Ksiądz Profesor Franciszek Cegiełka SAC

 

 

 

 

 

Śp. Ks.
Franciszek Cegiełka SAC

 

Książka ks. prof. Franciszka Cegiełki o św. Faustynie Kowalskiej -Szafarka Bożego miłosierdzia

 

Śp. Ksiądz Profesor Franciszek Cegiełka SAC - wspomnienie

2003-07-02 07:26

 

Ks. Franciszka Cegiełkę SAC zmarłego 11. lutego br. w Buffalo w Stanach Zjednoczonych w wieku 96 lat, pamięta dziś w Polsce już tylko najstarsze i średnie pokolenie Pallotynów. Pamięta go jednak doskonale wielu z tego pokolenia we Francji i w USA, gdzie długie lata pracował i gdzie zdobył sobie wielkie uznanie. Warto przypomnieć sylwetkę tego wybitnego Polaka, kapłana, rekolekcjonisty, pisarza, patrioty, a w latach 30. i 40. we Francji także i działacza społecznego.

 

          Urodził się 16.III.1908 w Grabowie n. Prosną w Wielkopolsce, w rodzinie Marcina i Marii z d. Nieszczęsna. Miał ośmioro rodzeństwa.

Z domu wyniósł głęboką religijność i patriotyzm, które miały być później dwoma najgłębszymi źródłami jego niezwykłego, życiowego dynamizmu. Szkołę średnią ukończył w Collegium Marianum Księży Pallotynów w Wadowicach. Studia filozoficzne odbył w kraju, a teologiczne w Rzymie. Tam w 1931 r. uzyskał doktorat na uniwersytecie Gregorianum i przyjął święcenia kapłańskie. Otrzymał je w wieku 23 lat za dyspensą. W następnym roku został skierowany do Francji i objął tam opiekę duszpasterską nad polską emigracją rolną w czterech diecezjach i departamentach Normandii. Samotni, rozproszeni po izolowanych fermach, robotnicy i robotnice z Polski, byli najbardziej opuszczoną, wyzyskiwaną i często krzywdzoną kategorią emigrantów. Posługa duszpasterska polskiego kapłana oraz jego obecność i rada, była im niesłychanie potrzebna, ale też i niełatwa. Widząc palące potrzeby, założył wówczas dwa stowarzyszenia polskie, których celem była obrona ich interesów. Swoje obserwacje i doświadczenia z lat 1932-34 zawarł w cytowanej do dziś jako źródło książce - Szlakiem tułaczy (Warszawa 1934). Jego aktywna praca duszpasterska odwracająca emigrantów od chwytliwych haseł komunistów polskich we Francji, spotkała się z ich sprzeciwem. Jeden z nich w czasie wiecu w Potigny, na którym przemawiał ks. Cegiełka, strzelał do niego.

W 1932 wrócił do kraju i został skierowany do pracy najpierw w pallotyńskim niższym seminarium duchownym w Chełmnie, a następnie w wyższym seminarium duchownym w Wadowicach. Pracował tam jako profesor w latach 1934-36. W 1936 r. został ponownie skierowany do Francji. Pallotyni polscy zamierzali wówczas rozwinąć tam swoje placówki duszpasterskie i postanowiono wykorzystać jego doświadczenia w tym kraju. Sprawa przybrała jednak nieco inny obrót, niż to planowano. Kryzys na stanowisku rektora Polskiej Misji Katolickiej w Paryżu, kierowniczego ośrodka duszpasterstwa emigracji polskiej we Francji, liczącej wówczas pół miliona osób polskiego we Francji sprawił, że w następnym roku kard. August Hlond. Prymas Polski i Protektor Wychodźstwa Polskiego z nominacji papieża Piusa XI, powierzył mu, pismem z 18 lipca 1937 r., kierownictwo Misji. Znał go z uprzednich spotkań we Francji i dostrzegł jego przywódcze i dyplomatyczne talenty. Miał wówczas zaledwie 29 lat. W ciągu dwóch lat pracy przed wybuchem II wojny światowej, na swoim bardzo trudnym z wielu względów stanowisku, dał się poznać jako świetny organizator życia religijnego i duszpasterstwa, świetny mówca i kaznodzieja, społecznik i dobry dyplomata. Poznała go cała ówczesna emigracja polska we Francji i francuskie środowiska kościelne.

Gdy w jesieni 1939 r., z ogarniętej pożogą wojny Polski napłynęła do Paryża fala uchodźców, a wśród nich także niemała grupa młodzieży, założył, z gronem oddanych mu osób, Polaków i Francuzów, znane później Gimnazjum i Liceum im. C. Norwida oraz „Caritas”, która, dzięki pozyskanym środkom, skutecznie niosła pomoc polskim uchodźcom wojennym. Z chwilą powstania we Francji, w końcu września 1939 r., Polskiego Rządu na emigracji, przyjmował w historycznym kościele polskim w Paryżu, przysięgę na Ewangelię, składaną przez nowo mianowanego prezydenta RP na wygnaniu, Władysława Raczkiewicza, w obecności gen. Wł. Sikorskiego i członków Rządu. Na uroczystych nabożeństwach w intencji Polski, organizowanych z jego inicjatywy w katedrze Notre Dame w Paryżu i w innych miastach Francji oraz w kościele polskim, w transmitowanych przez radio kazaniach piętnował okrucieństwa wojsk niemieckich popełniane na ludności polskiej w kraju. Podniósł tym bardzo powagę i znaczenie Misji, zarówno wśród przyjaciół, jak i przeciwników. Nie zapomnieli mu tego Niemcy.

Po kapitulacji Francji i zajęciu Paryża przez wojska niemieckie, został 26.X.1940 r. aresztowany przez Gestapo pod zarzutem współpracy z rządem polskim gen. Sikorskiego w Londynie. Więziony był kolejno w Paryżu, Trewirze, Kolonii, Hannowerze, Berlinie i kilku innych więzieniach niemieckich, a następnie wysłany do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen (Oranieburg), a później do Dachau. Przebywało tam wówczas, do wyzwolenia przez wojska amerykańskie 29. IV.1945 r., ponad tysiąc księży polskich (zmarło ich 868). Był uznawany za ich duchowego przywódcę.

Dzięki przyjaźni z więzionym w Dachau Francuzem, Edmondem Michelet, mianowanym w 1945 r. ministrem w rządzie gen. Ch. de Gaulle, zapewnił przyjazd do Francji z obozu koncentracyjnego w Niemczech 111 księżom i klerykom polskim, w celu wzmocnienia duszpasterstwa polskiego w tym kraju i umożliwienia im studiów na uczelniach francuskich. Jako rektor Polskiej Misji Katolickiej uzyskał w 1945 r. korzystną i długoletnią dzierżawę gmachu dawnego seminarium irlandzkiego przy rue des Irlandais w Paryżu, w którym na pół wieku z górą znalazło siedzibę znane później i zasłużone Polskie Seminarium Duchowne. Pod jego kierownictwem w trudnym okresie powojennym odrodziło się i ożywiło religijne i społeczne życie emigracji polskiej we Francji. Prezydent RP na uchodźstwie, Władysław Raczkiewicz, przyznał mu w październiku 1945 Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami, a rząd francuski w lutym 1947 r. nadał mu odznaczenie Legii Honorowej i Krzyż Wojenny z Palmami, za zasługi w czasie wojny. Bardzo przyjazne stosunki łączyły go, jak świadczy korespondencja, z Prezydentem RP na Wychodźstwie, Władysławem Raczkiewiczem. Ten ostatni miał dla niego wielkie uznanie.

Gdy po zakończeniu wojny rządzący Polską w imieniu Moskwy P.K.W.N. skierował do Paryża swojego pierwszego ambasadora, działacza komunistycznego, Stanisława Skrzeszewskiego i gdy ten zwrócił się o protokolarne przyjęcie go w kościele przez Rektora Polskiej Misji Katolickiej, na wzór przyjęć w okresie międzywojennym, ten ostatni stanowczo się na to nie zgodził, pomimo wielokrotnych prób nacisku. Ambasador Skrzeszewski domagał się stanowczo, w związku z tym, jego odwołania u Nuncjusza Apostolskiego, bpa Angelo Roncalliego, późniejszego Jana XXIII, u Arcybiskupa Paryża, a nawet w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Francji. Tę samą postawę zachował wobec jego następcy, Jerzego Putramenta i stanowczo odmówił współpracy z nim. Miała ona bowiem na celu jedynie wytworzenie opinii o pozyskaniu Misji dla rządów komunistycznych w Polsce oraz dezorientację, a w konsekwencji i rozbicie społeczności polskiej we Francji. Był za to atakowany w prokomunistycznej „Gazecie Polskiej”, ukazującej się w Paryżu w latach 1945-1947 Doprowadziło to dużych napięć. Na tym tle zdecydował się na rezygnację z piastowanego stanowiska. Protektor Wychodźstwa Polskiego, Prymas Polski, kard. A. Hlond, kierowane do niego i kilkakrotnie ponawiane jego prośby w tej sprawie przyjął we wrześniu 1947.

Warto zacytować bardzo wymowny w treści i piękny w formie, list Prymas Hlonda zwalniający go ze stanowiska, datowany w Gnieźnie 18 września 1947. Prymas zarysował w nim jednocześnie duchową sylwetkę ks. Cegiełki, nie tylko jako rektora Misji. Pisał w nim:

 

Przewielebny Księże Rektorze!

Ulegając coraz częstszym i usilniejszym prośbom Przewielebnego Księdza Rektora, pod długim namyśle i ociąganiu się, zwalniam Go ze stanowiska Rektora Misji Polskiej we Francji.

Żegnam drogiego Księdza Rektora z głębokim żalem, rozumiejąc stratę, którą Misja przez Jego odejście ponosi. Żegnam ze szczerym uznaniem i stwierdzając wielkie kapłańskie zalety i czyny, którymi się Ksiądz Rektor dla wiary i religijności Polaków we Francji wybitnie zasłużył. Żegnam z podziwem dla Jego bohaterskiej postawy ludzkiej, obywatelskiej, katolickiej i zakonnej w obozach śmierci, żegnam kochanego Ks. Rektora z wyrazami czci dla Jego bezinteresowności i poświęcenia, dla kapłańskiej gorliwości i odwagi, dla żarliwego ukochania sprawy ojczystej, dla jego chrześcijańskiego optymizmu, który niczym się nie zrażał i mimo wszystko zawsze wierzył w triumf sprawiedliwości i w zwycięstwo dobra. żegnam Księdza Rektora z wynurzenia głębokiej i trwałej wdzięczności za oddana służbę na kierowniczym paryskim posterunku duszpasterskim, na którym Ksiądz Rektor pozostawia po sobie piękną pamięć pasterza dusz, stróża wiary, jałmużnika, opiekuna opuszczonych, budziciela nadziei i otuchy.

Żegnam Księdza Rektora z serdecznymi życzeniami dla Jego dalszej działalności. Wiem bowiem, że Ksiądz Rektor, mimo wyczerpania nie myśli spoczywać na wawrzynach, lecz w płomiennym uniesieniu snuje plany nowej pracy na smutnych drogach, po których rozpasane fale migracyjne unoszą w dalszym ciągu po dalekich morzach i kontynentach nieszczęsne ofiary ludzkich błędów.

Niech wszędzie ma drogiego Księdza Rektora w swej macierzyńskiej opiece Wniebowzięta Królowa wszechświata.

Łączę wyrazy szczerego oddania i serdeczne prymasowskie błogosławieństwo

/-/ August Kard. Hlond

 

     Do dziś kulisy tej rezygnacji pozostają okryte pewną tajemnicą. Kilka lat po wojnie mówiło się w środowiskach pallotyńskich w Polsce, że z powodu wspomnianej wyżej postawy ks. Cegiełki, pod niebezpieczną presją polskich władz komunistycznych znalazł się ówczesny prowincjał pallotynów, ks. Jan Maćkowski i że rezygnacja rektora Misji została wymuszona zagrożeniami dla pallotynow w Polsce ze strony tych władz. Zdaje się, że dotychczas nikt nie próbował bliżej wyjaśnić tej sprawy.

Po rezygnacji ks. Cegiełka udał się do Rzymu i tam do wiosny następnego roku był osobistym sekretarzem Generała Stowarzyszenia, ks. Wojciecha Turowskiego. W kwietniu 1948 r. został skierowany do pracy rekolekcyjnej w Stanach Zjednoczonych. Stało się początkiem długiego, bo mającego trwać ponad pół wieku okresu jego bardzo aktywnej działalności. Najpierw na stanowisku cenionego i poszukiwanego rekolekcjonisty dla żeńskich zgromadzeń zakonnych w USA, gdzie w powojennym okresie było ponad siedem tysięcy zakonnic nauczycielek z polskich rodzin, a następnie wykładowcy. W dziesięcioleciu 1948-58 przeprowadził 296 serii tygodniowych rekolekcji dla zakonnic w USA i w innych krajach, a do roku 1967 r. miał ich na swoim koncie już 445. Wygłosił w tym czasie 16.891 konferencji. W tym okresie wydał dziewięć książek w języku polskim, w tym jedną o świętej dziś s. Faustynie Kowalskiej, która miała dwa wydania.

W następnym dziesięcioleciach pracował jako wykładowca teologii w kolegiach uniwersyteckich. Był profesorem w Felician College w Lodi (1967-71), a następnie Holy Family College w Philadelphii (1971-76). W tym czasie opublikował kilkanaście książek teologicznych w języku angielskim, nie licząc skryptów akademickich. W dalszym ciągu głosił rekolekcje, jednak już jedynie w języku angielskim, w USA, w Kanadzie, w W. Brytanii i w Afryce Południowej, gdzie zapraszany był dwukrotnie w latach 1955-56 i 1960-61, z rekolekcjami dla misjonarzy i misjonarek. Od 1971 wykładał teologię w Caldwell College w stanie New Jersey. Na przełomie lat 60. i 70. odbył kilka podróży na Daleki Wschód: do Pakistanu, Indii, Japonii i Tajlandii, w celu pogłębienia znajomości religii azjatyckich. Należał do grupy teologów pracujących nad listem pasterskim Episkopatu USA o wartościach moralnych, ogłoszonym w listopadzie 1976. Dwukrotnie, w 1974 i 1975 r. został zaliczony do grupy Wybitnych Wychowawców Ameryki (Outstanding Educators of America) w uznaniu zasług dla wyższych studiów młodzieży amerykańskiej i służby społecznej. Źródłem ważnych szczegółów biograficznych jest jego biogram zamieszczony w Who’s Who in Polish America (1st edition 1966-1997).

Swoje prace publikował w języku polskim i angielskim, lecz doskonale znał także język niemiecki, francuski i włoski oraz łacinę i grekę. W 1976 przeszedł na emeryturę, ale przez kilkanaście lat był nadał czynny jako rekolekcjonista i duszpasterz. W latach 70. i 80. zapraszany był do Polski, w celu wygłoszenia referatów na konferencjach poświęconych problematyce kościelnej i teologicznej. Od przejścia na emeryturę mieszkał w pallotyńskim domu w North Tonnawanda k. Buffalo. Prowadził niezwykle bogatą korespondencję w różnych językach, która w końcowym okresie jego życia była formą jego duszpasterstwa i apostolstwa. W jego archiwum można znaleźć setki listów różnych organizacji dobroczynnych, zwracających się o wsparcie. Nie pozostawiał ich nigdy bez odpowiedzi i wysyłał choćby kilkudolarowe wsparcie. Nie pamiętam już w jakiej mierze w jego archiwum znalazło odbicie bardzo dramatyczne dla Stowarzyszenia odłączenie się Ruchu Szensztackiego, do którego na pewien czas się włączył. Osobiście znał dobrze ze wspólnego pobytu w obozie koncentracyjnym jego założyciela, ks. Józefa Kentenicha PSM i miał dla niego wielkie uznanie za jego postawę w tym obozie. Mówił mi, że oddawał on innym więźniom część głodowej racji żywnościowej.

Był człowiekiem dużego formatu i posiadał wybitne zdolności przywódcze. Jego choleryczny temperament sprawiał, że pomimo wielkiego wyrobienia duchowego i wysokiej kultury, był nieraz bardzo apodyktyczny w swoich ocenach i wypowiedziach i nie znosił sprzeciwu. Tak się stało, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat życia przebywał w domu, gdzie jego przełożonymi byli współbracia z Polski o więcej niż dwa pokolenia młodsi od niego. Różnica wieku wynosiła bowiem 60 lat. Była to jednak przede wszystkim różnica mentalności, innego świata, który ukształtował młodsze o ponad pół wieku pokolenie, a także horyzontów i zainteresowań umysłowych. Na tym tle przeżył wiele upokorzeń goryczy, tym większej zapewne, że wśród swoich przyjaciół i znajomych, których miał wielu w różnych krajach świata, cieszył się wielkim uznaniem, szacunkiem, oddaniem i przyjaźnią. Świadczy o tym korespondencja zachowana w jego archiwum.

Nie doczekał się zrealizowania swojej idei stworzenia w dużej, pallotyńskiej posiadłości w Northtonawanda, niedaleko słynnych wodospadów Niagary, sanktuarium Dzieciątka Jezus (Infant Jesus Schrine), nad czym usilnie pracował przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Jego staraniem została zbudowana kaplica o bardzo pięknym, artystycznym wystroju, nawiązującym do objawień świętej dziś siostry Faustyny Kowalskiej, których apostołem, wyprzedzającym swoją epokę, był już w latach 50. i którym, jak wspomniałem, poświęcił jedną ze swoich pierwszych swoich książek wydanych w Stanach Zjednoczonych. Zapoczątkował ruch pielgrzymkowy do sanktuarium z całego stanu Nowy York i Buffalo. Byłem nieraz jego świadkiem. Nie nabrał on jednak stałego charakteru, gdyż zabrakło zwolenników jego idei, a w konsekwencji koniecznego w takim wypadku zaplecza organizacyjnego. Przez kilkadziesiąt ostatnich lat swego życia, codziennie wczesnym rankiem, zawsze o tej samej porze, szedł do odległej o sto metrów od domu kaplicy, długo modlił się w niej i odprawiał mszę św. Miał zawsze niewielką grupę wiernych. Współbracia narzekali, że ogrzewanie kaplicy zimą zbyt wiele kosztuje i nie pokrywa ona kosztów wynikających z jej utrzymania.

Gdy w jakimś momencie jeden z najmłodszych księży z Polski powiedział mu, że po jego śmierci natychmiast spali papiery, które ma on w swoim pokoju, to znaczy jego osobiste archiwum, gromadzone od z górą 60 lat, bardzo się tym przejął. Znał bowiem jego wartość dla historii nie tylko pallotynów w Polsce, we Francji i w USA. Dwukrotnie zapraszał mnie do Northnowanda, prosząc, bym je przygotował do wysłania do archiwum prowincjalnego w Warszawie. Sfinansował moje przyjazdy, pobyt i wysyłkę kilkunastu kartonów dokumentów i wydawnictw. Zgodnie z jego wolą znalazły się one w nim i od wielu lat czekają na uporządkowanie i opis. Dopiero wtedy bowiem mogą posłużyć, łącznie z archiwami we Francji, do napisania zarówno biografii ś.p. ks. prof., Franciszka Cegiełki SAC, jak i pełnej, tak bogatej historii Pallotynów we Francji oraz w USA, której magna pars fuit. Jego książki, skrypty akademickie i niezliczone konferencje ascetyczne, staranie pisane na maszynie w języku angielskim, będą kiedyś z pewnością przedmiotem analiz teologicznych lub innych. Są bowiem interesujące z tego względu, że różne, powojenne, zachodnie i amerykańskie prądy teologiczne i pedagogiczne znalazły w nich swoje mocne odbicie.

W ostatnim okresie życia przebywał w szpitalu z powodu choroby Alzheimera. Często tracił świadomość swojej sytuacji. Zmarł w Buffalo 11 lutego 2003 w wieku 95 lat, jako senior pallotynów polskich. Był jednym z ostatnich już świadków i uczestników dramatycznego i heroicznego okresu ich trudnej pracy poza krajem, wśród emigracji polskiej i w Kościele w tych krajach, do których zaprowadziła ich Opatrzność.

Ks. Roman Dzwonkowski SAC, Lublin, 10.III.2003 r.

 

Źródło: Pallotyni - Prowincja Zwiastowania Pańskiego - Poznań

 

Napisz do autorki strony