Ojca Eliasza, patrona tego klasztoru, św. Matki naszej Teresy i innych świętych naszego Zakonu. Amen”[190].

W piątek, 4 czerwca, w święto Serca Jezusowego, nowy przeor w czasie medytacji odprawił Mszę św. w chórze o Boże błogosławieństwo dla zgromadzenia. Po Mszy św. poświęcił zgromadzenie Najświętszemu Sercu, ku któremu żywił szczególną cześć i nabożeństwo i starał się je wpoić wszystkim zakonnikom swoim słowem i przykładem; sam był wzorem dobroci i łagodności. Jeden z ojców polskich, o. Cyryl Gawroński, powiedział o nim w czasie rekreacji: „Oto prawdziwy ojciec”. Inni również otaczali go szacunkiem i poważaniem.

11 czerwca Święta Kongregacja dokonała erekcji nowicjatu w klasztorze czerneńskim, a definitorium generalne wybrało o. Brokarda od św. Eliasza podprzeorem i magistrem nowicjuszów. Urodzony na Morawach, rozumiał po polsku, a będąc przez kilka lat z br. Rafałem w Raab miał sposobność mówienia po polsku. 15 tm. Jego Ekscelencja bp Dunajewski z Krakowa, brat ministra cesarza Franciszka Józefa, rewizytował zgromadzenie w Czernej za wizytę złożoną mu 24 maja. Zwiedził klasztor, kościół, chór, był w kilku celach, z ojcowską prawdziwie troskliwością pytał o sprawy zakonników, dowiadywał się, czy nowo przybyli do Polski są zadowoleni, czy przyzwyczaili się do zmiany pożywienia? Wszyscy odpowiadali twierdząco, bo naprawdę czuli się dobrze i szczęśliwi w Czernej; biskup bardzo zadowolony odjechał do Krakowa.

2 lipca Jego Ekscelencja abp warszawski Feliński[191], od przeszło dwudziestu lat przebywający na wygnaniu, pisał z Jarosławia do w. m. Ksawery w klasztorze na Łobzowie: „Otrzymałem Wasz długi list. Stokrotnie dziękuję za zgotowaną mi radość duchową, radość tak rzadką niestety w obecnym czasie. Reforma w Czernej to fakt tak niezwykłej doniosłości, że stanie się zaiste epokowym zdarzeniem w kronice życia religijnego w Polsce. Wprawdzie nie znam stanu i położenia klasztorów męskich w Małopolsce, lecz sądząc rzeczy według upadku, ku któremu zmierzają klasztory w dzielnicach kraju, które są mi znane, stan ten przedstawia się rzeczywiście wcale niepocieszająco.

Gdy przed przeszło dwudziestu laty o. generał dominikanów wysłał do Rosji jednego z zakonników w celu zreformowania istniejących tam jeszcze klasztorów, wysłannik ów widząc bezużyteczność swych wysiłków rzekł, jak gdyby duchem proroczym tknięty, że wkrótce karzący palec Boży zniszczy te niewierne powołania swego zgromadzenia i ledwie upłynęło lat kilka, a okrutna przepowiednia spełniła się. Ten, który jest nie tylko sprawiedliwy, ale i miłosierny, cofa swój gniew, bo chętnie dźwiga z upadku i pyłu tych, co uznając swe winy pragną wejść na drogę prawą. Zasłużony gniew Boży wisiał nad nami, nasze nieposłuszeństwo i niedbalstwo stały się jego powodem, lecz ledwie zabłysła jakaś iskierka żalu i chęć pokuty, natychmiast miłosierdzie Bożej Opatrzności sprawia, iż z popiołów powstaje feniks ożywiony duchem i pełen sił.

Niekorzystne są warunki, w których się znajdujemy, trudno więc jest mimo najlepszych chęci podnieść się, ale może Pan Bóg pozwoli, że Galicja stanie się szkołą duchową Polski, z której czasem i my korzystać będziemy. Uczyniono już w tym celu wiele, da Bóg, że ten dobry początek będzie zadatkiem przyszłego powodzenia. Gdybyż raczył w miłosierdziu swoim pobłogosławić ten początek, by przy pomocy jego łaski ten mały kamyczek rzucony ze szczytu góry wyrósł w skałę olbrzymią, która by zmiażdżyła straszny cierń bezbożności. Amen. Amen.

Polecam Was, Drogie Siostry i całe wasze święte Zgromadzenie łasce Bożej, opiece i błogosławieństwu waszego Świętego Oblubieńca.

Wy także módlcie się za mnie. Wasz oddany sługa F. Feliński”[192].

Kilka lat później w.m. Maria Ksawera pisała: „Kiedy wracał z wygnania z Jarosławia po 20 latach i przejeżdżał arcybiskup Feliński przez Krzeszowice, dałyśmy znać naszym Ojcom, którzy wszyscy z Czernej wyszli na spotkanie ks. Arcybiskupa i na uproszenie błogosławieństwa. Mówił nam później ten wyznawca wiary świętej w rozmownicy, jak bardzo był wzruszony taką oznaką współczucia naszych Ojców i że na świątobliwych pustelników wyglądali wszyscy, byli bosi, w białych płaszczach, już nie z tej ziemi!”[193].

Jednakże nie wszyscy ojcowie Polacy w Czernej przyjęli reformę. Trzech spośród nich, nie ufając swym siłom, poprosiło o sekularyzację, czwarty[194] poszedł w ich ślady nieco później. Bp Dunajewski zatrudnił ich w parafiach swojej diecezji. Pozostał jeszcze w.o. Onufry od św. Adriana, który liczył już pięćdziesiąt lat profesji i umarł w następnym roku. Zastąpili ich zakonnicy bardzo gorliwi: w.o. Adrian Maria od św. Józefa[195] z prowincji awiniońskiej, Bartłomiej od św. Teresy z prowincji akwitańskiej i Franciszek Ksawery od Najśw. Serc Jezusa i Maryi, który złożył profesję w nowicjacie w Grazu. Dwaj pierwsi byli silną podporą obserwancji w Czernej, trzeci szesnaście lat pracował na kazalnicy i w konfesjonale, tępiąc grzechy, wyrywając z korzeniem występki i siejąc w duszach ziarno cnót wszelkich.

Od ponad stu lat życie religijne jakby zamarło. Spowiadano się rzadko, zwykle w czasie Adwentu, Wielkiego Postu i w czasie odpustu parafialnego, lecz wówczas natłok wiernych był tak wielki, że spowiednicy mówili penitentom tylko to, co najkonieczniejsze i penitenci odchodzili od konfesjonału bez potrzebnej nauki. Tego rodzaju spowiedź małą przynosiła korzyść i jeżeli spowiadający się był źle przygotowany, była raczej szkodliwą, niż użyteczną. Kiedy się dowiedziano, że w Czernej jest spowiednik, który spowiada całymi dniami, w każdej chwili do dyspozycji wiernych, konfesjonał jego był stale oblężony. Z Galicji zachodniej, Śląska i z Królestwa Polskiego przybywali wierni, by u jego stóp złożyć wszystko to, co obciążało ich sumienie, by powtórzyć spowiedzi źle odbyte i nauczyć się, jak żyć po chrześcijańsku i pobożnie. Tak rozpoczął się napływ wiernych do Czernej, który z biegiem lat do tego stopnia się nasilił, że później, w dniach wzmożonego natłoku, sześciu ojców ledwie podołać mogło spowiadając od godziny piątej rano do siódmej wieczorem, spędzając w konfesjonale cały wolny czas poza aktami wspólnymi.

Po latach to samo powtórzyło się w Wadowicach i w Krakowie. Pan Bóg błogosławił pracy tych, którzy Mu służyli z zaparciem się siebie i z gorliwością w duchu swojego zakonu. Karmelici bosi w razie potrzeby mogą głosić również misje parafialne, z zasady jednak pracują przede wszystkim we własnych kościołach, aby mogli w oznaczonym przez Konstytucję czasie uczestniczyć w aktach wspólnych zgromadzenia, gdyż właśnie wierność karności zakonnej ściąga błogosławieństwo z nieba dla ich posługi duszpasterskiej.

W ciągu pierwszego roku o. Franciszek Ksawery pracował sam; o. Kazimierz, zgodnie z  Konstytucjami (cz. 2, rozdz. 8, nr 3 i 5), musiał jeszcze rok pozostać w nowicjacie, br. Rafał nie ukończył jeszcze teologii i cały rok miał pozostać w Raab. Pan Bóg chciał dokonać oczyszczenia jego duszy, by przygotować ją do przyjęcia łask potrzebnych, by dobrze mógł wypełnić zadanie oczekujące go w Polsce. W czasie nowicjatu doświadczył go Bóg zabierając mu najdroższe na świecie istoty – ojca i siostrę[196], w Raab zesłał nań chorobę. W roku 1881, podobnie jak w roku 1879,  z prób i doświadczeń wyszedł zwycięsko, zawsze wierny i zdany na wolę Bożą, zawsze silny i wspaniałomyślny.

W lecie pisał do swego brata Gabriela: „(...) klimat tutejszy mi nie służy i jeżeli go zmuszony jestem do czasu znosić, przyjmuję to z ręki Boga, poddając się Jego świętej woli. Muszę dodać, że wiosnę mieliśmy tu szkaradną; zapadłem mocno na zdrowiu, ale uciekając się do pomocy Boskiej, nie poddałem się chorobie. Kiedy o. przeor[197] pytał mię, co by mogło mi pomóc, wiedząc, że pomoc żadna, póki przyczyna się nie usunie, odpowiedziałem, że jedyny dla mnie ratunek – a jest nim cierpliwość. I rzeczywiście, chociaż o. przeor i inni przełożeni żadnych by starań nie zaniedbali, próżne byłyby ich tylko troski. – A zresztą cierpienie jest to dola wszystkich nas tak na świecie, jak za klasztorną kratą, z tą różnicą, że Wy macie obowiązki i troski o otoczenie, z obowiązku też sumienia musicie wszelkich środków do utrzymania zdrowia nie zaniedbywać, my zaś wolni od wielu ciężarów, któremiście na świecie obarczeni, jesteśmy w stanie pełnić i przy słabości zdrowia obowiązki stanu naszego, kierując się wprawdzie roztropnością, ażeby nie nad miarę przebrać, a przede wszystkim poddając się woli przełożonych przez śluby posłuszeństwa”.

W czasie gdy br. Rafał pisał ten list, klasztor w Raab poniósł wielką stratę z powodu śmierci o. Hieronima od św. Eliasza[198], który był podprzeorem w roku 1878, gdy br. Rafał przybył do Grazu i zarazem jego pierwszym magistrem. W przytoczonym liście czytamy o tym ojcu: „Przed miesiącem straciliśmy jednego z ojców naszego klasztoru; krótki nekrolog, przygotowany do jednego z pism katolickich we Francji[199], pozwolono mi przełożyć na mowę naszą rodzinną. – Chętnie tego się podejmuję, może niejeden z czytelników za duszę nieboszczyka westchnie, a nadto ten nekrolog jest żywym wyrazem życia zakonnika, może więc da Bóg, że się w kimkolwiek obudzi powołanie do zakonu, gdyż bardzo, a bardzo ubodzy jesteśmy: śmierć chwyta, ale szranki opróżnione nieprędko dają się zapełnić”.

Br. Rafał był stale i wyłącznie zatroskany o dobro dusz i przy każdej sposobności dawał tego dowody. Marian Kwiatkowski, jego wychowanek z czasów pobytu na Syberii, którym kierował z prawdziwie ojcowską troskliwością, przy wydatnej i szlachetnej pomocy materialnej hrabiego Romana Bnińskiego[200], ukończył studia i został inżynierem w Wieliczce pod Krakowem. W tym czasie miał odwiedzić br. Rafała jego brat, Gabriel, w związku z tym pisał do niego: „Zapewne w Krakowie odwiedzisz hr. Romana, otóż od niego albo od ojca Wacława dowiesz się łatwo, czy bawi dotąd w Wieliczce Marian Kwiatkowski, inżynier prywatny. Jeżelibyś był razem w Wieliczce dla zwiedzenia kopalni solnych, to postaraj się przez Mariana ułatwić sobie to zwiedzenie. Samego zaś Mariana uściśnij najczulej ode mnie, powiedz mu, że list jego odebrałem, że bardzo i bardzo cieszy mię jego do pracy gotowość czynna i roztropna. Niech będzie przekonanym, że pracę jego Bóg przez ludzi wesprze i będzie mu błogosławił. Zresztą zapewne znane mu przysłowie: «Kto z Bogiem, to i Bóg z nim» – i drugie: «Pracuj śmiało i wytrwało, a przyjaciel pomoc da»”.

Szczególnie na sercu leżało mu dobro duchowe Gabriela, dlatego radzi mu, by w czasie pobytu w Krakowie komunikował u kapucynów, gdzie może spotkać się z o. Wacławem, lub u jezuitów na Wesołej, gdzie studiuje jego wychowanek z Syberii, br. Józef Wasilewski. Br. Rafał miał jeszcze siostrę Emilię: „Nie zapomnij napisać do Mici o Jubileuszu, który trwa do końca miesiąca października; odpust zupełny (...) Wszystkim a wszystkim z rodziny, również pani Ludwice[201] i Karolinie[202] prośba o pamięć i modlitwę za mnie grzesznego”[203].

Młody człowiek[204], którego bardzo lubił i utrzymywał z nim zażyłe stosunki, napisał do niego list z Rygi z prośbą o radę. Br. Rafał odpisał mu krótko, na połówce arkusza papieru, zgodnie ze zwyczajem zakonnym: „Jurasiu drogi! Choć kilka wyrazów w odpowiedzi na twój list. O sobie nie będę pisał, gdyż w moim stanie żadna różnica nie zaszła. Ty się zaś martwisz, jak piszesz, stanem twych nerwów; na te uparte nerwy najlepszy ratunek parę razy na dzień odbyć rachunek sumienia i jak się spostrzeże uchybienie, pokutę sobie drobniuchną zadać. Św. Ignacy Loyola tyle razy wieczorem siebie biczował, ile razy w ciągu dnia śmiechem wybuchał. Na wybuchy nerwów możesz użyć środka łagodniejszego, ale go jednak, jakkolwiek on będzie drobnym, nie zaniedbywać. (...) Bardzo być może, że przypuszczenie o uspokojeniu się twej drażliwości chyba w grobie, jest uzasadnione. Św. Franciszek Salezy miał też podobną próbę do wytrzymania przez liczne lata, co mu nie przeszkodziło wyjść zwycięzcą i świętym zostać, a przy całej swej skłonności do popędliwości w obejściu się swoim urok łagodności zachować. Ruszaj zatem w jego ślady. Co zaś do świetnej przyszłości, Jurasiu mój drogi, i nie marz nawet o niej; na ziemi jej nie znajdziesz. Hic labor unus meus, ne te offendam, Deus. Co znaczy: «Całe moje staranie, bym Cię nie obrażał, Boże! »”. W zakończeniu listu pisał: „Jak się mój chrzestny syn, Józio, hoduje? – Niech mu Bóg błogosławi”[205].

Chodzi o Józefa Rychlewicza, urodzonego w roku 1863, w tym samym dniu, w którym jego ojciec Jan Rychlewicz[206] wyruszył w drogę na Sybir, gdzie musiał dziesięć lat pokutować i cierpieć za swą miłość i oddanie dla Polski i świętego Kościoła. Józef Kalinowski trzymał dziecko do chrztu, dał mu swoje imię i darzył prawdziwie ojcowskim przywiązaniem. Józef i Jerzy byli ciotecznymi braćmi, ich matki[207] były córkami hrabiego Wawrzyńca Puttkamera, marszałka szlachty, który dzięki swemu oddaniu dla sprawy ludu zyskał miano „marszałka chłopów”, i Marii Wereszczakówny, Maryli z poezji Mickiewicza.

Wkrótce upłyną trzy lata jak br. Rafał został karmelitą bosym; za kilka tygodni złoży śluby uroczyste i poświęci się służbie Bożej nieodwołalnie, niedługo potem nadejdzie chwila święceń kapłańskich i te najważniejsze sprawy jego życia zajmą wszystkie jego myśli. Pełen żywej wiary i głębokiej pokory zdaje sobie sprawę z wielkiej łaski, która go czeka, a zarazem odczuwa swą słabość i niedoskonałość wobec czekającej go wielkiej i zaszczytnej godności kapłańskiej. Przygotowuje się do niej z całą, na jaką go stać, pilnością i prosi swych przyjaciół o pomoc. 1 października 1881 roku pisał do o. Wacława[208], najserdeczniejszego swego przyjaciela:

„W końcu miesiąca listopada mam złożyć śluby uroczyste, a w miesiącu grudniu, jeżeli Bogu w miłosierdziu swoim będzie się podobało dać mi potrzebne zdrowie duszy i ciała, mam przyjąć święcenia. Obecnie więc ostatecznie wypada mi wszelkie możebne ciężary zrzucić. (...) Z drugiej strony naprawdę ja też jestem twoim dłużnikiem; prosiłem Cię przed kilku laty o przysłanie mi jednego pisma periodycznego[209] w języku włoskim; ja Ci w zamian posłałem inną książkę, ale bodaj mniejszej wartości. – Co rozkażesz mi uczynić obecnie? Mój drogi i drogi o. Wacławie! módl się za mnie, abym godnie duszę przygotował do tych ważnych aktów, które mię czekają. Oby Bóg łaskawy chciał przekształcić duszę moją! Wielebnemu br. Józefowi[210] [Wasilewskiemu] i jego matce polecaj mnie, a chociażby i wszystkim innym twoim ojcom i zgromadzeniu, którego br. Józef jest towarzyszem. Im więcej, tym lepiej, w tym razie mogę być chciwym. – Romanowi [Bnińskiemu] i pani hrabinie[211] złóż uczucia szacunku i poważania. Pozdrów Mariana[212] [Kwiatkowskiego], jeżeli do Ciebie zawita. Polecając Cię Przenajświętszemu Sercu Jezusa i Maryi, sam o wzajemneć polecenie proszę Cię (...)”[213]

Przew. m. Maria Ksawera dostarczyła dalszego ciągu naszego opowiadania, wyjątku z kroniki klasztornej na Łobzowie. „Przybycie naszego Ojca Bartolda z ...?  bratem Rafałem. Nie znałyśmy go jeszcze. Wielka radość. Obie z Matką Teresą długo rozmawiałyśmy z nim przy kracie. Ojciec Bertold miał jakąś sprawę do załatwienia w mieście i zostawił go u nas samego, gdy powrócił, cieszył się naszą radością, wiedział bowiem dobrze, ileśmy się modliły i pracowały, by zdobyć dla Zakonu tak świątobliwego zakonnika[214].”

Pierwsze spotkanie z br. Rafałem wywarło na karmelitankach jak najlepsze wrażenie. Oto jak go opisała m. Teresa[215] w liście do o. generała z początku 1882 roku: „Nasz br. Rafał przyjechał z Raab do Czernej. Odwiedził nas z naszym o. prowincjałem, o. Bertoldem. Przeszedł on wszelkie nasze nadzieje przez swą cnotę, swą zakonność, miłą skromność, której towarzyszy tyle wesołości i prostoty. Prawdziwym jest ideałem świątobliwego zakonnika. [W piątek, 6 (stycznia) biskup wyświęcił go na subdiakona, 8 (stycznia) na diakona i 15 (stycznia), w dzień Imienia Jezus, na księdza. Nie wiemy jeszcze, kiedy odprawi pierwszą Mszę świętą, ale Wasza Wielebność może sobie wyobrazić naszą radość.] Mówi po francusku (à ravir) zachwycająco! Wszyscy go kochają. Niech nasz Ojciec i wszyscy ojcowie modlą się za niego w tych dniach!”[216].

Matka Maria Ksawera przepisała w tym samym miejscu list swej szwagierki Izy Działyńskiej[217], córki księcia Adama Czartoryskiego[218]. Była to odpowiedź na list zawiadamiający ją o reformie w Czernej. „Twój list był dla mnie wielką uciechą. Myśl, że to, co pragnęłaś z takim zapałem i wytrwałością, teraz już jest w całej swej egzystencji, wielką mi sprawia radość, myśląc o tej radości, którą odczuwasz. To prawdziwie wielkie i piękne dzieło, które się teraz uskuteczniło, a które przyniesie błogosławieństwo Krajowi, zawdzięcza się ono waszym usiłowaniom i modlitwom”[219].

Zapomniała, pisząc te słowa, że to przecież ona pierwsza odkryła, że Kalinowski, dzięki swoim zaletom jest najlepszym kandydatem na świętego zakonnika i pisała o tym w liście do karmelitanek, który on sam im doręczył: „Osoba, która ci odda ten list, może jest tą, którą szukamy”[220].

P.o. generał tak odpowiedział na list wyżej przytoczony: „Z wielką radością otrzymałem dobre wiadomości, które mi dajecie o gorliwym bracie Rafale, który w przyszłą niedzielę będzie wyświęconym na kapłana. Jestem pewnym, że będzie doskonałym zakonnikiem, dobrze go poznałem, kiedy wizytę odbyłem w Raab, gdzie był wtedy studentem, i mam nadzieję, że będzie bardzo użytecznym zakonowi”[221].

Biorąc udział w uroczystościach święceń kapłańskich, opis tychże posłaliśmy do redakcji „Annales du Carmel”, które zamieściły je w numerze marcowym z 1882 roku. Nic więcej nie mamy w tej kwestii do powiedzenia i powtarzamy go tutaj dosłownie:

„(...) Bp Dunajewski, ordynariusz krakowski, zawsze dla nas bardzo życzliwy, postanowił nie zwlekać z udzieleniem br. Rafałowi święceń kapłańskich. W uroczystość Objawienia Pańskiego wyświęcił go na subdiakona, kilka dni później na diakona, a w najbliższą niedzielę [15 stycznia], nie lękając się surowego mrozu, przyjechał do Czernej, aby w obecności współbraci zakonnych i licznych przyjaciół wyświęcić go na kapłana. Około godziny dziewiątej zgromadzenie klasztorne przywitało biskupa w drzwiach kościoła. Bezpośrednio potem rozpoczęła się Msza święceń kapłańskich.

Mieszkańcy Czernej i okolicy, powiadomieni o uroczystości, zgromadzili się bardzo licznie, Polacy bowiem chętnie i tłumnie uczestniczą we wszelkich uroczystościach religijnych. Niestety doznali przykrego zawodu. Nasz bowiem kościół, który zwyczajnie wystarcza, w tym przypadku okazał się stanowczo zbyt mały, by pomieścić wszystkich. Wśród uczestników uroczystości na pierwszym miejscu należy wymienić: pana Gabriela Kalinowskiego, brata przyszłego kapłana, hrabiego Aleksandra Chodkiewicza, przyjaciela zakonu, miejscowego proboszcza, starostę, ks. Antowskiego[222], tajnego szambelana Jego Świątobliwości, proboszcza i równocześnie dziekana z Rudawy, kanonika honorowego. Towarzystwo Jezusowe, związane z Karmelem w Polsce, podobnie jak w innych krajach, reprezentował rektor z Krakowa. Byli także: hrabia Roman Bniński (Nota: W tym samym dniu, kiedy piszę te słowa, siostra hrabiego otrzymała habit karmelitański w klasztorze na Łobzowie z rąk biskupa krakowskiego. Odtąd będzie się nazywała s. Maria Teresa od Jezusa[223].), ojciec kapucyn[224] i jeszcze jeden jezuita[225] – wszyscy trzej szczególnie zaprzyjaźnieni z o. Rafałem, a ponadto byli jego współtowarzyszami na wygnaniu.(...)

Msza święta zakończyła się wspólnym odczytaniem ostatniej Ewangelii przez biskupa i nowego kapłana. Nieco później duchowieństwo, zakonnicy i przyjaciele biorący udział w uroczystości święceń zostali zaproszeni na obiad z ks. biskupem. Pod koniec obiadu nasz o. prowincjał zwrócił się do biskupa w następujących słowach:

«Dostojny i czcigodny Księże Biskupie! Niech mi będzie wolno w kilku słowach wyrazić Księdzu Biskupowi wyrazy głębokiej wdzięczności w imieniu własnym i moich współbraci. Dzięki łasce Bożej i troskliwej pomocy Waszej Ekscelencji w tym klasztorze została odnowiona karność zakonna. Oprócz wielu innych znaków życzliwości dla tego zgromadzenia, zaszczycił nas dzisiaj Ksiądz Biskup swoją miłą obecnością i udzieleniem w naszej obecności święceń kapłańskich jednemu z naszych współbraci. Za wszystkie te dobrodziejstwa składam Waszej Ekscelencji serdeczne podziękowanie w imieniu własnym i w imieniu moich zakonników. Proszę równocześnie, abyś zechciał otaczać nas dalej swoją ojcowską życzliwością, my zaś ze swojej strony obiecujemy codziennie modlić się gorąco do Boga, abyś mógł jeszcze przez długie lata swoją pasterską gorliwością służyć diecezji krakowskiej, aby Ci udzielał obficie światła i siły koniecznych do dźwigania obowiązków biskupich. A ponieważ obecność Księdza Biskupa napełnia radością nie tylko zakonników, ale również naszych dostojnych gości, niech mi wolno będzie zaprosić wszystkich tu obecnych do wspólnego okrzyku: Niech żyje czcigodny i kochany Ksiądz Biskup! ». I wszyscy jednym głosem krzyknęli: Niech żyje Ksiądz Biskup!

Jego Ekscelencja odpowiedział w tych słowach: «Mój wielebny Ojcze Prowincjale i wszyscy moi Wielebni Ojcowie! Od młodzieńczych lat bardzo kochałem zakonników i zawsze z przyjemnością spotykam się z nimi. Dzisiaj jednak jestem szczególnie szczęśliwy, że jestem tutaj, w tej wspólnocie, która ceni sobie karność zakonną i w której panuje doskonała miłość braterska. Zawsze będę was kochał, zawsze będę interesował się waszym życiem i zawsze będą wam życzył, aby wasz zakon się szybko rozwijał zarówno w mojej diecezji, jak w całej Polsce»”[226].

Pragnienia naszego biskupa są także naszymi pragnieniami i od nas zależy ich realizacja. Nasze zgromadzenie liczyło wówczas 19 zakonników, w tym 11 ojców konwentualnych, z których dwóch było Austriakami, trzech Polakami, dwóch Belgami i dwóch Francuzami. Od roku 1880 nasz klasztor jest nowicjatem i w pierwszą niedzielę Adwentu, 28 listopada tego roku habit zakonny otrzymał pierwszy nowicjusz. Również w pierwszą niedzielę Adwentu i 28 listopada św. Jan od Krzyża położył fundamenty naszej reformy w małym klasztorze w Duruelo. W przypadkowej zbieżności tych dat widzimy dobrą wróżbę dla Karmelu w Polsce. Obecnie mamy sześciu nowicjuszów; mamy nadzieję, że wkrótce będzie ich dziewięciu: czterech chorystów i pięciu braci konwersów.

Oprócz klasztoru w Czernej, mamy w Krakowie dwa klasztory karmelitanek bosych: na Wesołej i na Łobzowie, oba pod jurysdykcją zakonu. Klasztor na Wesołej pochodzi z 1612[227] roku i jest kolebką karmelitanek w Polsce, łobzowski natomiast istnieje zaledwie od kilku lat; powstał on w 1875 roku i jest fundacją braci s. Marii Ksawery dla sióstr wydalonych z Poznania. Oba te klasztory żyją w doskonałej karności zakonnej i są podziwiane przez wszystkich za ich gorliwość o chwałę Bożą, zbawienie dusz i dobro naszego świętego zakonu. Jeżeli mogliśmy podjąć odnowę klasztoru w Czernej, stało się to dzięki ich żarliwym modlitwom, których jesteśmy dłużnikami. One są naszą siłą i naszym wsparciem.

Bohater uroczystości 15 stycznia nie był ostatnim, który to przyznawał: «Moje powołanie do Karmelu, owoc szczęśliwych zmagań, jakie dla chwały Boskiego Mistrza przeżyłem, łaska moich ślubów zakonnych, łaska święceń kapłańskich, wszystko to przypisuję modlitwie wstawienniczej tych dusz, które ożywione chrześcijańską miłością, ofiarowały Panu w mojej intencji tyle Komunii świętych i innych uczynków pobożnych. Akty te, podobnie jak imiona osób, których były dziełem, są zapisane w Najświętszych Sercach Jezusa i Maryi; tam pewnego dnia ujrzą światło dzienne»”[228].

 

 

Rozdział II

O. Andrzej od św. Romualda przeorem w Czernej. O. Rafał pomocnikiem magistra nowicjuszów. Powstanie prowincji austriackiej. O. Serapion pierwszym prowincjałem (1883). O. Rafał przeorem w Czernej. O. Andrzej drugim definitorem i magistrem nowicjatu. Cnoty nowego przeora; kierunek, jaki nadaje Karmelowi. Życie wewnętrzne. Samotność, wyrzeczenie się samego siebie, umartwienie, milczenie, modlitwa.

 

O. Rafał liczył czterdzieści sześć lat, gdy otrzymał święcenia kapłańskie. Podobnie jak bp Dunajewski cierpiał dla świętej sprawy ojczyzny i za wiarę, toteż ledwie się z sobą poznali, zawiązała się między nimi prawdziwa i głęboka przyjaźń. Wspierali się wzajemnie modlitwą i radą. Bp Dunajewski przedsiębrał właśnie trud reorganizacji diecezji krakowskiej. Aby temu podołać, potrzebował pomocy duchowieństwa wykształconego i pełnego dobrej woli. Pracował nad tym całe życie, modlił się w tej intencji i prosił o modlitwę innych, zwłaszcza prosił o to Karmel. Troską swoją obejmował nie tylko diecezję krakowską; myślał o całej Polsce, zwłaszcza poza granicami Galicji, prześladowanej przez wrogów wiary katolickiej. Z głębokim bólem obserwował, że cierpienia te mało przynosiły owoców, ponieważ nie chciano w nich widzieć ręki Boga, który karał, by zbawić; chciał zbawić ciemiężonych i uczynić ich równocześnie narzędziem zbawienia ciemiężycieli. Aby zaradzić temu złu, polecił wydrukować podaną niżej modlitwę, zachęcając kapłanów i wiernych, by ją codziennie odmawiali:

„Panie Jezu Chryste, któryś zstąpił z niebios na ziemię, by ustanowić jeden święty, prawdziwy Kościół, w którym wszyscy mają być zbawieni, oto my kornie padamy na kolana przed Majestatem Twoim, uciekając się do miłosierdzia i litości Twojej, błagamy Cię, zmiłuj się nad braćmi naszymi prześladowanymi za wiarę, daj im światło, moc i wytrwanie, uwolnij ich z tego prześladowania, a prześladowców oświeć i nawróć, abyśmy wszyscy w jednym świętym i prawdziwym Kościele Tobie służyli, a po śmierci zasłużyli Ciebie chwalić w Królestwie Niebieskim przez wszystkie wieki wieków. Amen”[229]. Modlitwa ta, tak odpowiadająca duchowi św. Teresy, chętnie została przyjęta w odrodzonym Karmelu polskim. O. Rafał stale nosił ją przy sobie i odmawiał codziennie, przypominała mu ona bowiem polecenie biskupa otrzymane w dniu święceń, by modlił się za tych, którzy go prześladowali.

Na wiosnę 1882 roku o. Bertold, widząc, że reforma w Czernej rozwija się pomyślnie, uznał swoją obecność w Polsce za zbyteczną i powrócił do Austrii. Dnia 24 kwietnia nowym przeorem został wybrany o. Andrzej[230], a 6 maja definitorium generalne mianowało o. Rafała pomocnikiem magistra nowicjatu[231]. Obowiązek zwalniał go z pracy w kościele i pozwolił mu oddać się całkowicie ćwiczeniom pokutnym i modlitwie, nieodzownym dla syna św. Teresy, do czego on także czuł szczególniejszy pociąg i upodobanie. Wierne zachowanie najmniejszych nawet przepisów Reguły i Konstytucji i zupełne poddanie się mistrzowi nowicjuszów lepszą dla tychże były nauką i przykładem, niż wszystkie choćby najwznioślejsze konferencje. Świętość i roztropność, tak potrzebne na tym stanowisku, widoczne były w całym jego zachowaniu. Miał szczególny dar rozpoznawania przymiotów powierzonej sobie młodzieży i jeśli nie zauważył w kimś ani wiedzy, ani cnoty, ani zalet wymaganych przez Konstytucje, informował o tym magistra i młodzieniec taki musiał opuścić nowicjat. Zostawił nam taką przestrogę: „Nie należy dopuszczać do profesji tych, którzy nie posiadają wymaganych przymiotów, bo staną się powodem wielu przykrości dla przełożonych, ani nie wydalać zbyt łatwo tych, którzy te przymioty posiadają, ulegają jednak pokusie opuszczenia zakonu. Trzeba im powiedzieć: Zostańcie jeszcze parę miesięcy, potraktujcie to jako pokutę za wasze grzechy”[232].

Karmel austriacki posiadał wówczas cztery klasztory, w których obserwancja zakonna znajdowała się w stanie kwitnącym, a mianowicie w: Grazu, Linzu, Raab i Czernej. W listopadzie 1882 roku nowy generał o. Hieronim Maria Gotti erygował prowincję austro-węgierską i powierzył jej zarząd p.o. Serapianowi od św. Andrzeja, o którym już wspomniano[233]. Wówczas też o. Rafał został mianowany przeorem w Czernej[234], a o. Andrzej drugim definitorem prowincjalnym i magistrem nowicjuszów[235]. W tym samym czasie powrócił z Grazu o. Kazimierz, by pomagać w kościele o. Franciszkowi Ksaweremu. Nowy przeor pisał jakiś czas po swych święceniach kapłańskich:

„Moje powołanie do Karmelu, szczęśliwe zakończenie pierwszych walk, z których wyszedłem zwycięsko dla chwały Boskiego Mistrza, łaska mej profesji zakonnej i święceń, to wszystko zawdzięczam jedynie wstawiennictwu dusz ożywionych niezwykłą miłością chrześcijańską, które Zbawicielowi ofiarowały za mnie tyle Komunii i innych dobrych uczynków. Uczynki te i imiona osób są zapisane w Sercach Jezusa i Maryi i tam kiedyś je ujrzycie”.

Miesiąc po zamianowaniu go przeorem w Czernej, o. Rafał pisał do p.m. przeoryszy klasztoru na Łobzowie: „(...) ponieważ urząd, który ostatnio spadł na mnie, jest nowym ogniwem łańcucha, który mnie uczynił więźniem dożywotnim, osoby, które ukuły ten łańcuch, powinny mi bardzo pomagać w dźwiganiu go; więc...

Racz przyjąć, Przewielebna Matko, zapewnienie głębokiego szacunku i wdzięczności za wszystkie dobra, którymi Opatrzność Boża mię obdarzyła za pośrednictwem waszego świętego zgromadzenia”[236].

Łańcuchem, który na zawsze przykuł o. Rafała do służby Bożej, był ślub posłuszeństwa, najważniejszy ze wszystkich ślubów, ponieważ stale nakłania zakonnika do ćwiczenia się w innych cnotach i w ten sposób prowadzi dusze wierne i szlachetne na szczyt doskonałości. Ten łańcuch nasz czcigodny Ojciec dźwigał z miłością, jak najwierniej przestrzegał wszystkich przepisów prawa zakonnego i mógłby stosować do siebie słowa Boskiego Mistrza: „...ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”[237]. W pierwszym  rozdziale Konstytucji zaznaczono, że w korespondencji, o ile nie wymagają tego godność osoby, do której się pisze, lub waga sprawy, powinno się używać tylko połowę arkusza listowego papieru[238]. Jest to tylko jota w prawie Karmelu, ale o. Rafał i tego nie zaniedbywał. Mamy przed sobą wiele listów pisanych przez niego od chwili wstąpienia do Karmelu, liczne z nich pisane są na półarkuszach, niektóre na mniejszych jeszcze ćwiartkach papieru. Nie tylko przepisy Konstytucji przestrzegał z tak drobiazgową akuratnością, szanował również bardzo chwalebne zwyczaje zakonu. Ks. Wincenty Smoczyński[239], proboszcz z Tenczynka, otrzymawszy raz od niego list, zauważył, że koperta była powtórnie użyta; otóż nasz Ojciec odwrócił ją i wysłał w niej swój list. Pobożny prałat bardzo był tym zbudowany i pokazał nam tę kopertę jako dowód, jak doskonale nasz o. Przeor praktykował cnotę zakonnego ubóstwa. Wierność w rzeczach małych ma bardzo wielkie znaczenie, przyrównać ją można do wysuniętych naprzód fortyfikacji, które bronią murów cytadeli. Gdy nieprzyjaciel podchodzi i atakuje mury samej cytadeli, jej obrońcy nie są już bezpieczni. Zakonnik wierny w małych rzeczach, będzie wierny i w wielkich, a szatan nie ma do niego przystępu.

To, co powiedzieliśmy o ślubie posłuszeństwa i ubóstwa, stosuje się również i do ślubu czystości. Kiedy o. Rafał był na Syberii i poszedł do publicznego ogrodu w Irkucku na spacer, by odetchnąć czystym powietrzem, oglądał, jak sam pisze w jednym ze swych listów, wierzchołki drzew, by nie patrzeć w twarze licznych przechodniów spacerujących wokoło[240]. Będąc już w Karmelu, gdy rozmawiał z kobietą, patrzał na ziemię. Zdaje się, że jak Hiob zrobił umowę ze swoimi oczami, aby nawet nie pomyśleć o kobiecie. Piszący to opowiada, co widział na własne oczy. Nasz Ojciec umartwiał także swe ciało przez post i dyscyplinę, choć Reguła nie wymagała tego od niego. W refektarzu odmawiał sobie zwykle deseru i w ogóle jadł tak mało, że bracia obawiali się o jego zdrowie i o. prowincjał musiał w to wkroczyć. Dusza jego była spragniona cierpienia i szukała go wszędzie. Spostrzeżono raz, gdy nie wiedział o tym, jak bose nogi miał zanurzone w pokrzywach, które rosły obok krzesła.

Szanował Zakon Karmelitański jako wybraną cząstkę świętego Kościoła Katolickiego, tej ogromnej wspólnoty dusz odkupionych przez śmierć Jezusa Chrystusa i złączonych z Boskim swym Panem przez wiarę i miłość. Karmelici i karmelitanki byli w jego oczach  cierpiącymi członkami mistycznego ciała Jezusa Chrystusa i powinni przedłużać dzieło rozpoczęte na krzyżu. „Nasz Boski Zbawca, mówił do nas, uzupełnił swe apostolstwo pomiędzy ludźmi, przemawiając do nich jeszcze przez swą ofiarę z kazalnicy krzyża, a nadto w ciągu wieków Jezus naucza dusze i pociąga je przez ekspiację swoich cierpiących członków, tak jak pociągnął do siebie dobrego łotra i wielu świadków końcowego dopełnienia dzieła odkupienia. – Jezus w ten sposób uzupełnia w Kościele św. swą boską misję”[241]. Te słowa naszego Ojca są jakby streszczeniem całego jego życia i wszystkich nauk udzielanych nam co tydzień na kapitułach. Życie całkowicie wewnętrzne, w oderwaniu od spraw świata, w samotności, w ciszy, pełne cnót zakonnych, w zjednoczeniu z Jezusem i w pełni oddane służbie Boga i dusz – takim właśnie było życie naszego czcigodnego Ojca i takim także powinno być życie prawdziwych dzieci św. Teresy i św. Jana od Krzyża.

„O. Rafał bardzo cenił życie wewnętrzne, pisał o. Bartłomiej od św. Teresy[242], i praktykował je. Jego życie do końca było życiem modlitwy, milczenia, samotności, skupienia, umartwienia i pokuty”[243]. O. Bartłomiej, który żył wśród nas 40 lat i tak skutecznie pomagał o. Rafałowi w przeprowadzeniu reformy, w utwierdzaniu jej i w rozwoju Karmelu w Polsce, sam był także wzorem życia wewnętrznego, o którym w kilku słowach daje nam jasne pojęcie. Życie wewnętrzne polega przede wszystkim na czci i miłości Jezusa w nas obecnego; na zjednoczeniu się z Nim wszystkimi władzami duszy; pamiętaniu o tym, o czym On pamięta; ocenianiu wszystkich spraw tak, jak On je ocenia; kochaniu i pragnieniu tego, co On kocha i czego On pragnie; dzieleniu Jego radości i smutków; na pracy i cierpieniu według Jego woli; jednym słowem na życiu Jego życiem tak, by móc powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”[244]. On modli się we mnie, On cierpi ze mną. Ale to doskonałe zjednoczenie z Jezusem Chrystusem jest jak gdyby kresem podróży i aby dojść do niego, dusza musi przebyć długą drogę.

Fundamentem życia wewnętrznego jest łaska uświęcająca, która udziela duszy życie nadprzyrodzone, dlatego pierwszym staraniem osób pragnących prowadzić życie wewnętrzne powinna być nienawiść grzechu i unikanie go, ponieważ on oddala z naszej duszy Jezusa, Łaskę przedwieczną, źródło wszystkich innych łask. Życie wewnętrzne to wiara i miłość: wiara, która oświeca nasz rozum i dopomaga do zrozumienia doskonałości Tego, który raczy w nas przebywać; miłość, miłość święta, która rozgrzewa nasze serce i uzdalnia naszą wolę do wiernego zachowywania przykazań naszego Boskiego Gościa, słuchania wszystkich Jego rad i natchnień łaski. Wówczas dusza jest rzeczywiście zjednoczona z Jezusem Chrystusem, tak jak gałąź z drzewem, i rodzi obfite owoce. Aby dojść do tej doskonałości, musi się wiele natrudzić. Potrzeba wielkiej czystości serca[245], pokoju i skupienia wewnętrznego; osiąga się je przez czuwanie nad swymi zmysłami i ich władzami, powściągając je przez ciągłe umartwienie, zupełne wyrzeczenie się siebie i wszystkich rzeczy stworzonych, ponieważ one pozbawiają nas czystości serca, sprowadzają niepokój, burzą skupienie, gdy się ich zbyt pragnie i przywiązuje się do nich więcej niż należy. Oddalenie od świata, samotność i milczenie są także bardzo użyteczne dla człowieka wewnętrznego: strzegą go przed tysięcznymi rzeczami, które mogą pozbawić go czystości, naruszyć pokój i skupienie tak nieodzownie potrzebne.

Całą pracą wewnętrzną kieruje duch wiary. On ukazuje duszy rzeczywiście czystej, uważnej i skupionej Boga w niej obecnego w każdej chwili, w każdym miejscu i we wszystkich zdarzeniach życia, Boga zawsze pełnego mądrości, piękna i miłosierdzia. Świadomość ta zapala w sercu ogień miłości, który ożywia wszystkie czyny, nawet nic nieznaczące i drobne, nadaje im wartość nadprzyrodzoną, czyni je miłymi Bogu, zasługującymi na niebo i sprawia, że całe życie tej duszy wybranej jest bezustanną modlitwą.

Ćwiczenie się w pamięci na obecność Bożą i modlitwa myślna są nierozłączne. Jedna dopełnia drugą, jedna bez drugiej jest płonna i jałowa. Przecież również o kamieniach, roślinach i zwierzętach Pan Bóg nieustannie pamięta i są one zawsze obecne w boskiej pamięci, ale jest to obecność czysto materialna i dla człowieka niewystarczająca. Obdarzony rozumem i wolą, powinien starać się o poznanie swego Stwórcy, który go odkupił i codziennie obdarza go tysiącami łask; ze wszystkich sił powinien dążyć do tego, by kochać Boga i oddawać Mu cześć należną. Modlitwa jest niemożliwa bez świadomego przeżywania obecności Bożej, ponieważ jej istotą jest wzniesienie się naszej duszy ku Bogu w celu oddania Mu czci i przedłożenia Mu naszych potrzeb. Św. Teresa, która tak pięknie pisała o życiu wewnętrznym, radzi początkującym, aby przed rozpoczęciem modlitwy stawili się w obecności Bożej:

„Zaraz po tym wstępie, ponieważ jesteś sama, postaraj się, córko, o towarzystwo. A jakież mogłabyś znaleźć lepsze, nad towarzystwo samego Mistrza, który nauczył nas tej modlitwy, do której odmówienia się zabierasz? Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz, z jaką miłością i z jaką pokorą raczy ciebie nauczać. Wierz mi, tak dobrego przyjaciela nigdy nie powinnaś odstępować. Gdy się przyzwyczaisz być zawsze w obecności Jego, a On będzie widział, że czynisz to z miłością i starasz się we wszystkim podobać się Jemu, już się od Niego – jak to mówią – nie odczepisz. Nigdy On ciebie ani na chwilę nie opuści, będzie cię wspierał we wszystkich strapieniach twoich, na każdym kroku będzie ci stróżem i pocieszycielem”[246].

W Księdze życia, napisanej dla osób pragnących kochać Boga całym sercem i pracować ofiarnie dla zbawienia dusz, które postanowiły wszystko opuścić i poświęcić się życiu wewnętrznemu, życiu modlitwy, święta przyrównuje ich dusze do ogrodu[247], gdzie trzeba wyrywać chwasty grzechów i niedoskonałości, a w ich miejsce uprawiać kwiaty cnót. Wskazuje Boskiego Mistrza, jako pomocnika dusz początkujących, jak pozostawia im potem staranie o podlewanie kwiatów, dostarczając wody potrzebnej ze studni modlitwy myślnej. Wówczas On sam znika, ale nie jest daleko i gdy kwiaty napełnią ogród swą wonią, przybywa znowu, niosąc swe rozkosze. Dusza wewnętrzna podejmuje tę pracę, aby Mu sprawić radość. Aby dopomóc początkującym w skupieniu i objaśnić im poszczególne stopnie modlitwy, nasza święta Matka w innej książce[248] porównuje duszę z pięknym zamkiem o licznych pokojach. Boski Mistrz zamieszkuje środkowy pokój i chcąc przybyć do Niego, trzeba przejść przez inne i zwyciężyć napotkane po drodze trudności, umartwiać swoje zmysły i miłość własną, wykorzeniać swe wady, uprawiać cnoty. Trud to długi i ciężki, lecz Boski Mistrz nie jest daleko; choć się jeszcze nie odczuwa słodyczy Jego obecności, ma się nadzieję, że kiedyś dojdzie się do Niego i posiądzie się niezmierne bogactwa dla nas przeznaczone.

O. Rafał lubił porównania i kierując duszami powierzonymi mu przez Boga, często ich używał. Pewnego razu pisał do dwóch gorliwych młodzieńców, chcących wstąpić do Karmelu: „Zamek św. Teresy to wasza dusza, a wy w niej macie Jezusa uwięzionego. Strzeżcie dobrze wszystkich wejść, by On wam się nie wymknął”. To, co im radził, sam czynił od dwudziestu lat z całym zapałem i wytrwałością. W jego olbrzymiej korespondencji nie mogliśmy znaleźć ani jednej chwili ostygnięcia w pierwotnej gorliwości. W dniu swego nawrócenia uwielbiał piękność i nieskończone miłosierdzie swego Boskiego Zbawiciela i postanowił wówczas żyć już tylko dla Niego i słowa dotrzymał. W czasie dziesięcioletniego zesłania i później wszędzie, gdziekolwiek bywał z księciem Augustem Czartoryskim, widzimy go zawsze wiernym w ćwiczeniach duchowych, szukającym samotności, by swobodnie rozmawiać z Bogiem. Zawsze kierował się jedną myślą: By zbawić świat, potrzeba ofiar, ofiar czystych, trzeba świętych, dlatego nie przestał pracować, aby stać się świętym. Nie znając jeszcze Karmelu, wołał z Dawidem: „To jest miejsce mego odpoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego pragnąłem dla siebie”[249].

Kiedy się wreszcie znalazł w tej szczęśliwej samotni, której poszukiwał od tak dawna, oddał się w zupełności ćwiczeniom życia wewnętrznego. Czytając dzieła św. Teresy i św. Jana od Krzyża, poznał drogę, którą szedł od czasu nawrócenia  i dusza jego napełniła się radością, umocniony i zachęcony z nowym zapałem przystąpił do dalszych trudów. Tak samo jak św. Teresa, lubił wyobrażać sobie swą duszę jako świątynię zamieszkaną przez Jezusa i oddawał jej cześć wielką. „Nie wolno lekceważyć, pisał wraz ze św. Tomaszem, duszy stworzonej na podobieństwo Boga”[250]. Aby utrzymać ją zawsze w czystości, spowiadał się kilka razy w tygodniu, a umartwiając się surowo, strzegł od wszelkich stworzeń. Chronił swoją duszę nie tylko przed grzechem ciężkim, ale nawet przed najmniejszymi niedoskonałościami. W Czernej i w Krakowie zauważono z wielkim zbudowaniem, że nigdy nie posługiwał się lustrem, nawet przy goleniu, a gdy mu proponowano, aby zobaczył świeżo odmalowaną kaplicę karmelitanek, odpowiedział: „Obawiałbym się, aby nie popełnić tam jakiej niedoskonałości” – i pozostał w swojej celi[251].

Lubił bardzo klasztor w Czernej, gdzie spędził większą część zakonnego życia. Jego spowiednik[252] pisał nam: „Tam, w oddaleniu od świata, zażywał rozkoszy samotności i mógł powtórzyć za św. Bernardem «O szczęśliwa samotności, o jedyne szczęście»”[253].
W innym liście ten sam ojciec pisał: „Nie umiem wyrazić jego umiłowania skupienia i samotności. Jego uboga cela zdawała mu się być niebem, gdzie cieszył się przedsmakiem szczęścia świętych. Uczucie słodyczy, którego tam doświadczał, przechodziło wszystko cokolwiek odczuwał i posiadał najmilszego żyjąc na świecie. W tym miłym zaciszu spędzał czas na modlitwie, czytaniu i walce. Podczas czytania Pan Bóg mówił do niego, swego wiernego sługi, na modlitwie on mówił do Serca Bożego, a walka kończyła się zawsze zwycięstwem, po którym nieskończona radość napełniała znów tę wielką duszę. (...) Świat przedstawiał się o. Rafałowi jako wzburzone morze, w którym zatonęło już wielu jego przyjaciół, postanowił więc opuścić go, by ukryć się w porcie pewnym i spokojnym. (...) Pan Bóg ze swej strony zapraszał go usilnie: «Przyjdź do mnie, duszo droga, zbytnio udręczona swym ciężarem. Nie rozkazuję, lecz zapraszam i pociągam. Nie narzucam ci mojego jarzma, ale radzę ci podjąć je. Doświadczenie nauczy cię, jak ono jest słodkie, chociaż zobowiąże cię do wyrzeczenia się siebie, do wzięcia krzyża i pójścia za mną aż na Kalwarię». Krzyż ten zdawał się ciężki, ale na tym świecie nikt nie żyje bez cierpień, każdy musi dźwigać jakiś ciężar; dlatego odrzucił ciężkie jarzmo świata i przyjął jarzmo Chrystusowe, które czyni lekkim pociecha Ducha  Świętego”. Tym portem cichym i bezpiecznym, którego o. Rafał szukał od tak dawna, był klasztor w Czernej i tam to dźwigał on z radością słodkie jarzmo i lekkie brzemię swego Pana. „Obowiązki i trudy nałożone mu przez posłuszeństwo, pisze jeszcze o. Bartłomiej, zmuszały go częstego opuszczania tego drogiego zacisza, jednak gdy tylko załatwił swoje sprawy, jak najprędzej wracał, by żyć w ukryciu i zapomnieniu od stworzeń, ciesząc się słodką obecnością Tego, któremu oddał się niepodzielnie i na zawsze”
[254].

„O słodyczy zakonnego życia! – czytamy w jego zapiskach i notatkach – pracować dla zbawienia własnego i dla zbawieniu innych, pomagać Jezusowi w ratowaniu dusz”[255]. Jest to zachęta i przestroga, które nam zostawił. Życie zakonne samo w sobie jest szlachetne, bo zmierza do szlachetnego celu: chwały Bożej i zbawienia dusz. W każdym z nas jego doskonałość zależy od stopnia gorliwości z jaką realizujemy nasze powołanie. W innym znów miejscu wskazuje nam źródło, z którego mamy czerpać ten zapał: samotność celi zakonnej i wyrzeczenie się wszelkich radości, które pochodzą od stworzeń. Mówi nam, że te dwie cnoty są siostrami i rzeczywiście, ich wspólna matka – miłość Boga i bliźniego, miłość Boga i dusz, zwłaszcza w Karmelu, są nierozłączne, bo są streszczeniem Reguły i Konstytucji. Wypełniając je wiernie, spełniamy wolę przełożonych, czyli wolę Bożą i ta zgodność naszej woli z Bożą wolą jednoczy nas z Nim. Właśnie to zjednoczenie nadaje naszemu życiu wartość, piękno i sens. Gdy jesteśmy oddaleni od tego źródła wszelkiego dobra, nasze modlitwy, nasze uczynki pokutne, nasze prace w chórze i konfesjonale pozostają bezowocne, nie przynoszą Bogu chwały i korzyści ni własnej duszy, ni duszom innych. O. Rafał to rozumiał i dlatego na ten punkt kładł taki nacisk. Ostrzegał nas przed zbytnią troskliwością o zdrowie, o sprawy doczesne, bo nadmierna troska pogrąża duszę w niepokoju, staje się przyczyną utraty skupienia, które jest nieodzowne w ćwiczeniach życia wewnętrznego. Gdy nasza intencja jest czysta, nie potrzebujemy obawiać się pokus, przeciwnie nawet, zwalczone przez nas, mogą się przyczynić do większego zjednoczenia z Bogiem i wysłużenia nam nowych zasług.

Dlatego o. Rafał tak usilnie zalecał milczenie i jeżeli przybywał do klasztoru lekarz, czy ktoś inny obcy, nikomu bez koniecznej potrzeby nie wolno było z nim rozmawiać bez pozwolenia, jak to przewidywały Reguła i Konstytucje. „Żadnych styczności ze świeckimi”, czytamy w jego przestrogach i na poparcie tej rady przytacza przykład św. Jana od Krzyża, który zwrócił raz uwagę prowincjałowi o. Hieronimowi Gracián’owi[256], aby łatwo nie zezwalał na rozmowy ze świeckimi, zauważył bowiem, że przyczyniają się one do wysuszenia serca, utraty zamiłowania w życiu wewnętrznym, do czego karmelici i karmelitanki są zobowiązani przez śluby zakonne. W swych notatkach przytacza inny jeszcze przykład z życia św. Jana od Krzyża. Ojcowie z klasztoru w Grenadzie twierdzili, że powinien złożyć wizytę arcybiskupowi i burmistrzowi miasta, aby im podziękować za życzliwość okazywaną stale Zakonowi Karmelitańskiemu. Święty przeor zadowolił się modlitwą w ich intencji i sądził, że to wystarczy, ale wobec powtarzających się nalegań, postanowił złożyć im wizytę. Najprzód poszedł do burmistrza, przepraszając, że nie uczynił tego wcześniej. Odpowiedź, którą otrzymał, dowodzi szlachetności burmistrza, ucieszyła też wielce wizytującego. „Mój ojcze, odpowiedział mu, jesteśmy bardziej zbudowani waszym przebywaniem w klasztorach, niż w naszych domach i wasze życie ukryte bardziej zobowiązuje nas do pamięci o was i pomocy, niż wasze wizyty, wiemy bowiem, dlaczego jesteście tam, gdzie Bóg chce, abyście byli”[257]. Ta mądra odpowiedź sprawiła naszemu świętemu wiele radości i uznał za słuszne, by podzielić się nią z wszystkimi klasztorami reformy.

O. Rafał radził unikać nie tylko zbytecznych rozmów ze świeckimi, życzył sobie również, aby nie pisano listów bez koniecznej potrzeby: „Połóżmy kres, czytamy w jego przestrogach, pragnieniu prowadzenia korespondencji, z wyjątkiem wypadków, gdzie chodzi o rzeczywiste dobro dusz i obowiązek miłości”. A tego, co radził innym, sam przestrzegał jak najwierniej. Od wstąpienia do Karmelu do naszego przyjazdu do Czernej znaleźliśmy tylko sześć listów, przeciętnie jeden na rok[258]. Pisał je tylko z potrzeby lub w celu podniesienia na duchu ukochanych braci, pozbawionych pod zaborem rosyjskim wszelkich pociech duchowych.

„Zachowywać milczenie – czytamy w jego notatkach – pisać mało, milczeć i działać dużo. Milczenie usposabia do wniknięcia w swą duszę i dodaje siły w dążeniu ku Bogu”[259]. Tak samo radził św. Jan od Krzyża, a Reguła Karmelu, która zjednoczenie z Bogiem ukazuje jako cel, kładzie duży nacisk na milczenie, zabrania słów zbytecznych w czasie dnia, a w czasie godzin porannych i wieczornych, poświęconych ćwiczeniom życia wewnętrznego, nakazuje milczenie absolutne. O. Rafał dawał nam pod tym względem najlepszy przykład, podobnie zresztą jak w innych rzeczach. Gdy odwiedził go najmłodszy brat i prosił o radę w sprawie swojej przyszłości, radził mu, aby przede wszystkim odprawił ośmiodniowe rekolekcje. Jerzy naturalnie zwrócił się do brata z prośbą o pokierowanie rekolekcjami. Raz w czasie konferencji dano znak na ścisłe milczenie. Nasz Ojciec natychmiast wstał i oddalił się, nie odezwawszy się już ani słowem. „Józefie, zawołał Jerzy, chciałem ci jeszcze coś powiedzieć”. Lecz o. Rafał położył palec na ustach na znak, że nie wolno im już mówić i dalszy ciąg konferencji duchowej trzeba było odłożyć do następnego dnia.

Ta wytrwała i gorąca miłość samotności, milczenia i skupienia naszego Ojca, jego ciągłe dążenie, by unikać nawet najdrobniejszego błędu i zachować serce czyste i wolne od wszelkich przywiązań, wskazują nam, jak bardzo cenił życie wewnętrzne. Poświadczają to również notatki, które zostawił na ten temat. Czytał z zainteresowaniem i z ołówkiem w ręku konferencje o. Ferdynanda od Najśw. Maryi Panny, których udzielał tercjarkom w Paryżu na temat życia wewnętrznego i modlitwy; oto kilka myśli zakreślonych przez niego[260].

„Szukać Boga, starać się Go poznać, myśleć tylko o Nim, kochać Go całym sercem – oto życie naprawdę przyjemne; pracować nad pogłębieniem tych uczuć, umacniać je – oto zajęcie pożyteczne, miłe, które nigdy nie nuży, z każdym dniem nowych dostarcza pociech, to właśnie nazywa się życiem wewnętrznym”.

„Dusza nasza  jest świątynią Bożą; w każdej świątyni Bóg powinien mieć swój ołtarz. Ołtarzem naszej duszy jest serce i na tym ołtarzu ogień miłości powinien spalać ofiary, które składamy Bogu, ofiary z tego, co jest nam najdroższe. Woń naszych ofiar wznosi się ku niebu jak dym kadzidła i przyciąga Boga do naszej duszy. «Jeśli Mnie kto miłuje, [będzie zachowywał moją naukę], a mój Ojciec umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać» (J 14, 23)”.

„W sercu jest kącik ukryty i tajemniczy, pustynia głęboka, miejsce Świętego Świętych. Tam powinna królować Boskość, a wraz z Nią wszystko co jest wielkie, mocne, szlachetne, piękne i doskonałe”.

„Ta obecność Boga w naszej duszy tak ścisła, tak bardzo głęboka, tak owocna wyjaśnia nam życie świętych, którzy żyli na tym świecie, jak gdyby nie byli z tego świata. Żyli na ziemi, by spełniać wiernie wszystkie swoje obowiązki, ale ich myśli i uczucia dalekie były od tego świata, wszystkie były zwrócone do Tego, który w nich królował, umacniał ich i pocieszał we wszystkich doświadczeniach. Spokojni w zjednoczeniu z Bogiem, pełni byli ciszy i szczęścia”.

„Nikt lepiej nie wypełnia obowiązków społecznych niż dusze złączone z Bogiem, nikt nie może im dorównać w miłości, oddaniu, bo one noszą w sobie Jezusa. To Jezus Chrystus, który żyje w nich, kieruje ich wszystkimi czynami i wskazuje im sposób życia doskonały, widoczny dla otoczenia. Wszystko, co święci dokonali dobrego, pięknego, szlachetnego, uczynił obecny w nich Jezus. W dniu sądu życie Jezusa, ukryte w Jego świętych, ukaże się w całej swej wspaniałości i chwale: będzie błogosławiony w swoich świętych, a święci w Nim. Święci, Jego mistyczne ciało, są największym z Jego dzieł”.

„Pierwszym krokiem w życiu wewnętrznym jest pamięć na obecność Boga w nas w każdej okoliczności. Z Bogiem i blisko Niego pracuje się łatwo, walczy się odważnie, cierpi się ze spokojem i poddaniem. Trudzimy się dla Ojca tak dobrego i kochającego, a jeżeli On nas doświadcza, czyni to dla naszego dobra”.

„Z Bogiem! Słowo to mocno wyryte w naszym sercu, słowo słodkie i pocieszające, przynosi pokój, siłę i nadzieję”.

„Drugim krokiem na drodze życia wewnętrznego jest słuchanie głosu Boga, Ojca i Przyjaciela, który lubi mówić do nas. Życie świętych jest nieustanną rozmową Boga z duszą i duszy z Bogiem; ciągłą wymianą myśli i uczuć, bez szumu słów. Niekiedy Bóg udziela duszy szczególniejszego dowodu swej miłości, przyciąga ją lub odsuwa, by znów poufnie mówić do serca: «Moje dziecko, odzywa się, wejdź w siebie, będę mówić do ciebie, a ty mi będziesz odpowiadać, ty będziesz mówić do mnie, a ja ci odpowiem». Szczęśliwe dusze, które z obecnym w nich Jezusem zamieniły kilka tajemniczych zdań. Cóż to za pociecha, jaka siła, jaki zapał jest ich udziałem”.

„Aby jednak w ten sposób niejako widzieć Boga i słyszeć Jego słowa, trzeba duszę utrzymywać w religijnej ciszy i skupieniu. «Jedno Słowo wypowiedział Ojciec – pisze św. Jan od Krzyża – którym jest Jego Syn, i to Słowo wypowiada nieustannie w wieczystym milczeniu; w milczeniu też powinna słuchać go dusza»”[261].

„Modlitwa jest zwykłym zajęciem dusz wewnętrznych i nasz Ojciec (św. Jan od Krzyża) zaprasza  nas, byśmy się oddali temu świętemu ćwiczeniu. Nie sądźmy, że tylko święci doświadczali pragnienia modlitwy. Dzięki Bogu, tak źle nie jest, bo z chwilą, gdy się umie odmówić sobie uciech tego świata i myśl zwrócić ku Stwórcy z miłością, pełniąc swe obowiązki, jednym z pierwszych pragnień budzących się na dnie serca jest pociąg do modlitwy. Doświadcza tego zarówno człowiek stawiający na tej drodze pierwsze kroki, jak i ten, który już cierpiał uznojenie dnia i niósł ciężkie brzemię w drodze do źródła żywej wody, mogącej ugasić pragnienie”.

„Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim – pisała św. Teresa – nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”[262].

„Nie zapominajmy, że nasz Bóg jest najlepszym, najmilszym, najsłodszym i najbardziej kochającym. Z niczym też porównać się nie da słodyczy oddania się sercom tych, którzy Boga szukają. Św. Jan od Krzyża powiada, że «najczulsze pieszczoty matki, schylonej nad kolebką dziecięcia, nie mogą  nam dać nawet pojęcia o słodyczy tego wzajemnego oddania się Boga i duszy»[263]”.

„Modlitwa jest przede wszystkim sprawą serca i wymianą myśli i uczuć między Bogiem i nami. Zupełna ufność i synowska bezpośredniość są koniecznie potrzebne duszy chcącej rozmawiać z Bogiem”.

„Chcąc rozmawiać z Bogiem, nie szukajcie ni pięknych myśli, ni czułych słów. Mówcie do Niego po prostu to, co czuje serce. Pan Bóg nie potrzebuje ani waszych pochlebstw ani przyrzeczeń, ani wymuszonych zapewnień, On chce tylko waszych serc”.

„Jeżeli wasza wyobraźnia się rozpierzchnie, starajcie się stawić w obecności Bożej. Wolność i synowska miłość nie dopuszczą nigdy, abyście grzeszyli  brakiem czci względem Tego, któremu winni jesteście ją okazywać”.

„Nawet żyjąc w świecie, można doświadczyć tego poufnego przestawania z Bogiem. Wystarczy trochę samotności i codziennej chwili skupienia”.

O. Rafał pragnął, by nie tylko dzieci Karmelu w Polsce praktykowały życie wewnętrzne i modlitwę. Wiedział z własnego doświadczenia, że tym dobrem może się cieszyć wiele osób świeckich i dalszy ciąg naszego opowiadania wykaże, że nie zaniedbał niczego, aby to ułatwić tym, którymi kierował.

 

[Góra]  [Strona następna]

 

 

   PRZYPISY          

 

[1] „Jestem Francuzem, Bretończykiem...”, pisał do Benedykta Dybowskiego 3 marca 1914 roku. – APKB, AŚRK 45, k. 203v.

[2] Acta Definitorii Generalis O.C.D. Congregationis S. Eliae (1863-1875) et totius Ordinis (1875-1920), MHCT, Subsidia, vol. 2, Roma 1984, s. 131.

[3] List do br. Rafała Kalinowskiego, Kraków, maj 1880, w: APKB, AKKŁ 5, Czerna, k. 161v-162r, wklejka.

[4] Zob. APKB, rkpsy 260 i 282.

[5] C. Gil OCD, O. Rafał Kalinowski 1835-1907, Kraków 1984, s. 278-280.

[6] Zob. AKW, V, 75. Książka Trzeciego Zakonu. Wadowice. (Autograf o. Jana Bouchauda OCD).

[7] AKW, I,1, Kronika klasztoru OO. Karmelitów Bosych w Wadowicach, t. 1, s. 196. W roku 1867 z prowincji akwitańskiej wydzielono prowincję awiniońską. W roku 1906 obie prowincje ponownie połączono w jedną awiniońsko-akwitańską.

[8] Ukazały się drukiem następujące biogramy o. Jana Bouchauda: [Józef Prus OCD], Ś.p. O. Jan Baptysta od Najsł. S. P. Jezusa (Bouchaud). Wspomnienie pośmiertne, „Głos Karmelu”, 6(1932), s. 199-203; [Elisée de la Nativité OCD], Le R.P. Jean-Baptiste du Sacré-Coeur, „Le Carmel”, 17(1932), s. 152; „Analecta OCD”, 6(1932), s. 291-292; Jakub Filek, Bouchaud Jean Baptiste, Encyklopedia katolicka, t. 2, kol. 847; Kajetan Furmanik OCD, O. Jan Chrzciciel od Najświętszego Serca Jezusa (Bouchaud), Księga zmarłych ojców i braci karmelitów bosych prowincji polskiej... 1881-1998, Kraków 1998, s. 71-78.

[9] APKB, AŚRK 92, k. 6-7.

[10] Do B. Dybowskiego, Marche, 14 III 1914, w: APKB, rkps AŚRK 45, k. 203v.

[11] List do ?, Avon, 20 X 1923, w: APKB, AŚRK 124, k. 266-267.

[12] List do ?, Avon, 5 IX 1930, w: APKB, AŚRK 44, k. 21. List jest pisany trzęsącą się już ręką.

[13] APKB, AP 106, 79 stron in folio.

[14] Zachowane autografy lub ich odpisy (niekiedy oryginały i odpisy) znajdują się w APKB, w zespole św. Rafała Kalinowskiego (AŚRK), przede wszystkim w teczkach pod sygnaturami: 44, 45, 92, 93 (teczka pod sygn. 93 zaginęła lub zagubiła się w czasie ostatniego porządkowania Archiwum, dlatego nie mogłem jej wykorzystać), 124, 173 i 174; natomiast zachowane wspomnienia rodzinne znajdują się w teczce pod sygn. AP 71.

[15] J.B. Bouchaud do o. Anzelma Gądka, Avon, 12 XII 1922, w: APKB, AŚRK 124, k. 287-288.

[16] Wszystkie listy o. Rafała zostały wydzielone ze zbioru o. Jana Bouchauda i razem z odnalezionymi w trakcie procesu dołączone do akt procesowych i wysłane do Kongregacji. Po kanonizacji wróciły do Archiwum Prowincji. Druk: Józef Kalinowski, Listy, wydał Czesław Gil OCD, t. I, cz. 1-2 Lublin 1978; t. 2, cz. 1 Kraków 1985, cz. 2 Kraków 1986.

[17] Autograf Wspomnień zaginął w czasie drugiej wojny światowej. Z wiarygodnego odpisu wydał je Ryszard Bender: Józef Kalinowski, Wspomnienia 1835-1877. Materiały źródłowe do dziejów Kościoła w Polsce, t. III, Lublin 1965.

[18] Autografy konferencji obecnie znajdują się Archiwum Prowincji w zespole św. Rafała Kalinowskiego. Druk: Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie! Konferencje i teksty ascetyczne, opracował Czesław Gil OCD, Kraków 1987.

[19] Zob. APKB, AP 443/1-6, [J.-B. Bouchaud OCD], Le Carmel de Pologne et le R.P. Raphaël de S. Joseph. – Na karcie tytułowej zeszytu pierwszego znajduje się adnotacja autora po francusku: „Te osiem zeszytów stanowią dalszy ciąg rękopisu pt. Les Origines de la vie religieuse et de l’Ordre du Carmel. Vertus religieuses: Influence social, nécessité”, i dalej informacja o wysłaniu tego rękopisu do Krakowa.

[20] Petrus a S. Andrea OCD, Historia generalis Fratrum Discalceatorum Ordinis B.V. Mariae de Monte Carmelo Congregationis S. Eliae, t. 2, Romae 1671.

[21] Klasztory karmelitanek bosych w Polsce, na Litwie i Rusi. (...) Rzecz osnuta na kronikach klasztornych, (t. 1-4), oprac. św. Rafał Kalinowski, Kraków 1900-1904.

[22] APKB, AP 443/1-6, [J.-B. Bouchaud OCD], Le Carmel de Pologne et le R.P. Raphaël de S. Joseph, zeszyty 1-4 i 7-8 (strony: 17+76+36+43+80+92).

[23] APKB, AŚRK 146, [J.-B. Bouchaud OCD], Le Carmel de Pologne et le R.P. Raphaël de S. Joseph. Deuxième partie. Vie religieuse. Cały tekst został przepisany jedną ręką, pięknym czytelnym pismem, bez żadnych poprawek. Ta sama ręka sporządziła odpis rozdziału 0 (Nowicjat), który nie zachował się w autografie, oraz dwa krótkie dodatki. Tekst z rozdziału 0 kontynuuje opowiadanie z poprzedniego zeszytu (5) i jest dosyć sztucznie przyłączony do rozdziału 1. Brakujące tutaj pierwsze bifolium zeszytu 6. znajduje się teczce pod syg, AP 71, nr 5.

[24] AKW, J.B. Bouchaud, Życie W.O. Rafała od św. Józefa. Cz. II. Życie zakonne. Tekst pisany przez dwie ręce. Jedna z nich jest ta sama, która dokonała odpisu tekstu francuskiego.

[25] Jean-Baptiste [Bouchaud] OCD, Joseph Kalinowski officier du génie dans l’armée russe, exilé en Sibérie, carme déchaussé. D’après ses Mémoires et sa correspondance, Liège 1923, ss. 598.

[26] Ks. Jerzy Kalinowski do o. Benedykta Szczęsnego,  Avon 15 XI 1924, w: APKB, AŚRK 124, k. 286-287 (odpis). Zob. także, tamże, J.B. Bouchaud do o. Anzelma Gądka, Avon, 1 XII 1923, k. 275-276 (w sprawie kosztów wysyłki).

[27] W roku 1947 o. Anzelm Gądek wspominał: „A kiedy w roku 1932 [1930!] odwiedziłem go w Avon we Francji, nie tylko twierdził, że O. Rafał jest wielkim świętym, lecz z całą siłą nalegał i prosił, aby jak najprędzej rozpocząć proces beatyfikacyjny i aby uzupełnić to, czego on nie mógł dotąd uczynić: wydać życie zakonne wewnętrzne O. Rafała. W tym celu, oprócz żywotu, jaki napisał po francusku, przekazał Prowincji Polskiej wszystkie swoje zapiski i dokumenty”. – Wspomnienie o. Anzelma Gądka z 10 XI 1947, w: APKB, AŚRK 92, k. 41r. W roku 1924 o. Bouchaud ostatecznie zrezygnował z francuskiego wydania drugiej części biografii o. Rafała. – Zob. list do ks. J. Kalinowskiego, Avon, 19 XII 1924, w: APKB, AŚRK 92, k. 21r.

[28] APKB, AŚRK 173.

[29] Zob. APKB, AŚRK 444, Vie du R.P. Raphaël de S. Joseph. Deuxième partie. Vie religieuse. (Table analitique des cahiers 6, 7 et 8). Pierwsze karty są autografem, następne odpisem

[30] Siostry Miłosierdzia do o. Jana Bouchauda, Kraków, bez daty, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 352.

[31] Oprócz opracowań wymienionych we Wstępie, o. Jan Baptysta jest autorem następujących tekstów: Directorium Klasztoru Wadowickiego 1912 (APKB, rkps 107. Jest to bezcenne źródło wiedzy o życiu codziennym klasztoru); kroniki klasztoru czerneńskiego w latach 1891-1892 (APKB, AKC 3, t. 1, s. 81-126 i 307-383; tutaj na końcu krótki życiorys św. Rafała); kroniki klasztoru wadowickiego za lata 1892-1897 (AKW, t. 1, s. 163-196; jest to cenne uzupełnienie kroniki) i za lata 1910-1913 (tamże, s. 163-196).

[32] W. Kluz OCD, Dzień zbawienia. Opowieść o życiu Sługi Bożego Józefa Rafała Kalinowskiego, w: Sól ziemi, t. 2, Kraków 1972 (2 wyd. Kraków 1989); R. Bender, Powstaniec – zakonnik. O. Rafał Kalinowski, Warszawa 1977 (2 wyd. Warszawa  1984); S. Adamczyk OCD, Niespokojne serce, Kraków 1982 (2 wyd. Kraków 1983); Cz. Gil OCD, O. Rafał Kalinowski 1835-1907, Kraków 1984; J. Stabińska OSB AP, W nawróceniu i w ciszy. Św. Rafał Kalinowski, Kraków 2001. Bibliografia do roku 1993: C.H. Gil OCD, S.T. Praśkiewicz OCD, Bibliographia S. Raphaëlis Kalinowski, w: Archivum bibliographicum Carmeli Teresiani, vol. 29, Roma 1994.

[33] Szerzej na temat dojrzewania decyzji zob.: C. Gil OCD, O. Rafał Kalinowski 1835-1907, s. 163-169.

[34] „Ta myśl pokuty jedynie prowadzi mię do Karmelu i wszelką inną myśl odrzucam. To, com teraz napisał, uważać proszę za dosłowną prawdę i nie szukać w napisanym tylko wyrazu pokory. – Bóg, obecny kiedy to piszę, czyta w sercu moim i widzi, że za mnie, jako za grzesznika przeważnie, modlić się należy”. – List 424, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Paryż, 9 VII 1877.

[35] Gabriel od Zwiastowania (Josef Gady, 1826-1907), w 1857 roku wstąpił do zakon jako kapłan diecezjalny (wyświęcony 1851), śluby złożył 21 IX 1858 w Grazu. Był także przeorem w Györ (1873-1876). Zmarł w Grazu.

[36] Terezjusz od Narodzenia Pańskiego (Jung, 1824-1906), urodził się na Dolnym Śląsku, w 1850 roku otrzymał święcenia kapłańskie w diecezji wrocławskiej, w 1857 wstąpił do nowicjatu w Grazu, 25 XII 1858 złożył śluby zakonne; przez wiele lat był magistrem nowicjatu w Grazu, dwukrotnie był także przeorem tego klasztoru. Zwolniony z urzędu magistra (1888) z powodu choroby skrupułów, wyjechał do Czernej, gdzie zmarł 10 grudnia 1906 roku.

[37] Por. Constitutiones Fratrum Discalceatorum Congregationis Sancti Eliae Ordinis Beatissimae Virginis Mariae de Monte Carmelo, Rzym 1876, pars II, cap. V, 1.

[38] List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877.

[39] Hory-Horki, miasteczko niedaleko Orszy, gdzie od 1836 roku istniał Instytut Agronomiczny na poziomie uniwersyteckim.

[40] Dekret „Romani Pontifices” z 25 I 1846 roku. (p.a.)

[41] Świadectwo moralności.

[42] List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877. Ten fragment listu pisał 5 października.

[43] Karol Rafał Kalinowski (1841-1886), przyrodni brat  św. Rafała, żonaty z Martyną Mierzejewsk, a po jej śmierci (1873) z jej siostrą Sabiną (zm. 1886).

[44] Ojciec Józefa mieszkał w Hrozowie, Karol w Hrozówku, dziadkowie w Musiczach. (p.a.)

[45] Aniela (1870-1877), córka Karola (1841-1896) i Sabiny z Mierzejewskich (zm. 1873).

[46] Aleksander Kalinowski (1851-1920), przyrodni brat Józefa, żonaty z Wandą Drewnowską (1866-1931).

[47] Baltazar Kalinowski, przyjaciel o. Rafała i jego ojca, który był jego opiekunem na Uniwersytecie Wileńskim. Nie był ich krewnym, lecz jak wszyscy uczniowie Instytutu Szlacheckiego, był bardzo przywiązany do swego dobroczyńcy. (p.a.). – Baltazar Kalinowski (ok. 1827.1884), prawnik, ekonomista i publicysta. Aresztowany w 1862 roku za kontakty z Hercenem, został zesłany do Astrachania, skąd przenoszono go do innych miejsc zsyłki. W 1873 roku wrócił do Petersburga.

[48] Józef Szwernicki (Szwermycki, 1812-1894), uczestnik powstania listopadowego, w 1833 roku wstąpił do marianów, gdzie otrzymał imię Krzysztof Maria od Świętych Aniołów; w 1838 otrzymał święcenia kapłańskie. Aresztowany w 1846 roku, w 1849 został zesłany na Syberię, w 1851 objął parafię w Irkucku. Nie skorzystał z pozwolenia powrotu do kraju i pozostał w Irkucku dla niesienia pomocy rodakom.

[49] Feliks Zienkowicz (1843-1910), w czasie powstania był sekretarzem Wydziału Wykonawczego Litwy. Aresztowany w 1863 roku, został skazany na 12 lat ciężkich robót. Katorgę odbywał w Usolu, jako osiedleniec zamieszkał w Irkucku, w 1882 przeniósł się do Rosji Europejskiej, od 1902 mieszkał w Warszawie.

[50] T.B. Macaulay (1800-1859), angielski historyk i polityk. Wydał m.in. Dzieje Anglii od wstąpienia na tron Jakuba II (wyd. pol.: Warszawa 1873-1874), napisane w duchu wigowskiego liberalizmu.

[51] Emilia (1840-1907) i Maria (1848-1878), przyrodnie siostry Józefa.

[52] List ten nie zachował się. Prawdopodobnie cytowany fragment z adnotacją Józefa Kalinowskiego zostały napisane na osobnej kartce, dołączonej do listu z 2 X 1878. Kartka ta nie zachowała się.

[53] Św. Teresa od Jezusa (1515-1582), Hiszpanka, reformatorka karmelitanek i karmelitów bosych, autorka dzieł mistycznych, m.in. autobiografii; 1622 kanonizowana, 1970 ogłoszona doktorem Kościoła.

[54] Jadwiga Wielhorska, w latach 1875-1877 przeorysza klasztoru łobzowskiego.

[55] Ps 89(88), 2 (tłum. Wujka).

[56] „Już mija trzynasty rok od czasu, kiedy Bogu podobało się obudzić we mnie ciągle trwające pragnienie poświęcenia się Jemu w służbie zakonnej”. – List 386, do Marceliny Czartoryskiej, Davos, 15 X 1876.

[57] Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars IV, cap. V, 4-14.

[58] List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877.

[59] Pytania i odpowiedzi były wymieniane po łacinie.

[60] J 21, 18,

[61] Ps 133(132), 1.

[62] Por. Św. Augustyn, Państwo Boże, XXII, 30: „Tam to odpoczywać będziemy i widzieć; widzieć i kochać; kochać i chwalić” (tłum. ks. Wł. Kubickiego).

[63] Mt 5, 8.

[64] Bartłomiej od św. Teresy (Díaz de Cerio, 1850-1927), Hiszpan z prowincji akwitańskiej, w 1880 przyjechał do Czernej, 1900-1903 był przełożonym w Wadowicach, 1903-1906 przeorem w Czernej; w 1913 wyjechał do Francji; zmarł w Avon.

[65]  [O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, APKB, AŚRK 44, k. 325r.

[66] „Do jakiegokolwiek bądź ściślejszego zajęcia trudność tu jest niezmierna dla braku samotności, gwar i rozprawy są tak ciągłe i głośne, że dla poważniejszej pracy i rozmyślań rzadko znaleźć godzinę we dnie, trzeba ich szukać w nocy, co też i robię”. – List 75, do rodziny, Usole, 31 XII 1865/12 I 1866.

[67] Łk 10, 16.

[68] Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars 2, cap. VI; pars 4, cap. 1. (p.a.)

[69] Paweł od Najśw. Serca Jezusa (Josef Derflinger), ur. w 1862, śluby złożył 17 VIII 1879, święcenia kapłańskie otrzymał w 1884 roku.

[70] Joannes a Jesu Maria, Disciplina claustralis, Praga 1717, cap. 3, s. 9.

[71] „Praesertim in novitiatu, ubi p. magister (Teresius) eum ad virtutis exercitium coram me, novitio vix ingresso, tantopere humiliavit (ob imbecillitates memoratu vix dignos), ut ob animi tranquilitatem, cuius testis fui, virtutis excellentissimae exemplar mihi fuerit impressum. Similiter charitatem fraternam (praesertim Jaurini) semper admiratus sum”. List o. Pawła od Serca Jezusa do o. Jana Bauchauda, Budapeszt, 19 XI 1907. – APKB, AŚRK  44, k. 113r.

[72] Ks. Michał Fiszer (ur. ok.1827, zm. po 1907), aresztowany w roku 1861 i wywieziony do guberni permskiej, skąd zesłany na Sybir. W 1871 roku pozwolono mu wrócić do Permu, gdzie zamieszkał przy kaplicy katolickiej. Od końca 1862 roku mieszkał przy bp. K. Borowskim, z którym w 1882 roku wyjechał do Płocka.

[73] Kasper Borowski (1802-1885), profesor Akademii Duchownej w Wilnie i Petersburgu, od 1848 biskup łucki i żytomierski; za obronę Kościoła przed rusyfikacją został zesłany do Petersburga (1869), po ułaskawieniu w 1882, w 1883 został przeniesiony na biskupstwo płockie.

[74] August Franciszek Czartoryski (1858-1893), książę, syn Władysława, salezjanin, sługa Boży; w latach 1874-1877 wychowanek Józefa Kalinowskiego.

[75] Davos, miejscowość uzdrowiskowa w Szwajcarii.

[76] List 429, do rodziców, Graz, 2 I 1878.

[77] Wiktor Kalinowski (1833-1880), żonaty z Marią (Masią) z Gruszeckich (zm. 1900).

[78] List 430, do Masi i Wiktora Kalinowskich, Graz, 4 I 1878.

[79] J 15, 5.

[80] Łk 2, 14. – List 430, do Masi i Wiktora Kalinowskich, Graz, 4 I 1878.

[81] Georgio a S. Josepho OCD, Geistliches Morgen- und Abendbrot, Bd. 1-2, wyd. nowe, Reisach 1865-1867 (Chleb powszedni, wyd. 1, t. 1-2, Kraków 1959). Cytowanego tu fragmentu nie udało się zidentyfikować.

[82] Św. Teresa od Jezusa, Sprawozdania duchowe, 36, 1, w: Dzieła, t. 3, Kraków 1995, s. 70. Przekład poprawiony.

[83] List 431, do ojca, Graz, 19/7 III 1878.

[84] Michał Cypryński-Ciekawy, ziemianin z powiatu słuckiego, kolega i przyjaciel Andrzeja Kalinowskiego z uniwersytetu.

[85] Albert Rubsza, ur. w 1829, w 1857 złożył śluby zakonne; w latach 1882-1883 był przeorem klasztoru Wszystkich Świętych w Wilnie.

[86] A.E. Odyniec (1804-1885), poeta, tłumacz, wydawca i pamiętnikarz; oskarżony w procesie młodzieży filareckiej w Wilnie i więziony 1823-1824. Przyjaciel Adama Mickiewicza.

[87] APKB, AP 71, Objaśnienia fotografii rodziny Kalinowskich (przez Jerzego Kalinowskiego).

[88] Monika Kalinowska (1855-1868), przyrodnia siostra Józefa, zmarła z powodu przeziębienia odry.

[89] List 98, do rodziny, Usole, 15/27 VII 1868.

[90] Racz nagrodzić, Panie, wszystkim nam dobrze czyniącym, dla imienia Twego, życiem wiecznym. – Modlitwę tę odmawiano po posiłku.

[91] Św. Bonawentura (ok. 1217-1274), teolog, filozof, doktor Kościoła. Najstarszy polski przekład przypisywanego mu Żywota Pana Jezu Krysta ukazał się w Krakowie (1522), w tłumaczenia B. Opecia.

[92] Św. Jan od Krzyża (1542-1591), karmelita bosy, autor dzieł mistycznych, 1726 kanonizowany, 1926 ogłoszony doktorem Kościoła.

[93] Por. Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars 3, cap. 4, 5.

[94] Taką formułę profesji, oczywiście po łacinie, podpisał brat Rafał w księdze profesji (Klasztor w Grazu, Registrum de Professionibus Novitiorum, s. 59). Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego w tekście ślubów jest mowa o Kongregacji św. Eliasza, skoro od 1875 roku został zniesiony podział zakonu na kongregacje, i dlaczego formuła brzmi „ad mortem”, skoro śluby były składane na trzy lata. O. Bouchaud przytacza formułę ślubów ze skrótami.

[95] Ps 50[49], 14.

[96] Ps 116[114-115], 18-19.

[97] Były to: Maria Agnieszka od Jezusa (Piron, 1838-1908), Jadwiga od św. Jana od Krzyża (Wielhorska, 1836-1911), Izabela od Aniołów (Lousberg, 1840-1882), Teresa od Jezusa (Steinmetz, 1839-1923) i Joanna od Krzyża (Pollet, 1839-1906).

[98] Maria Ksawera od Jezusa (Maria z hr. Grocholskich księżna Czartoryska (1833-1928), wdowa po księciu Witoldzie, w 1873 wstąpiła do karmelitanek bosych w Poznaniu, 14 IV 1875 złożyła śluby zakonne w Krakowie, w latach 1898-1901 i 1904-1907 była przeoryszą łobzowską; wywarła duży wpływ na rozwój zakonu na ziemiach polskich.

[99] Mieczysława Maria od św. Jana od Krzyża (Kazimiera Anastazja Wyczyńska, 1850-1930), była trzykrotnie przeoryszą łobzowską (1892-1895, 1910-1913, 1919-1920), w roku 1920 wyjechała na fundację do Poznania, gdzie w 1926 roku wybrano ją przeoryszą.

[100] Zofia od Jezusa (Zofia Joanna Teresa Piotrowska, 1855-1925), w latach 1891-1900 mieszkała w klasztorze lwowskim.

[101] Maria Bronisława od św. Łukasza (Bronisława Walentyna Kamila Karłowska, 1855-1930), w roku 1884 wzięła udział w fundacji klasztoru w Przemyślu, gdzie zmarła.

[102] Jean-Baptiste Bouchaud OCD, Joseph Kalinowski, dz. cyt., s. 455-456.

[103] Łukasz od św. Jana od Krzyża (Giuseppe Ranise, 1811-1884), przełożony generalny zakonu w latach 1870-1881, w jesieni 1879 wizytował klasztor w Czernej i krakowskie klasztory karmelitanek bosych.

[104] O. Ferdynand Drescher, potem Franciszek Ksawery od Najśw. Serc Jezusa i Maryi (August Drescher, 1841-1897), śluby zakonne złożył u Karmelitów reformy soretańskiej, tam też otrzymał święcenia kapłańskie (1864), był przeorem w Czernej (1886-1888), zmarł w Linzu.

[105] O. Kazimierz od Niep. Poczęcia NMP (Józef Rybka, 1854-1919), w roku 1878 otrzymał święcenia kapłańskie, w 1879 przeszedł do Karmelitów Bosych, był przeorem w Czernej (1891-1894) i w Wadowicach (1894-1897, 1912-1918), wychowawcą w niższym seminarium w Wadowicach. Zmarł w Berdyczowie.

[106] Angelo Savini (1816-1889), od 1863 wikariusz generalny Karmelitów ad nutum Sanctae Sedis.

[107] Józefa Teresa od Niep. Poczęcia (Hortenzja Adela Febronia Tyszkiewiczówna, 1836-1911), habit zakonny otrzymała w Liège-Cornillon, dwukrotnie była przeoryszą na Łobzowie (1877-1880 i 1883-1886), w 1890 wyjechała do Rzymu, gdzie wstąpiła do Nazaretanek. Była cenioną mistrzynią nowicjuszek.

[108] Bertold od św. Jakuba (Mauritius Schormann, 1819-1893), do zakonu wstąpił jako kapłan świecki, 1872-1882 wikariusz prowincjalny, 1888-1891 prowincjał austriacki.

[109] Józef od św. Gabriela (Jan Kanty Tyrka, 1836-1911), 1875-1880 przeor klasztoru w Czernej, zabiegał o jego reformę, w 1884 przeszedł do diecezji krakowskiej; zmarł jako katecheta w Oświęcimiu.

[110] Maria Ksawera Czartoryska OCD, Reforma Czernej. Największe miłosierdzie Boże!, wyd. B.J. Wanat OCD, „Nasza Przeszłość”, 95(2001), s. 298.

[111] M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 298.

[112] We Francji małe seminaria nazywano „małymi nowicjatami”, a ich alumnów „małymi nowicjuszami”.

[113] Wincenty Podlewski; był przeorem klasztoru w Krakowie.

[114] Zob.: M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 290-291.

[115] APKB, AKKŁ 5, k. 175.

[116] M. Jadwiga Wielhorska do o. Ferdynanda Dreschera, Kraków, 4 II 1879, w: M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 294-295.

[117] M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 297.

[118] Dominik od Jezusa i Maryi (Josef Trappl, 1860-1929), w 1880 złożył śluby zakonne, w 1887 otrzymał święcenia kapłańskie; w latach 1889-1893 był lektorem teologii w Czernej. Zmarł w Linzu.

[119] Serapion od św. Andrzeja Corsini (Josef Wenzel, 1816-1898), wstąpił do nowicjatu jako ksiądz diecezjalny, był wielokrotnie przeorem w Linzu i Grazu, wikariuszem prowincjalnym (1862-1865, 1868-1872), definitorem generalnym (1872-1891) i pierwszym prowincjałem prowincji austro-węgierskiej (1882-1888).

[120] Joachim od Niep. Poczęcia (Kinast, 1834-1901) z prowincji austro-węgierskiej, w 1860 złożył profesję.

[121] Por.: M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 300.

[122] APKB, AKKŁ 5, Czerna, k. 13r-14r. Jest to brudnopis odezwy, napisany ręką m. Ksawery, z jej uwagą: „...całą odezwę mnóstwo podpisów pokryło: Lubomirskich (....)”, o co postarali się Stanisław i Tadeusz Grocholscy, bracia m. Ksawery (k. 16r).

[123] Albin Dunajewski (1817-1894), od 1879 biskup krakowski, 1890 mianowany kardynałem; odrodził życie religijne w diecezji.

[124] Jan Chryzostom Janiszewski (1818-1891), od 1871 sufragan poznański, w 1875 – za obronę praw Kościoła – wydalony z terenu archidiecezji rezydował w Krakowie. Po powrocie do archidiecezji (1886) otrzymał zakaz wykonywania funkcji biskupich.

[125] Por. Dz 20, 25.

[126] Por. Dz 20, 32.

[127] Św. Brokard jako przeor klasztoru na Górze Karmel ok. 1210 r. otrzymał regułę i kanoniczne potwierdzenie zakonu od św. Alberta, patriarchy jerozolimskiego.

[128] Por. list m. Teresy Steinmetz do ojców w Belgii, w: M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 305-306.

[129] W Austrii i w Polsce w zimie karmelici noszą drzewo w sandałach. (p.a.). – Takiego tekstu nie ma w kronice klasztoru łobzowskiego. Przypuszczalnie pochodzi on z listu m. Ksawery Czartoryskiej.

[130] Raab, węg. Györ, miasto nad dolną Rabą. Klasztor karmelitów bosych został tam założony w roku 1697; należał do prowincji austriackiej.

[131] Streszczenie znajduje się w Archiwum Prowincji Polskiej. (p.a.)

[132] J.E. Darras, Histoire générale de l’Eglise Catholique depuis le commencement de l’ère chrétienne, t. 1-4, Paris 1854, 1890. Streszczenie J. Kalinowskiego zob.: APKB, AP 130, „Historia kościelna ks. Darrasa” streszczona w Usolu na Syberii przez św. Rafała od św. Józefa Kalinowskiego.

[133] J.-B. Bouvier (1783-1854), bp Mans, autor podręcznika dla seminarzystów: Institutiones theologicae.

[134] P. Scavini (1791-1869), wybitny włoski teolog moralista. Głównym jego dziełem jest podręcznik Theologia moralis universa, 1 wyd. Novara 1841.

[135] Hieronim od św. Eliasza (Faustyn Tubie, 1857-1881), urodził się w Chorwacji, profesję złożył w Grazu (1870), do zakonu wstąpił pod koniec studiów teologicznych. Zmarł we Wiedniu.

[136] Sebastian od św. Antoniego (Soldati,1838-1901), 1857 złożył śluby zakonne, 1860 otrzymał święcenia. Zmarł w Györ.

[137] Emeryk od Dzieciątka Jezus (Semmer), ur. w 1855, śluby zakonne złożył w 1877, święcenia kapłańskie otrzymał w 10 III 1883 roku.

[138] APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień, k. 75.

[139] APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 141 (odpis).

[140] List 434, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Raab, 17 X 1879.

[141] Marcelina Czartoryska (1817-1894), księżna, pianistka i filantropka, tercjarka karmelitańska.

[142] Ludwik Jagodziński nie został przyjęty do zakonu.

[143] Kazimierz Laudyn, rodem z Inflant, uczestnik powstania styczniowego, zesłaniec, na Syberii bliski przyjaciel Józefa Kalinowskiego. Wiadomość o bankructwie jego przedsiębiorstwa handlowego, które założył po uwolnieniu z zesłania, okazała się nieprawdziwą.

[144] Julian Antoni Dunajewski (1822-1907), w latach 1880-1891 minister skarbu w rządzie austriackim.

[145] Apolin Hofmeister (1825-1890), za udział w powstaniu styczniowym zesłany na Syberię; do Kościoła katolickiego przyjął go o. Wacław Nowakowski.

[146] J. Kalinowski spędził w Davos z księciem Augustem jesień 1876 i zimę 1876/77.

[147] O spotkaniu Augusta Czartoryskiego z o. Rafałem w Czernej zob. list s. M. K. Czartoryskiej do Izabeli Działyńskiej, styczeń 1893, w: J. Nowak, Karmel w Krakowie i Czernej. Listy s. Marii Ksawery Czartoryskiej z lat 1874-1918, „Nasza Przeszłość, t. 92 (1999), s. 450-451.

[148] Hipolit Błotnicki (1792-1886), pisarz i działacz polityczny związany z Hotelem Lambert. Był wychowawcą Władysława i Witolda,  synów księcia Adama Czartoryskiego, a następnie Augusta Czartoryskiego.

[149] Władysław Czartoryski (1828-1894), książę, przywódca Hotelu Lambert po śmierci Adama Czartoryskiego; założyciel Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

[150] Św. Jan Bosco (1815-1888), założyciel Towarzystwa Salezjańskiego (1859), kanonizowany w roku 1934.

[151] Edward Nowakowski (1829-1903), znany pod zakonnym imieniem Wacława i pseudonimem literackim Edward z Sulgostowa; w 1860 roku wstąpił do kapucynów, za udział w powstaniu zesłany na Syberię, w 1880 wyświęcony na kapłana; pozostawił po sobie dużą spuściznę literacką.

[152] Józef Wasilewski (1841-1913), powstaniec i sybirak, w 1874 wstąpił do jezuitów w Starej Wsi, w 1883 otrzymał święcenia; zmarł w Krakowie.

[153] Bouchaud, Joseph Kalinowski, dz. cyt., s. 246-249. (p.a)

[154] List 397, do Wacława Nowakowskiego, Davos, XII? 1876.

[155] ”La Civiltà Cattòlica”, dwumiesięcznik wydawany przez jezuitów w Neapolu od 1850 roku. Omawiał wszystkie zasadnicze problemy życia współczesnego.

[156] Św. Augustyn, Wyznania, X, 40.

[157] Teresa od Jezusa, Życie, 13, 8. Kalinowski korzystał z łacińskiego wydania pism św. Teresy: Opera S. Matris Teresae de Jesu, pars 1, Coloniae Agrippinae 1628, s. 79.

[158] List 408, do W. Nowakowskiego, Davos, po 14 II 1877.

[159] Jan od Jezusa i Maryi (Juan de San Pedro, 1564-1615), Hiszpan, autor licznych dzieł z zakresu ascetyki, sługa Boży.

[160] Compendium vitae Venerabilis Patris Fr. Joannis a Jesu Maria, w: Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum et Disciplina claustralis, Praga 1717, s. 52-53. Kalinowski korzystał z francuskiego wydania tego dzieła.

[161] List 407, do W. Nowakowskiego, Davos, 14 II 1877.

[162] Aleksander Jełowicki (1805-1877), w 1847 wstąpił do zmartwychwstańców. Był autorem wielu książek o tematyce religijnej.

[163] List 419, do W. Nowakowskiego, Paryż, 12 V 1877.

[164] Hieronim Kajsiewicz (1812-1873), współzałożyciel zmartwychwstańców, kaznodzieja, publicysta emigracyjny.

[165] Piotr Semeneńko (1814-1886), teolog, kaznodzieja, współzałożyciel zmartwychwstańców (1842) i przełożony generalny (1842-1855, 1873-1886).

[166] Walerian Kalinka (1826-1886), historyk, publicysta polityczny, zmartwychwstaniec (1868).

[167] Adolf Bakanowski (1840-1916), zmartwychwstaniec, pracował w USA, Francji, Anglii i Galicji; był prowincjałem galicyjskim.

[168] Ps 127(126), 1.

[169] Parafraza słów św. Pawła: „...już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20).

[170] List 85, do L. Młockiej, Usole, 1/13 IV 1867.

[171] Por. list 424, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej, Paryż, 9 VII 1877.

[172] Łk 1, 52.

[173] List 432, do W. Nowakowskiego, Graz, 24 VIII 1878.

[174] Tekst listu w: M.K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 312-313.

[175] Brokard od św. Eliasza (Kasper Losert, 1812-1887), wstąpił do zakonu jako kapłan świecki (1851), w Czernej był magistrem nowicjuszów (1880-1882, 1883-1885) i przeorem (1885-1886); zmarł w Czernej.

[176] Andrzej od św. Romualda (Karol Gatzweiler, 1819-1883), w 1843 wstąpił do zakonu, 1872-1875 był spowiednikiem karmelitanek bosych w Poznaniu; zmarł w Czernej.

[177] Fulgenty od Dziewicy Maryi (Zalduegui), Hiszpan z prowincji akwitańskiej, w 1882 wyjechał do Grazu, skąd wrócił do Francji i wstąpił do kartuzów.

[178] Awertan od św. Józefa (Josef Schindler, 1820-1893), przewidziany na kucharza, zmarł w Grazu.

[179] Tomasz od Dzieciątka Jezus (Wagner, 1835-1910 ),w 1866 złożył śluby zakonne, przez 20 lat był ekonomem w Siedlcu. Zmarł we Wiedniu.

[180] Onufry od św. Adriana (Piotr Szymon Piętkiewicz, 1806-1881), w 1828 złożył śluby, w 1833 otrzymał święcenia, pracował w Warszawie, Zakrzewie, Lublinie. Zmarł w Czernej.

[181] Romeusz od bł. Alojzego Rabatà (Karol Brożek, 1823-1909), 23 X 1880 opuścił zakon i podjął pracę jako wikary w Tyńcu.

[182] Cyryl od św. Wojciecha (Władysław Gawroński, 1831-1888), 23 X 1880 opuścił zakon i podjął pracę jako wikary w Liszkach.

[183] Marcin od św. Jana Ewangelisty (Antoni Stilger, 1845-1885), 23 X 1880 opuścił zakon i podjął pracę jako wikary w Raciborowicach.

[184] Hr. Stanisław Grocholski poślubił córkę hr. Zdzisława Zamoyskiego. (p.a.)

[185] APKB, AKKŁ 5, Czerna. k. 161r-164r. O. Bouchaud dokonał streszczenia listu m. Ksawery

[186] Wacława z Sobańskich Bnińska, żona Romana (1826-1912), uczestnika powstania styczniowego, przyjaciela Józefa Kalinowskiego na katordze w Usolu i na zesłaniu w Irkucku.

[187] Tekla Stefania Bnińska (1831-1899), siostra Romana, w 1881 wstąpiła do klasztoru karmelitanek bosych na Łobzowie, 2 II 1882 złożyła śluby zakonne, w 1884 wyjechała na fundację do Przemyśla, gdzie zmarła 25 lipca 1899.

[188] Hr. Stanisław Grocholski (1835-1907), brat s. M. K. Czartoryskiej, ziemianin z Podola, działacz społeczny. W roku 1874 spotkał się z Józefem Kalinowski  w Sieniawie i wprowadził go w życie rodziny Czartoryskich.

[189] Siostra m. Marii Ksawery. (p.a). Jej braćmi byli Stanisław i Tadeusz Grocholscy. Po nazwiskach  znajduje się wolne miejsce, najpewniej miał być tam wpisany tekst wspomnianego listu do generała zakonu, o. Łukasza Ranise. Polski przekład listu zob.: M. K. Czartoryska, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 319-320.

[190] Konferencja została wygłoszona po łacinie. Tekst łaciński zob.: M. K. Czartoryska, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 316-318.

[191] Szczęsny Zygmunt Feliński (1822-1895), od 1862 abp warszawski, od 1863 na wygnaniu; w 1883 zrezygnował z urzędu. Resztę życia spędził w Dźwinaczce koło Zaleszczyk. Założył zgromadzenie sióstr Rodziny Maryi. Beatyfikowany w roku 2002 w Krakowie.

[192] Oryginał listu znajdował się w: APKB, AKKŁ 5, k. 50-52. Obecnie jest tam tylko adnotacja m. Ksawery na ten temat.

[193] M. K. Czartoryska, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 332.

[194] O. Józef  Tyrka.

[195] Adrian Maria od św. Józefa (Dubourdieu), pracował w Czernej 1880-1883. Wrócił do Francji.

[196] Andrzej Kalinowski (1805-1878) zmarł 23 marca w Hrozowie; trzy tygodnie wcześniej, 3 marca, zmarła Maria (1848-1878), przyrodnia siostra o. Rafała.

[197] O. Anastazy od Wniebowzięcia NMP (Stadler, 1830- 1915 ), 1868 złożył śluby zakonne, 1855 otrzymał święcenia; zmarł w Grazu.

[198] Hieronim od św. Eliasza (Faustyn Tubie, 1857-1881), urodził się w Chorwacji, do zakonu wstąpił pod koniec studiów teologicznych, śluby zakonne złożył 21 II 1870 w Grazu. Tego samego roku otrzymał święcenia kapłańskie i wyjechał do Györ, gdzie zmarł.

[199] Oprócz br. Rafała, trzech ojców z Raab znało dobrze język francuski i mogli być autorami przekładu tego artykułu. Byli to:  Sebastian od św. Antoniego, Brunon od św. Teresy i Bonifacy od Najśw. Serca. (p.a). – Le R.P. Jerôme de S. Elie, Carme Déchaussé, du couvent de Raab, Autrich-Hongrie, „Annales du Carmel”, 1882, s. 73-85. – Wspomniany o. Sebastian od św. Antoniego (Soldati, 1838-1901; 1857 profesja, 1860 święcenia kapłańskie) był lektorem filozofii i teologii w kolegium zakonnym w Györ, także w czasie studiów teologicznych o. Rafała.

[200] Roman Bniński (1826-1912), powstaniec styczniowy, sybirak, przyjaciel Józefa Kalinowskiego.

[201] Ludwika Młocka, dalsza kuzynka Marii Kalinowskiej, żony Wiktora, działaczka charytatywna w Warszawie; pomagała Kalinowskiemu materialnie w czasie zesłania.

[202] Karolina z Puttkamerów Rychlewiczowa (ur. 1838), żona Jana, siostra Zofii Kalinowskiej (1828-1897), trzeciej żony Andrzeja. Były córkami Wawrzyńca Puttkamera (zm. 1850) i Marianny  (Maryli) Wereszczakówny.(1799-1863).

[203] List 444, do Gabriela Kalinowskiego, Raab, ok. 27 IV 1881.

[204] Tym „młodym człowiekiem” był Jerzy (1859-1930), najmłodszy z rodzeństwa Kalinowskich, ksiądz; zmarł w Łodzi. W tym czasie studiował na Politechnice w Rydze.

[205] List 436, do Jerzego Kalinowskiego, Raab, 28 XI 1879.

[206] Jan Rychlewicz (zm. 1890), kolega Józefa Kalinowskiego z Instytutu Szlacheckiego, w 1862 roku poślubił Karolinę Puttkamerówną, siostrę Zofii, macochy Józefa. Za udział w powstaniu skazany na osiedlenie w Tomsku. Po powrocie mieszkał w Rydze, potem na Podolu, gdzie zmarł.

[207] Zofia Kalinowska i Karolina Rychlewiczowa.

[208] Edward Nowakowski (1829-1903), znany pod zakonnym imieniem Wacława, pseudonim literacki Wacław z Sulgostowa, uczestnik powstania styczniowego, zesłaniec, kapucyn; pozostawił po sobie dużą spuściznę literacką.

[209] „La Civiltà Cattòlica”.

[210] Józef Wasilewski (1841-1913), po powrocie z zesłania za udział w powstaniu styczniowym wstąpił do jezuitów (1874). Pracował m.in. w Mołdawii.

[211] Wacława z Sobańskich Bnińska, żona Romana.

[212] Marian Kwiatkowski, wychowanek Józefa Kalinowskiego w Irkucku, potem pracował jako inżynier w Wieliczce.

[213] List 445, do W. Nowakowskiego, Raab, 1 X 1881.

[214] Por. Arch. Karmelitanek Bosych w Krakowie (Łobzów), Kroniki Karmelitanek Bosych fundacyi  poznańskiej osiadłych w Krakowie, t. 3, s.109-110: „Przyjechał w towarzystwie ojca Bertolda w listopadzie 1881 r. do naszej rozmownicy. Ojciec Bertold chciał nam zrobić niespodziankę i żebyśmy mogły go poznać. Niezmiernie nam miłe zrobił wrażenie. Wszystkie wyższe święcenia odebrał ojciec Rafał w Czernie: subdiakona, diakona, a święcenia kapłańskie otrzymał z rąk księdza biskupa Albina Dunajewskiego 15 stycznia, w święto Imienia Jezus. Wrażenie nasze było niezmierne, zbudowanie, radość wielka w Bogu i dziękczynienie. Rozmowa Ojca była bardzo miła, czułyśmy duszę swobodną i wesołą i przy tym coś niezwykle zakonnego. Mówił do nas po francusku, bo Matek naszych kilka było z Belgii nieumiejących po polsku i to je radością przepełniło, bo czuły, że ten Ojciec wiele nam odda usług duchownych”. NB. Święty Rafał Kalinowski w Czernej otrzymał tylko święcenia kapłańskie.

[215] M. Teresa od Jezusa, wówczas podprzeorysza klasztoru łobzowskiego. Urodziła się w Belgii, była córką p. Steinmetz, nawróconego z anglikanizmu, i Marie Sophie van der Gote z Bruges. Bóg obdarzył ich dziesięciorgiem dzieci. Idąc za radą hrabiego Montalemberta, przyjaciela rodziny, pięcioro z nich poświęcili służbie Bożej. (p.a). Teresa od Jezusa (1839-1923) wstąpiła do klasztoru w Liège, w roku 1867 wyjechała na fundację do Poznania, w 1874 udała się do Krakowa, była pięciokrotnie przeoryszą klasztoru łobzowskiego (1889-92, 1895-98, 1901-04, 1907-10 i 1913-16). Zmarła w Krakowie.

[216] M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 327. Tutaj nie ma fragmentu listu ujętego w nawias kwadratowy.

[217] Iza Działyńska (1830-1899), odnowiła pałac w Gołuchowie i zamieniła go na muzeum.

[218] Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861), książę, mąż stanu, przywódca obozu Hotel Lambert na emigracji polistopadowej, pisarz polityczny.

[219] M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 330.

[220] Iza Działyńska o M. K. Czartoryskiej OCD, w: M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 277.

[221] M. K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 328 (tłum. autorki).

[222] Ks. Florian Antowski, 1855-1887 proboszcz w Rudawie i równocześnie dziekan czernichowski, zaprzyjaźniony z klasztorem. Zmarł w roku 1887.

[223] Maria Teresa od Jezusa (Tekla Stefania Bnińska, 1831-1899), habit otrzymała 31 stycznia 1882, w 1884 wyjechała na fundację do Przemyśla i tam zmarła.

[224] O. Wacław Nowakowski.

[225] Ks. Józefowi Wasilewskiemu towarzyszył ks. Kazimierz Riedl (1841-1898).

[226] APKB, AKC 2, Chronica Conventus Czernensis, t. 1, s. 36-37. Jest tu opis uroczystości, nie ma jednak wygłoszonych w czasie obiadu przemówień.

[227] W roku 1612 powstał klasztor p.w. św. Marcina przy ul. Grodzkiej i on jest kolebką innych klasztorów karmelitanek bosych w Polsce. Klasztor na Wesołej powstał w roku 1725 jako ostatni w Polsce przedrozbiorowej.

[228] J.-B. Bouchaud OCD, Une ordination sacerdotale dans un couvent de Carmes Déchaussés, „Annales du Carmel”, s. 73-85. Tekst tego artykułu nie został wpisany do rękopisu o. Bauchaud’a. Tutaj opuszczono początkowe informacje biograficzne o o. Rafale Kalinowskim oraz szczegółowy opis obrzędów święceń kapłańskich. Cytowany pod koniec artykułu list o. Rafała nie zachował się.

[229] Modlitwa za braci prześladowanych, ulotka wydana nakładem hr. Izy Przeździeckiej z aprobatą Kurii: Kraków, 22 XI 1887, w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy. Egzemplarz przechowywany w Archiwum Klasztoru Karmelitanek Bosych w Krakowie (Łobzów).

[230] O. Andrzej Gatzweiler został wybrany przeorem przez kapitułę klasztoru czerneńskiego 24 kwietnia 1882 roku. – APKB, AKC 25, Liber actuum Capituli conventus Czernensis..., k. 20r-v.

[231] Acta Definitorii Generalis O.C.D., vol. 2, dz. cyt.,  s. 162-163.

[232] Por. Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, rozdz. 14. Zob. także dekret Kongregacji Zakonników z 7 IX 1909 De quibusdam postulantibus in religiosas familias non admittendas. – AAS, 1(1909), s. 700-701. (p.a)

[233] Wikariat prowincjalny (semiprowincja) austro-węgierski został podniesiony do godności prowincji przez definitorium generalne 21 XI 1882 roku. Tego samego dnia definitorium wybrało prowincjałem o. Serapiona Wenzel, dotychczasowego wikarego prowincjalnego. – Acta Definitorii Generalis O.C.D., vol. 2, dz. cyt., s. 170.

[234] Dokument nominacji w: APKB, AŚRK 2, Documenta originalia..., nr 38.

[235] Acta Definitorii Generalis, dz. cyt., s. 171-172. Wyborów dokonano na sesji 30 XI 1882. Na dokumentach nominacyjnych wpisano datę 29 XI 1882. – Zob. APKB, AŚRK 2, Documenta originalia, 38.

[236] List 451, do m. Joanny Pollet, Czerna, 22 XII 1882.

[237] Mt 5, 18.

[238] Constitutiones Fratrum Discalceatorum, dz. cyt., pars I, I, 7.

[239] Ks. Wincenty Smoczyński (1842-1903), doktor prawa kanonicznego, długoletni proboszcz w Tenczynku k. Krzeszowic, następnie prepozyt parafii św. Floriana w Krakowie, organizator polskiej pielgrzymki do Rzymu z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa Leona XIII (1888). Był bliskim przyjacielem św. Rafała.

[240] List 137, do matki, Irkuck, 20 VI 1870.

[241] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie! , dz. cyt., 32, 1.

[242] O. Bartłomiej Díaz de Cerio przez wiele lat był spowiednikiem św. Rafała Kalinowskiego i często towarzyszył mu w podróży. (p.a.)

[243] [O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, w: APKB, AŚRK 44, k. 325r-326v. Zdanie przytoczone przez autora nie jest cytatem z tekstu o. Bartłomieja, ale bardzo ogólnym streszczeniem jego myśli.

[244] Ga 2, 20.

[245]Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój... Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. – Mt 5, 8-9. (p.a.)

[246] Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, 26, 1, w: Dzieła, t. 2, tłum. bp H.P. Kossowski, wyd. 3, Kraków 1987.

[247] Św. Teresa od Jezusa, Księga życia, 11, 6n, w: Dzieła, t. 1, wyd. cyt.

[248] Św. Teresa od Jezusa, Twierdza wewnętrzna, w: Dzieła, t. 2, wyd. cyt.

[249] Ps 132(131), 14.

[250] Nie udało się zidentyfikować tego cytatu.

[251] Chodzi o kościół karmelitanek bosych w Przemyślu, pokryty polichromią przez Tadeusza Popiela (1902). M. Anna Kalkstein tak o tym pisze: „Ojciec przybył do nas w przejeździe; wiedziałam naprzód, że sam ze siebie nie zechce pójść oglądać tę pracę pana Popiela, poprosiłam więc jednego z naszych kapłanów, by mu to zaproponował i z nim poszedł, ale Ojciec mu odmówił: «Boję się popełnić niedoskonałości jakiej, gdybym to widział»”. – APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 165v. Por. również listy do m. Anny Kalkstein, przeoryszy przemyskiej: 1322 (Wadowice, 18 II 1902) i 1341 (Wadowice, 1 VI 1902).

[252] O. Bartłomiej Díaz de Cerio.

[253] Nad wejściem do kościoła w Czernej umieszczono napis: „Ipse Deus locum secretum quaerit. O beata solitudo, o sola beatitudo”.

[254] [O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, APKB, AŚRK 44, k. 326r i 325r. Cytat o. Bouchaud’a powstał z trzech fragmentów tekstu o. Bartłomieja.

[255] Por.: APKB, AŚRK 173, Nauki i przestrogi W.O. Rafała, s. 4.

[256] Hieronim od Matki Bożej (Gracián, 1545-1614), w 1570 przyjął święcenia kapłańskie, w 1573 złożył śluby zakonne w Pastranie, był najbliższym współpracownikiem św. Teresy od Jezusa; z powodu konfliktu wśród karmelitów bosych o kierunek reformy terezjańskiej, w 1892 został zmuszony do opuszczenia zakonu. Zmarł jako karmelita dawnej obserwy.

[257] O. Jan Bouchaud odsyła do swojej kompilacji: Nauki i przestrogi W.O. Rafała, 40, w: APKB, AŚRK 173, s. 32. Por. B. Froissart OCD, Święty Jan od Krzyża, tłum. karmelitanki bose, Kraków 1982, s. 295-296.

[258] Autor przesadził. Znamy 12 listów z czasu między obłóczynami o. Rafała a 21 maja 1880 roku, czyli datą przyjazdu do Czernej o. Jana Bouchauda.

[259] O. Jan Bouchaud odsyła do swojej kompilacji: Nauki i przestrogi W.O. Rafała, 60, 69, w: APKB, AŚRK 173, s. 36, 45. Autor nigdy nie podaje, z jakiego tekstu o. Rafała pochodzi cytowane zdanie.

[260] Konferencje o. Ferdynanda od Matki Bożej (Wuillaume, 1847-1913) były drukowane w formie dwukartkowych ulotek pod wspólnym tytułem „Union au Coeur de Jésus dans L’Eucharistie. Résumé de l’instruction du R.P. Ferdinand, Carme Déchaussé  à la Chapelle des Carmes (Passy)”. W zbiorach o. Bouchauda (APKB, AŚRK 173) zachowały się cztery ulotki: decembre 1891, janvier 1892, mars 1892 i octobre 1893). Cytowane tutaj teksty pochodzą z pierwszych trzech konferencji, najwięcej z trzeciej. Cytaty nie zawsze są dokładne. Z konferencji tych korzystał o. Rafał przygotowując nauki dla zakonnic i zakonników, stąd wspomniane przez o. Bouchauda podkreślenia i zakreślenia.

[261] Św. Jan od Krzyża, Słowa światła i miłości, 99, w: Dzieła, tłum. B. Smyrak OCD, wyd. 5, Kraków 1995, s. 109.

[262] Św. Teresa od Jezusa, Księga życia, 8, 5, w: Dzieła, t. 1, wyd. cyt., s. 168.

[263] Jest to swobodne streszczenie myśli św. Jana od Krzyża: „Łaska Boża, jak czuła matka, czyni to samo z duszą, gdy ją już odrodzi gorącością i zapałem w służbie Bożej. (...) Albowiem tutaj Bóg podaje duszy swą pierś tkliwej miłości, jak niemowlęciu (1 P 2, 2-3)”. – Noc ciemna, I, 1,2, w: Dzieła, wyd. cyt., s. 410.

 

Napisz do autorki strony